Informujemy, że na tej stronie stosujemy pliki cookies (tzw. ciasteczka). Korzystając ze strony wyrażają Państwo zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Jeśli chcą Państwo zmienić tę opcję, należy zmienić ustawienia przeglądarki dotyczące przechowywania i uzyskiwania dostępu do plików cookies w Państwa komputerze. Rozumiem komunikat.

Kliknij tu aby zamknąć powiadomienie.

ARCHIWUM DZIAŁU: Sport

Stal skuteczniejsza, Szewczyk nie do zatrzymania

dodane 06.03.2017
[Dąbrowa Górnicza] W meczu 21. kolejki Polskiej Ligi Koszykówki, MKS Dąbrowa Górnicza nie obronił własnego parkietu przed BM Slam Stal Ostrów Wielkopolski. Trafienia za trzy gości, zwłaszcza Szymona Szewczyka, ostatecznie pogrążyły drużynę Drażena Anzulovicia. W MKS-u Dąbrowa Górnicza do gry wrócił rozgrywający Kerron Johnson. Pierwsze punkty padły po półtorej minuty od rozpoczęcia. Łukasz Majewski skończył akcję 2+1. Dla dąbrowian dopiero po trzech minutach wynik otworzył Johnson. Po akcji dwójkowej Kerrona z Przemysławem Szymańskim, gospodarze doprowadzili do remisu 8:8, ale w kolejnym posiadaniu za trzy odpowiedział Szymon Szewczyk ze Stali. Weteran parkietów PLK zanotował w pierwszej kwarcie 8 punktów i goście prowadzili 18:11. MKS-owi brakowało skuteczności, tylko 4/16 z gry. Dąbrowianie weszli w drugie 10 minut punktami Jeremiah Wilsona i Byrona Wesleya, ale nie mogli upilnować Szewczyka, który raz jeszcze celnie przymierzył za trzy i zapewnił ostrowianom 8-punktowe prowadzenie (23:15). Trener Drażen Anzulović natychmiast poprosił o przerwę na żądanie. Miejscowi mieli jednak kłopot z zatrzymaniem graczy Emila Rajkovicia w ataku. Krzywdę robił zwłaszcza Aaron Johnson, atakując agresywnie w pick-and-rollu i podając do wysokich tuż pod koszem. Trzecią odsłonę MKS otwierał przegrywając 31:43. Po trójce Kovalenko starta zmalała do 7 oczek, ale po raz kolejny uderzył Szewczyk oddając Stali to, co przed chwilą straciła. Dąbrowianie grali znacznie agresywniej w obronie. Po rzutach wolnych Byrona Wesleya przewaga Stali wynosiła już tylko 6 punktów. Nie było jednak mocnych na Szymona Szewczyka, który tego popołudnia dziurawił siatki z dystansu. W finałowe 10 minut meczu goście z Ostrowa Wielkopolskiego wchodzili z przewagą 9 oczek. Fani z Zagłębia byli wyraźnie niezadowoleni z pracy sędziów w tym spotkaniu. Ale w ostatecznym rozrachunku błędy dąbrowian okazały się zbyt kosztowne. Stal w ostatniej kwarcie była w stanie kontrolować przewagę. Najlepszym zawodnikiem spotkania bez cienia wątpliwości był Szymon Szewczyk kończąc z 19 punktami i 6 zbiórkami. MKS DĄBROWA GÓRNICZA – BM SLAM STAL OSTRÓW WIELKOPOLSKI 61:78 (11:18, 20:25, 20:17, 10:18) MKS: Johnson 13, Wesley 11, Wilson 8, Wołoszyn 8, Parzeński 6, Pamuła 4, Kovalenko 4, Szymański 4, Piechowicz 3, Kucharek 0 Stal: Szewczyk 19, Carter 14,  King 14, Majewski 9,  Johnson 9, Chanas 5, Nikołow 4, Ochońko 2, Kostrzewski 2, Tomaszek 0, Zębski 0, Kaczmarzyk 0 Michał Kajzerek

Emocjonujący finał Tour de Bike Atelier

dodane 27.02.2017
[Sosnowiec] Do ostatniego metra trwały emocje związane z finałem zmagań na trenażerach kolarskich, Tour de Bike Atelier. Ostatecznie po zwycięstwo w Sosnowcu sięgnął częstochowianin, Miłosz Bik. W wielkim finale zmierzyli się zawodnicy, którzy triumfowali w jednym z 12 wyścigów eliminacyjnych, rozgrywanych w całej Polsce. Finaliści mieli do pokonania krótki, ale niezwykle wymagający odcinek, odwzorowujący podjazd w Dolomitach. Przez większość 5-kilometrowego dystansu droga mocno pięła się w górę, a maksymalne nachylenie sięgało 10%. Dzięki podłączeniu trenażera do monitora, na którym wyświetlana była trasa, uczestnicy mogli się poczuć jakby faktycznie podjeżdżali pod włoską przełęcz. Pierwszym zawodnikiem, który zmierzył się z tym podjazdem był triumfator wyścigu w Gliwicach, Grzegorz Szwan. Uzyskał on dobry czas 14:50.  –Przed wyścigiem wyznaczyłem sobie cel, by uzyskać średnią 400 generowanych watów. Cel ten został zrealizowany, choć końcówka dała mocno w kość. Jestem bardzo zadowolony z tego rezultatu, gdyż z powodu braku czasu, jeżdżę praktycznie tylko w weekendy – tłumaczył. Czas Grzegorza Szwana pobił Mirosław Wójciak, który uzyskał 14:32. Miał on bardzo dobre wspomnienia związane z sosnowiecką rywalizacją, gdyż wygrał tam wyścig kwalifikacyjny.  –Wiedziałem, że muszę uzyskać 420 watów, by wyprzedzić lidera i udało się to z nawiązką. Nie było mowy o oszczędzaniu się. Początek pojechałem bardzo mocno, w środkowym fragmencie ustabilizowałem tempo, by pod koniec znowu jeszcze mocniej nacisnąć na pedały. Lubię takie wyścigi, bo specjalizuje się w jeździe indywidualnej na czas. Moimi celami na ten sezon są mistrzostwa Polski i świata w kategorii masters, w tej konkurencji – wyjaśniał. Gdy wydawało się, że trudno będzie zejść poniżej 14 i pół minuty, na rower wsiadł Miłosz Bik. Przyjechał on na finał z Częstochowy, choć awans do decydującej rozgrywki zapewnił sobie w Krakowie. Na górskiej trasie pojechał znakomicie, wyprzedzając dotychczasowego lidera prawie o minutę. – Na pierwszych dwóch kilometrach można się było rozpędzić, ale końcowe trzy to już prawdziwa katorga. Ostatnie kilkaset metrów jechałem już praktycznie na oparach – opowiada. – Znałem międzyczasy swoich poprzedników, z 2., 3. i 4. kilometra i wiedziałem jakim tempem muszę jechać. To, że zyskiwałem sekundy wobec rywali z jednej strony motywowało, a z drugiej działało na moją niekorzyść. Gdy uzyskałem bezpieczną przewagę trudno było się zmusić do dodatkowego wysiłku i wyciśnięcia z siebie resztek sił. A przecież po mnie startował jeszcze jeden bardzo mocny zawodnik – zaznaczył. – Z pewnością trasa mi odpowiadała. Byłem jednym z lżejszych zawodników w finale, a przy tego typu trenażerze niska waga odgrywa sporą rolę, gdyż przekłada się na mniejsze obciążenie – dodał. Jako ostatni wystartował Piotr Karoń. Był on jedynym z finalistów, który miał na koncie dwie wygrane z eliminacji: z Częstochowy i Dąbrowy Górniczej. Przez długi czas utrzymywał on podobne tempo, co prowadzący Miłosz Bik i na ostatni kilometr wjechał z wciąż realną szansą na zwycięstwo. Dał z siebie wszystko, a po swoim przejeździe położył się na ziemi z braku sił. Nie wystarczyło to jednak na zdetronizowanie lidera i musiał zadowolić się drugim miejscem. Do wygranej zabrakło tylko 7 sekund. – Być może pojechałem za szybko na początku i potem zabrakło trochę mocy na końcówkę. Na podjeździe miałem drobny kryzys, ale gorący doping kibiców sprawił, że wykrzesałem z siebie wszystko co mogłem. Mam drobny niedosyt, choć cieszyć może triumf zawodnika z Częstochowy, gdyż też pochodzę z tych rejonów – podsumował. Top 6 Finału Tour de Bike Atelier: Miłosz Bik – 13:35 Piotr Karoń – 13:42 Mirosław Wójciak – 14:32 Grzegorz Szwan – 14:50 Sebastian Pakulski – 15:11 Artur Boratyn – 15:25 (s)

Już nie twierdza

dodane 27.02.2017
[Dąbrowa Górnicza] Choć MKS Dąbrowa Górnicza w meczu ze Stelmetem BC Zielona Góra musiał radzić sobie bez generała gry – Kerrona Johnsona, to był w stanie wykrzesać z siebie maksimum i przyczynić się do pierwszej domowej porażki mistrza Polski w sezonie 2016/2017. MKS Dąbrowa Górnicza wyszedł na ten mecz bez swojego podstawowego rozgrywającego. Kerron Johnson nie mógł wystąpić przez drobny uraz pleców. Mimo jego absencji, podopieczni Drażena Anzulovicia rozpoczęli spotkanie bardzo dobrze, wypracowując przewagę kilku punktów. Po trafieniu za trzy Bartłomieja Wołoszyna było 12:7 dla gości. Pierwszą dziesiątkę zakończył jeszcze jeden celny rzut z dystansu dąbrowian, tym razem Piotra Pamuły. Stelmet BC Zielona Góra popełnił kilka kosztownych błędów i MKS był w stanie je wykorzystać. Jednak w drugiej kwarcie, podrażnieni gracze trenera Artura Gronka przejęli inicjatywę. Po trzech trafieniach za trzy Przemysława Zamojskiego było 28:23 dla zdobywcy Pucharu Polski. Przewaga urosła do 10 oczek, po celnej próbie zza łuku Thomasa Kelatiego. Zielonogórzanie złapali dobry ofensywny rytm. W 10 minut drugiej odsłony zanotowali aż 29 punktów. Trzecią kwartę drużyny rozpoczynały z prowadzeniem 38:29 Stelmetu. Ekipa z Zagłębia wyszła bardzo skoncentrowana. Po trójce z prawego rogu Witalija Kowalenko strata zmalała do 2 punktów. Od tamtego momentu MKS zaczynał małymi kroczkami budować przewagę. Kolejne trafienie za trzy, tym razem Przemysława Szymańskiego, a następnie trzy celne rzuty wolne Pamuły, przywróciły gości na prowadzenie. Podopieczni trenera Anzulovicia dominowali na deskach, zbierając większość piłek. Jeszcze przed końcem trzeciej odsłony, Pamuła trafił kolejną wielką trójkę. MKS złapał wiatr w żagle i tuż na starcie finałowych 10 minut podwyższył prowadzenie do 9 oczek po punktach spod kosza Szymańskiego. Końcówka była grą nerwów po obu stronach. Trójka Łukasza Koszarka przybliżyła gości na 3 punkty, ale ostatnie słowo ponownie należało do kapitana Pamuły! Wielki rzut za trzy Piotra przypieczętował wygraną gości (69:63). To pierwsza porażka zielonogórzan u siebie od 50 ligowych spotkań! Na miano MVP zasłużył zarówno Pamuła (20 punktów, 4 asysty), jak i Wołoszyn (21 punktów, 10 zbiórek). STELMET BC ZIELONA GÓRA – MKS DĄBROWA GÓRNICZA 65:75 (9:16, 29:13, 14:28, 13:18) Stelmet: Zamojski 19, Kelati 12, Koszarek 10, Djurisić 5, Gruszecki 5, Florence 4, Mokros 4, Hrycaniuk 4, Moore 2 MKS: Wołoszyn 21, Pamuła 20, Kowalenko 9, Szymański 7, Wesley 6, Parzeński 6, Piechowicz 2, Wilson 2, Kucharek 2 Michał Kajzerek

Wielki Finał zimowych wyścigów kolarskich

dodane 24.02.2017
[Sosnowiec] Po 12 wyścigach eliminacyjnych, w których wystartowało ponad 300 osób, czas na Wielki Finał Tour de Bike Atelier. Decydująca rozgrywka na trenażerach kolarskich zostanie rozegrana w sobotę 25 lutego w Sosnowcu. – W tym roku zima przez długi czas nie odpuszczała, więc trenażer był niezwykle przydatny w przygotowaniach do sezonu. Wielu zawodników podkreślało, jak wielką rolę odgrywał on w ich treningach, gdy warunki na zewnątrz nie zachęcały do jazdy. Cieszymy się zatem, że mogliśmy pomóc naszym uczestnikom w budowaniu formy, urozmaiceniu przygotowań i przypomnieć im trochę zapomniane po sezonie letnim uczucie rywalizacji – mówi Aleksander Zając z sieci specjalistycznych sklepów rowerowych, Bike Atelier, organizator imprezy. – W tegorocznym cyklu frekwencja, a także poziom rywalizacji, stały na wysokim poziomie. Wśród startujących był m.in. jeden z czołowych kolarzy górskich w kraju, specjalizujący się w maratonach MTB,  Michał Ficek, a poza konkurencją pojechał też zwycięzca torowego Pucharu Świata, Szymon Sajnok – zaznacza Aleksander Zając. Łącznie ścigano się w 12 miastach, w całej Polsce. Inauguracja miała miejsce w Kartuzach i Tychach, a ostatnie serie rozegrano w Dąbrowie Górniczej i Poznaniu. Na mapie imprezy znalazły się też Kraków, Katowice, Nowy Sącz, Lubin, Częstochowa, Wrocław, Sosnowiec i Gliwice. Zmagania prowadzone były na specjalistycznych trenażerach kolarskich Elite Drivo oraz Elite Turbo Muin. Dzięki podłączeniu urządzenia do monitora, na którym wyświetlana była rzeczywista trasa mistrzostw świata z Madrytu z 2005 roku, uczestnicy mogli się poczuć jakby faktycznie pokonywali hiszpańskie pagórki. Uczucie to potęgowała automatyczna zmiana obciążenia, w zależności od tego, w którym miejscu na trasie zawodnik się znajdował. Po zwycięstwa w poszczególnych miejscowościach sięgnęli Marcin Cupryś, Marcin Kuper, Miłosz Bik, Michał Ficek, Andrzej Jarosz, Marek Markowski, Marek Beśka, Mirosław Wójciak, Grzegorz Szwan, Sebastian Świętocki i Piotr Karoń, który wygrał dwukrotnie. Teraz najlepsi spotkają się Wielkim Finale. Odbędzie się on 25 lutego w sklepie Bike Atelier w Sosnowcu. – Wybór tego miejsca nie był przypadkowy, gdyż jest to jeden z naszych trzech – obok punktów w Tychach i Dąbrowie Górniczej – wyspecjalizowanych sklepów należących do Elite Partner. Posiada on szeroki asortyment produktów Elite, a jego pracownicy dysponują sporą wiedzą w zakresie tej włoskiej marki, a w szczególności trenażerów – tłumaczy Aleksander Zając. W decydującym przejeździe zawodnicy zmierzą się z krótkim, ale bardzo ciężkim odcinkiem. Do pokonania będzie 5,14-kilometrowy fragment podjazdu pod Passo Fedaia w Dolomitach, którym wielokrotnie podjeżdżał peleton Giro d’Italia. Jest to trasa dla specjalistów od wspinaczki, gdyż średnie nachylenie wyniesie 5,4%, a maksymalne 9,9%. Jeśli ktoś jeździ na rowerze to wie, że są to wartości mocno dające w kość. Pierwszy zawodnik ruszy o godz. 10.00. Każdy ze startujących z pewnością ucieszy się ze wsparcia kibiców, dlatego organizatorzy serdecznie zapraszają wszystkich do dopingowania. (s)

Ostatnie eliminacje Tour de Bike Atelier

dodane 21.02.2017
[Dąbrowa Górnicza] W Dąbrowie Górniczej i w Poznaniu rozegrane zostały dwie ostatnie eliminacje Tour de Bike Atelier. Poznaliśmy zatem wszystkich zawodników, którzy wywalczyli sobie awans do Wielkiego Finału. Uczestnicy zmagań na kolarskich trenażerach po raz kolejny zmierzyli się z 11-kilometrową, wirtualną trasą po szosach Madrytu. Przez 4 dni swoich sił spróbowało ponad 65 osób. Spośród nich najszybsi byli Piotr Karoń i Sebastian Świętocki, którzy zwyciężyli odpowiednio w Dąbrowie Górniczej i Poznaniu. W obu imprezach lider zmieniał się praktycznie każdego dnia, a różnice w czołówce były nieznaczne. Piotr Karoń wiedział co go czeka, gdyż z powodzeniem jechał po „hiszpańskich wzniesieniach” podczas rywalizacji w Częstochowie. Tam też był najszybszy i w Dąbrowie Górniczej tylko potwierdził swoją wysoką formę. Pojechał równe 17 minut i wyprzedził o 23 sekundy wcześniejszego lidera, Artura Boratyna, który ostatecznie musiał się zadowolić drugą lokatą. Trzecie miejsce zajął Sebastian Pakulski. Zawodnik ten w aż czterech poprzednich wyścigach Tour de Bike Atelier plasował się na drugiej pozycji. By powtórzyć ten wynik zabrakło mu zaledwie 3 sekund. – Na pewno fakt, że znałem trasę bardzo mi pomógł. Wiedziałem gdzie mogę mocniej przycisnąć, a gdzie lepiej zaoszczędzić trochę energii. Dzięki temu czułem się zdecydowanie pewniej – opowiada Piotr Karoń.  – W Dąbrowie Górniczej jechaliśmy na nieco innym trenażerze niż w Częstochowie i czuć było różnicę. Obciążenie było nieco większe i widać to było w czasach, które uzyskiwaliśmy. Konkurencja była natomiast na podobnym poziomie. Ponownie miałem nawet okazję rywalizować z Sebastianem Pakulskim, który też startował w Częstochowie. Za tydzień finał, w którym na pewno wystartuję. W Poznaniu pierwszą trójkę dzieliło zaledwie 20 sekund. Zwyciężył Sebastian Świętocki z czasem 13:47. – Trasa była zaskoczeniem, bo rzadko zdarza mi się jeździć na takim trenażerze. Spora część dystansu prowadziła po płaskim, ale były też dwa podjazdy, na których można się była sprawdzić. Na pewno tego typu urządzenie, podłączone do monitora, na którym prezentowana jest rzeczywista droga i krajobraz, jest czymś ciekawym i urozmaicającym jazdę – wyjaśniał Sebastian Świętocki. – Specjalnie czekałem do ostatniego dnia, by wystartować, gdyż chciałem znać czasy swoich rywali. Taka taktyka się opłaciła. Przez zimę ćwiczyłem głównie na zwykłem rowerze stacjonarnym, na siłowni. Generalnie kolarstwo uprawiam dopiero od roku i od kilku miesięcy bardzo poważnie podchodzę do treningów, przygotowując się do wyścigów szosowych – dodaje. Drugi Jakub Najs stracił do triumfatora 7 sekund, a trzeci Michał Górniak 20 sekund. Były to ostatnie dwa wyścigi eliminacyjne zaliczane do Tour de Bike Atelier. Prawo startu w Wielkim Finale, który odbędzie się 25 lutego w Sosnowcu, wywalczyli sobie triumfatorzy z wszystkich 12 miejscowości, w których rywalizowano w tegorocznej edycji imprezy (Tychy, Kartuzy, Kraków, Katowice, Nowy Sącz, Lubin, Częstochowa, Wrocław, Sosnowiec, Gliwice, Poznań, Dąbrowa Górnicza): Marcin Cupryś, Marcin Kuper, Miłosz Bik, Michał Ficek, Andrzej Jarosz, Marek Markowski, Piotr Karoń, Marek Beśka, Mirosław Wójciak, Grzegorz Szwan i Sebastian Świętocki. Jeśli jedna osoba wygrała więcej niż jedną edycję. lub jeśli zwycięzca nie potwierdzi udziału w finale, zaproszeni zostaną zawodnicy z kolejnych miejsc w wynikach w danej miejscowości. Na czołową „trójkę” z decydującego przejazdu w Sosnowcu, czekają bony podarunkowe na kwotę do 500 zł. Poniżej wyniki ostanich eliminacji. Dąbrowa Górnicza – top 5: Piotr Karoń 17:00 Artur Boratyn 17:23 Sebastian Pakulski 17:26 Sławomir Ligęza 17:53 Krzysztof Kuczyński 18:38 Poznań – top 5: Sebastian Świętocki 13:47 Jakub Najs 13:54 Michał Górniak 14:07 Bartłomiej Oleszczuk 14:26 Wojciech Polcyn 14:30   (s)

Anwil lepszy po kolejnej zaciętej końcówce

dodane 17.02.2017
[Dąbrowa Górnicza] MKS Dąbrowa Górnicza w swojej pucharowej parze miał Anwil Włocławek, który w ostatniej rywalizacji obu ekip pokonał dąbrowian w Hali Mistrzów. Mimo zaciętej końcówki, zespół Drażena Anzulovicia ponownie musiał uznać wyższość zespołu Igora Milicica. Obie drużyny rozpoczęły bardzo nieskutecznie. Kibice w Arenie Ursynów dostali festiwal nietrafionych prób. MKS Dąbrowa Górnicza zdołał wypracować nieznaczną przewagę, gdy Byron Wesley i Witalij Kowalenko trafili po jednej próbie z linii rzutów wolnych. W kolejnych posiadaniach trójki wymienili Michał Chyliński i Kowalenko. Pierwsza dziesiątka ostatecznie należała do dąbrowian. Faulowany przy rzucie za trzy Kerron Johnson trafił wszystkie trzy próby. Drugą kwartę zespoły rozpoczynały z różnicą 4 oczek na korzyść MKS-u, ale Anwilowi Włocławek szybko udało się odrobić straty. Wymiana ciosów przeciągnęła się do końca kwarty. Po trafieniu za trzy Przemysława Szymańskiego ekipa z Zagłębia prowadziła 29:27 i to były ostatnie punkty drużyny w tej kwarcie. Włocławianie wyszli na prowadzenie 33:29 dzięki serii 6:0. Podopieczni Drażena Anzulovicia potrzebowali mocnej odpowiedzi. Większość trzeciej odsłony pojedynku wyraźnie należała do Anwilu. Dobra obrona zespołu Igora Milicica wymuszała kolejne błędy MKS-u. Po dwóch rzutach wolnych Pawła Leończyka, zespół z Włocławka objął 11-punktowe prowadzenie [51:40], ale ostatnie minuty należały do dąbrowian. 6 z kolejnych 8 punktów MKS-u zdobył Wesley popisując się w jednej z akcji znakomitym obrotem i trafieniem z półdystansu. Przed ostatnimi 10 minutami Anwil miał przewagę 3 oczek, więc końcówka zapowiadała się interesująco. Podopieczni trenera Milicica po raz kolejny byli w stanie wypracować 10 punktów przewagi, ale ekipa z Zagłębia raz jeszcze odrobiła straty zbliżając się na punkt po wsadzie Jakuba Parzeńskiego. Anwil poprosił o czas i ten okazał się decydujący. Najpierw trójka Nemanij Jaramaza, a następnie punkt po rzucie wolnym Josipa Sobina. Przewaga 4 punktów utrzymała Włocławek przy życiu. Decydujące trafienia z linii wolnych Kamila Łączyńskiego przesądziły o wyniku. ANWIL WŁOCŁAWEK – MKS DĄBROWA GÓRNICZA 73:67 (12:16, 21:13, 18:19, 22:19) Anwil: Mccray 11, Jaramaz 12, Chyliński 11, Łączyński 7, Dmitriew 5, Sobin 11, Washington 2, Leończyk 9, Młynarski 5 MKS: Johnson 10, Piechowicz 0, Wilson 2, Pamuła 0, Wołoszyn 5, Kucharek 3, Chatkevicius 2, Kovalenko 7, Szymański 5, Parzeński 11, Wesley 22 Michał Kajzerek
Wróć

Alert

 

Jesteś świadkiem ważnego wydarzenia?
Urzędnicza bezmyślność dobrowadza Cię do szału?
Wiesz o czymś, co może zainteresować media?

 

Napisz do "Wiadomości Zagłębia": redakcja@wiadomoscizaglebia.pl

KONKURSY

 

 

 

 

PRACA

 

 

 

Adres redakcji:

"Wiadomości Zagłębia"
ul. Kilińskiego 43

41-200 Sosnowiec

e-mail: redakcja@wiadomoscizaglebia.pl