Informujemy, że na tej stronie stosujemy pliki cookies (tzw. ciasteczka). Korzystając ze strony wyrażają Państwo zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Jeśli chcą Państwo zmienić tę opcję, należy zmienić ustawienia przeglądarki dotyczące przechowywania i uzyskiwania dostępu do plików cookies w Państwa komputerze. Rozumiem komunikat.

Kliknij tu aby zamknąć powiadomienie.

ARCHIWUM DZIAŁU: Sport

Sukces zawodników Guja Jiujutsu

dodane 16.11.2015
[Jaworzno]   Kolejny, trzeci złoty medal w tym roku w olimpijskiej dyscyplinie judo do swojej kolekcji dorzucił Patryk „Gonzo” Ficoń. Zawodnik  trenujący na co dzień w Jaworznie zdominował wszystkich rywali startujących w turnieju „International Judo Leuge”, którego gospodarzem było Towarzystwo Sportowe „Wisła” w Krakowie. Trzy walki wygrane przed czasem i zaskakujący finał , w którym jaworznian potrzebował zaledwie kilku sekund by rzucić „czysto” na plecy doświadczonego przeciwnika reprezentującego „Yamabushi” Zakopane.  Ficoń po raz pierwszy wystąpił w wyższej kategorii wagowej, tj. do 46 kg. Był najlżejszym i najniższym zawodnikiem tej kategorii. Równie udany dzień miała Wiktoria „Kosa” Ziober, która w drodze do finału pewnie wygrała walki  przed czasem. Niestety, przypadkowe potknięcie zawodniczki wykorzystała reprezentantka Tarnowa, która posadziła zawodniczkę Jiujutsu na pośladki i założyła trzymanie kesa gatame. Nieudolna próba wyjścia z tego chwytu zakończyła się zwycięstwem rywalki. Drugie miejsce w prestiżowym turnieju to duży sukces przedstawicielki Jaworznickiej Szkoły Walki Wręcz Guja Jiujutsu, która na co dzień trenuje pływanie i w swojej kategorii wiekowej jest trzecią zawodniczką w Polsce w tej dyscyplinie sportu. Udany występ w Krakowie miał też Marcel „Jedni” Hulbój. Pomimo że przegrał pojedynek o brązowy medal, trener i klubowi koledzy gratulowali mu widowiskowych, wyrównanych pojedynków. Trener Tomasz Guja wielokrotnie podkreśla wszechstronność swoich podopiecznych, którzy w różnych dyscyplinach sportu osiągają sukcesy. Potrafią nawiązać wyrównaną walkę w każdym sporcie walki wręcz. W Krakowie nie wystąpił wielokrotny medalista turniejów judo Wiktor „Dziki” Proksa, który leczy kontuzję i zbiera siły, by już w najbliższą sobotę wraz z kolegami z Centrum Sztuk Walki „GujaKan” wystąpić w Międzynarodowym Turnieju Sportowego Jiujutsu ‘Jaworzno 2015. Z kolei za dwa tygodnie podopieczni Tomasza Gui wezmą udział w Otwartym Turnieju Judo, który odbędzie się w Mysłowicach. Informacje na temat treningów w GujaKan: tel. 505 444 000. (s)

Drużynowe Mistrzostwo Polski dla zawodniczek Dąbrowy Górniczej

dodane 16.11.2015
[Dąbrowa Górnicza]   Podczas Mistrzostw Polski w Wyciskaniu Leżąc Klasycznie, które odbywały się w Warszawie, bardzo dobrze zaprezentowały się zawodniczki i zawodnicy Stowarzyszenia Centrum Formy Dąbrowa Górnicza. Mimo iż z sześciu zgłoszonych zawodniczek Stowarzyszenia Centrum Formy na zawody nie pojechały z powodu kontuzji Magdalena Czerw i Sylwia Kuśpiet, reprezentatnki klubu wywalczyły drużynowego Mistrzostwa Polski. W najlżejszej kategorii wagowej do 47 kg wystartowała debiutantka Aleksandra Szymczykowska, która z wynikiem 35 kg wygrała swoją kategorie wagową zdobywając tytuł mistrzyni Polski wśród juniorek do lat 18, jak i seniorek. W kategorii wagowej 63 kg Katarzyna Kowalik była piąta z wynikiem 42,5 kg, oraz czwarta w kategorii open weteranek. Nie zawiodła najlepsza zawodniczka Aneta Szot, która zwyciężyła w kategorii wagowej do 72 kg z nowym rekordem Polsk 103 kg, ustanowionym w drugim podejściu. Natomiast do ostatniego podejścia w kategorii 84 kg decydowało się zwycięstwo Kingi Moczydłowskiej zarówno indywidualnie jaki i w klasyfikacji drużynowej. Zawodniczka miała zaliczone w pierwszym podejściu 80 kg i w drugim 85 kg, w trzecim musiała zadysponować na sztangę 87,5 kg ponieważ jej najgroźniejsza rywalka zaliczyła 85 kg będąc zawodniczką lżejszą. Przez pomyłkę obsługa pomostu założyła na sztangę ciężar 103,5 kg, którego Kinga nie zdołała podnieść. Po interwencji dostała dodatkowe czwarte podejście. Gdy podeszła do już prawidłowo obciążonej sztangi, sędziowie zaliczyli je jednogłośnie, co dało jej na Mistrzostwach Polski złoty medal i rekord życiowy, przyczyniając się się do zwycięstwa drużynowego Stowarzyszenia Centrum Formy Dąbrowa Górnicza, które w klasyfikacji drużynowej zwyciężyło z 42 punktami i wyprzedziło o 2 punkty zespół z KS Temu Wrocław oraz o 17pkt. gospodarza zawodów, TKKF Herkules Warszawa. Sukcesy odnotowali również panowie. Mikołaj Rejdych, debiutant w kategorii wagowej do 83 kg wśród juniorów do lat 18, z nowym rekordem życiowym 110 kg, zajął piąte miejsce. Po sześcioletniej przerwie w startach udanie wystartował Rafał Zieliński, który w kategorii seniorów w wadze do 66 kg zdobył brązowy medal z wynikiem 142,5 kg. Po zmianie kategorii wagowej z 93 kg na 105 kg złoto po pięknej walce wywalczy Artur Łanucha, ubiegłoroczny wicemistrz Polski, z nowym rekordem życiowym 207,5 kg, tyle co jego przeciwnik, ale nasz reprezentant był lżejszy o 4,2 kg od swego rywala. Srebrny medal zawisł na szyi Andrzeja Grzybka, który z wynikiem 210 kg był drugi w kategorii 120 kg.   W kategorii weteranów w pierwszej grupie (40-49 lat) czwarte miejsce z nowym rekordem życiowym 125 kg zajął Rafał Szendera w kategorii wagowej 74 kg. Do brązu zabrakło mu 5 kg. Mikołaj Kowalik zwyciężył w kategorii 93 kg wśród weteranów (40-49 lat) z wynikiem 152,5 kg. Grzegorz Leski w kategorii wagowej do 83 kg, gdzie był najlżejszym zawodnikiem ważąc tylko 75 kg, wywalczył srebrny medal z wynikiem 120 kg, a do złota zabrakło mu jedynie 2,5 kg. W klasyfikacji drużynowej Stowarzyszenie Centrum Formy zajęło wysokie czwarte miejsc, a do podium zabrakło jedynie 2 punktów.   (s)  

Role się odwróciły

dodane 13.11.2015
[Dąbrowa Górnicza] Po raz pierwszy koszykarze MKS-u Dąbrowa Górnicza przystępują do meczu jako zespół bardziej doświadczony w ekstraklasie. Przynajmniej w teorii, bo beniaminek z Ostrowa Wielkopolskiego w swojej historii ma już na koncie wiele występów na najwyższym szczeblu rozgrywek, a i po powrocie do Tauron Basket Ligi w pokonanym polu zostawił ostatnio… wicemistrzów Polski! - Ten wynik pokazuje, że nie czeka nas „spacerek”. Pod żadnym pozorem nie wolno nam zlekceważyć rywala - przestrzega Mateusz Dziemba. Po dwóch z rzędu wygranych, w Radomiu czekał was zimny prysznic. Przegana z Rosą wstydu nie przynosi, ale różnica między drużynami chyba nie jest aż tak duża, jak wskazywałyby na to rozmiary porażki? Mecz z Radomia każdy z nas już sobie przeanalizował, więc nie ma potrzeby do niego wracać. Teraz skupiamy się wyłącznie na najbliższym przeciwniku. W teorii takie spotkania jak to z Rosą wygrać „można”, ale takie jak nadchodzące niedzielne domowe starcie ze Stalą Ostrów Wielkopolski już chyba „trzeba”? Oczywiście chcąc myśleć o miejscu w pierwszej ósemce na koniec sezonu. Teraz to my jesteśmy w sytuacji, gdy przyjdzie nam zagrać z beniaminkiem. „Spacerek” to raczej nie będzie, co pokazuje wynik ostatniego meczu Stali z Turowem, lecz jeśli tylko zagramy swoje, możemy liczyć na dwa punkty. Triumf ostrowian po dogrywce nad wicemistrzami Polski musi robić wrażenie… Robi wrażenie, dlatego tym bardziej musimy mieć się na baczności, pod żadnym pozorem nie wolno nam zlekceważyć rywala i powinniśmy od początku kontrolować mecz. Zarówno wy, jak i Stal, przed niedzielnym spotkaniem macie taki sam bilans: 2 zwycięstwa i 3 porażki. Wygrana ustawi jedną z ekip w korzystniejszym położeniu przed dalszą częścią rozgrywek, a w końcowym rozrachunku punkty z tego typu meczów mogą mieć kluczowe znaczenie. Jeśli każdy z nas wejdzie na boisko i wniesie coś pozytywnego do gry to o wynik jestem spokojny. Na pewno zagramy o pełną pulę, żeby odbudować atmosferę po ostatniej porażce. Rozmawiał: Damian Juszczyk Foto: Adrianna Antas/MKS Dąbrowa Górnicza

Gdy boli, zaciskam zęby

dodane 05.11.2015
[Dąbrowa Górnicza] Jakub Dłoniak dołączył do MKS-u Dąbrowa Górnicza przed sezonem, a już powoli wyrasta na lidera drużyny, tylko w jednym z dotychczasowych meczów dąbrowskiej ekipy nie był jej najlepszym strzelcem. – Jestem po to, żeby pomagać kolegom. Ogólnie jest „podjarka”, gra sprawia mi wielką przyjemność” – mówi były król strzelców koszykarskiej ekstraklasy. W trzech z czterech rozegranych meczów byłeś najlepszym strzelcem MKS-u. Jesteś w Dąbrowie zaledwie kilka miesięcy, a na parkiecie wygląda to tak, jakbyś grał w klubie latami i na wylot znał swój nowy zespół, filozofię trenerów… Najważniejsze, że drużyna wygrywa kolejny mecz, a ja jestem po to, żeby pomagać kolegom. Na boisku jesteśmy coraz bardziej zgrani, coraz lepiej się rozumiemy i to jest pozytywne. Jednak wciąż musimy poprawiać grę - zarówno w ataku, jak i w obronie. Nieważne - w Radomiu, we Wrocławiu czy w Dąbrowie. Wygląda na to, że po prostu robisz swoje. Na parkietach Tauron Basket Ligi Jakub Dłoniak to już sprawdzona marka. A do tego chyba jesteś „jak wino” – im starszy, tym lepszy? Cieszę się, że jestem zdrowy. Czasami coś pobolewa, ale zaciskam zęby i „lecę dalej“. (uśmiech) Ogólnie jest „podjarka“. (śmiech) Gra sprawia mi wielką przyjemność, chęć rywalizacji mnie nakręca. Jestem zawodnikiem MKS-u i chcę jak najlepiej go reprezentować. Jeszcze ponad rok temu grałeś w barwach Rosy, z którą w sobotę zmierzycie się na wyjeździe. Znajomość radomskiej hali i przeszłość związana z rywalem MKS-u ułatwią zadanie tobie i drużynie? Zawsze gdy wracam do byłych klubów pojawiają się pozytywne emocje. Radomska hala ma swój urok. (uśmiech) Są tam twarde obręcze, jak nie rzucisz poprawnie to zapomnij, że obręcz coś przyjmie. (śmiech) Ogólnie lubię tę halę. Mają zagorzałych kibiców, którzy zawsze ich wspierają. Musimy przygotować się na ich twardą obronę i szybkie przechodzenie z obrony do ataku. Rozmawiał: Damian Juszczyk Foto: Adrianna Antas/MKS Dąbrowa Górnicza

Zabrakło liderki, niespodzianka była blisko

dodane 03.11.2015
[Sosnowiec] Koszykarki JAS-FBG Zagłębie uległy we własnej hali drużynie Basket Gdynia 60:66. Być może losy tej rywalizacji potoczyłby się inaczej, gdyby nie kontuzja rozgrywającej Naketi Swanier, która musiała opuścić parkiet po urazie z ostatniej minuty pierwszej kwarty. Sosnowczanki postawiły się rywalkom i niespodzianka długo wisiała w powietrzu. JAS-FBG wygrał pierwszą kwartę trzema punktami, a mimo straty Swanier do przerwy prowadził różnicą 14 punktów! Klasą samą w sobie była Shannon McCallum, która do przerwy zdobyła 15 punktów, rzucając trzy razy za trzy punkty. Niestety, po przerwie rozpoczął się pościg gdynianek, które sukcesywnie niwelowały straty. Sytuację ułatwiła rywalkom wspomniana McCallum, a konkretnie jej faule, gdyż z czterema na koncie musiała usiąść na ławce rezerwowych. Przed ostatnią odsłoną przewaga naszej drużyny wynosiła 8 punktów. Rywalki szybko jednak zniwelowały te straty i wygrały tę część 24:10, a cały mecz 66:60. – Ania Bekasiewicz zagrała super zawody, wytrzymała tempo meczu, ale praktycznie przez ponad 30 minut graliśmy bez naszej liderki. Najbardziej brak Naketi był odczuwalny podczas drugiej połowy, kiedy Gdynia postawiła kombinowaną obronę i mocną defensywę, co przy ich parametrach spowodowało, że byliśmy w bardzo ciężkiej sytuacji. Zrobiliśmy tyle, ile się dało. Tanio skóry nie sprzedaliśmy. Bez rasowego centra przeciwko obronie kombinowanej, ciężko jest powtórzyć akcję czy zebrać piłkę w ataku – mówił po meczu Mirosław Orczyk, szkoleniowiec Jasek. JAS-FBG Zagłębie Sosnowiec – Basket Gdynia 60:66 (16:13, 22:11, 12:18, 10:24) JAS-FBG: Shannon McCallum 18 (4×3, 6 zb), Aishah Sutherland 13 (1×3, 9 zb), Anna Bekasiewicz 10 (2×3, 4 as), Paulina Dąbkowska 9, Naketia Swanier 2 oraz Marta Dobrowolska 6 (1×3), Paulina Antczak 2, Patrycja Kaczor 0, Barbara Głocka 0, Paulina Rozwadowska 0. (KP)
Wróć

Alert

 

Jesteś świadkiem ważnego wydarzenia?
Urzędnicza bezmyślność dobrowadza Cię do szału?
Wiesz o czymś, co może zainteresować media?

 

Napisz do "Wiadomości Zagłębia": redakcja@wiadomoscizaglebia.pl

KONKURSY

 

 

 

 

PRACA

 

 

 

Adres redakcji:

"Wiadomości Zagłębia"
ul. Kilińskiego 43

41-200 Sosnowiec

e-mail: redakcja@wiadomoscizaglebia.pl