Informujemy, że na tej stronie stosujemy pliki cookies (tzw. ciasteczka). Korzystając ze strony wyrażają Państwo zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Jeśli chcą Państwo zmienić tę opcję, należy zmienić ustawienia przeglądarki dotyczące przechowywania i uzyskiwania dostępu do plików cookies w Państwa komputerze. Rozumiem komunikat.

Kliknij tu aby zamknąć powiadomienie.

ARCHIWUM DZIAŁU: Sport

Najważniejszy moment w karierze

dodane 03.12.2015
[Dąbrowa Górnicza] 17-letni Mateusz Szczypiński w ostatnim domowym meczu koszykarzy MKS-u Dąbrowa Górnicza zadebiutował w barwach dąbrowskiego klubu na parkietach ekstraklasy. - To zdecydowanie najważniejszy moment w mojej karierze, zapamiętam go na zawsze. Teraz przede mną jeszcze więcej ciężkiej pracy i walka o kolejne kamienie milowe w koszykarskim życiorysie - mówi młody zawodnik. Jeden z najważniejszych momentów w karierze za tobą. Co zapamiętasz ze swojego debiutu w ekstraklasie? Zdecydowanie był to najważniejszy moment w mojej karierze koszykarskiej. Myślę, że każdy siedemnastolatek marzy o byciu w składzie drużyny ekstraklasowej, a tym bardziej o debiucie na parkietach najwyższej klasy rozgrywkowej. Nie będę ukrywał, że był to mój cel na ten sezon i cieszę się, że ciężką pracą udało mi się wywalczyć u trenera możliwość trenowania z pierwszym zespołem MKS-u. Na pewno zapamiętam chwilę, w której usłyszałem, że to właśnie ja mam iść zgłosić zmianę i wejść na boisko na ostatnie pół minuty. Kiedy wszedłem na parkiet, koledzy z naszych drugoligowych rezerw zaczęli skandować na trybunach: Mateusz Szczypiński!. Emocje towarzyszące mi w tym momencie były naprawdę ogromnę, aż trudno to opisać. A przed wejściem na boisko był duży stres? Z początku myślałem, że jeśli dostanę możliwość pojawienia się na parkiecie, dla mnie będzie to tylko formalność, jak to bywa przy okazji innych meczów. Ale kiedy w hali zaczęło gromadzić się coraz więcej kibiców, nie było już tak kolorowo. (uśmiech) Gra przy tak licznej widowni to coś wyjątkowego. Każdy na ciebie patrzy i kibicuje ci, żebyś grał najlepiej, jak tylko potrafisz. Moment wejścia na boisko to jeszcze inna historia. Nogi zaczęły mi się trząść, a ręce drżeć. W końcu był to debiut na ekstraklasowych parkietach siedemnastoletniego chłopaka. Na placu gry spędziłeś 25 sekund. Niby niedużo, ale na pewno wielu 17-letnich koszykarzy marzy o choćby takim występie w Tauron Basket Lidze… Dokładnie, to stosunkowo niewiele czasu. Niektórzy mogą spytać, co można zrobić w ciągu tych 25 sekund. Ja wiem, że to dużo czasu - wystarczająco, żeby przeżyć niesamowite emocje i poczuć to, co czują profesjonalni gracze. Myślę, że każdy młody zawodnik, który śledzi koszykarską ekstraklasę marzy o tym, żeby kiedyś znaleźć się na jej parkietach. Miałeś nawet okazję oddać rzut, jednak piłka odbiła się od obręczy i nie wpadła do kosza. Podobno później zastanawiałeś się, czy nie trzeba było od razu spróbować zza łuku, zamiast robić tych kilka kroków w stronę kosza? (śmiech) Tak, miałem okazję oddać rzut, czego kompletnie się nie spodziewałem. Wynik był rozstrzygnięty i myślałem, że akcja będzie odbywała się bez rzutu, na zasadzie podziękowania sobie za mecz przez obie drużyny. Ale nagle zobaczyłem, że trener chce, żeby Rashaun podał piłkę właśnie do mnie. Kiedy trzymałem ją już w rękach, byłem naprawdę zestresowany. Wiedziałem, że jest to akcja specjalnie „pode mnie“, abym miał szansę zdobyć swoje pierwsze punkty. Przez moją głowę przeleciała niezliczona ilość myśli na raz. Rzucić za trzy? A może wejść pod kosz? I wiele innych podobných wariantów. Niestety, czas na zegarze upływał i gdy na niego spojrzałem, pozostawało pięć sekund. Stwierdziłem, że spróbuję penetracji, lecz zawodnicy ekstraklasowi nie dadzą się jednak tak łatwo minąć. Obróciłem się i musiałem oddać rzut z bardzo trudnej pozycji, niestety niecelny. (śmiech) Po meczu, kiedy emocje już opadły, doszedłem do wniosku, że mogłem próbować zza łuku, ale było już za późno. Następnym razem na pewno tak zrobię. (uśmiech) Co dalej? Teraz celem są pierwsze punkty? I pewnie… kolejne minuty w najwyższej klasie rozgrywkowej? Podstawowym celem jest dalsza możliwość trenowania z pierwszym zespołem, podpatrywania bardziej doświadczonych zawodników. Pierwsze punkty z czasem pewnie przyjdą, choć jest to oczywiście swoisty kamień milowy „do zaliczenia”. Co do liczby otrzymywanych minut, może ich przybywać wyłącznie w efekcie mojej dalszej ciężkiej pracy, zaangażowania na treningach i dobrych występów na drugoligowych parkietach. Rozmawiał: Damian Juszczyk Foto: Adrianna Antas/ MKS Dąbrowa Górnicza  

Zawsze gramy do końca

dodane 01.12.2015
[Sosnowiec] To była piorunująca końcówka. W 83. minucie piłkarze GKS-u objęli prowadzenie, ale już 60 sekund później był remis. W 90 minucie Zagłębie zadało nokautujący cios i po raz drugi w tym sezonie pokonało odwiecznego rywala. Dzięki niedzielnej wygranej zespół Artura Derbina ma tylko trzy punkty straty do miejsca gwarantującego awans, a w zapasie jeszcze zaległy mecz z Zawiszą.   W pierwszej połowie dominowali katowiczanie, którzy nie wykorzystali kilku wyśmienitych okazji do zdobycia gola. W szatni trener Derbin szybko zareagował i miejsce Jakuba Araka zajął Łukasz Sołowiej, który zajął miejsce na środku defensywy, a do pomocy przesunięty został Konrad Budek. – Musieliśmy wzmocnić środek pola. Grzesiek Fonfara poszedł „wyżej”, a Michał Fidziukiewicz powędrował na „szpicę” – tłumaczył trener sosnowiczan. Roszada pomogła, bo po kilku minutach drugiej połowy miejscowi zdominowali wydarzenia na boisku. Zagłębie niesione dopingiem fanów próbowało rozerwać defensywę rywali, ale długo nie mogło znaleźć sposobu. Siłę ofensywną wzmocnili jeszcze Jakub Wilk i Adrian Paluchowski i kiedy wydawało się, że gol dla Zagłębia musi paść, z trafienia cieszyli się piłkarze z Katowic. Nie popisał się w tej sytuacji Wojciech Fabisiak, który źle obliczył lot piłki po dośrodkowaniu jednego z rywali. Radość gości z bramki nie trwała jednak długo. Niespełna minutę później Żarko Udovicic idealnie dograł do Michała Fidziukiewicza, a ten doprowadził do wyrównanaia. Zagłębie poszło za ciosem i w 90 minucie ponownie w roli głównej wystąpił Fidziukiewicz, który tym razem najlepiej znalazł się pod bramką gości i po rykoszecie pokonał katowickiego bramkarza. – Mam nadzieję, że kibicom to spotkanie się podobało. Emocji nie brakowało, a co najważniejsze skończylo się to wszystko szczęśliwie. Długo wchodziliśmy w ten mecz. Znów pokazaliśmy, że mamy charakter i zawsze gramy do końca – przyznał po meczu trener Zagłębia, Artur Derbin.   Zagłębie Sosnowiec - GKS Katowice 2:1 (0:0) Bramki: 0:1 Povilas Leimonas (83. Rafał Pietrzak), 1:1 Michał Fidziukiewicz (84. Żarko Udovičić), 2:1 Michał Fidziukiewicz (90.) Zagłębie: Fabisiak - Sierczyński, Budek, Markowski, Udovičić - Fonfara (78. Paluchowski), Dudek Ż - Ryndak (56. Wilk), Fidziukiewicz, Pribula - Arak (46. Sołowiej). (KP)  

Czasem trzeba krzyknąć

dodane 01.12.2015
[Dąbrowa Górnicza] Po domowej wygranej, teraz koszykarzy MKS-u Dąbrowa Górnicza czekają aż cztery mecze wyjazdowego tournée. Pierwszy sprawdzian już w czwartek w Gdyni, przeciwko jednej z czołowych ekip ligi. - Nie podniecałbym się ostatnim zwycięstwem. Na zadowolenie i ulgę przyjdzie czas, jeśli poradzimy sobie w nadchodzących spotkaniach na wybrzeżu - mówi Piotr Pamuła, jeden z czołowych graczy dąbrowskiej drużyny. Po trzech porażkach, odnieśliście arcyważne zwycięstwo w spotkaniu, w którym byliście faworytem i z każdej strony oczekiwano waszej wygranej. Jest ulga, że unieśliście ten ciężar? Kolokwialnie to ujmując, nie podniecałbym się tym zwycięstwem. Nie było ono łatwe do odniesienia, bo Trefl to wcale nie jest słaby zespół, ale ten mecz musieliśmy wygrać i tyle w tej kwestii. Zadowolenie i ulga będą po 6 grudnia, jeśli uda nam się zwyciężyć w dwóch spotkaniach na wybrzeżu. Rywale nie odpuszczali i dogonili, ale w końcówce przycisnęliście i determinacją wyszarpaliście zwycięstwo. Po twojej trójce pieczętującej triumf zaprezentowałeś wielką radość, ale też chyba dużo sportowej złości. Tak, to prawda. Nie jestem zawodnikiem, który w trakcie meczu okazuje emocje - niezależnie od tego, czy to niezadowolenie, czy radość. Ale ta sytuacja tego wymagała. Po prostu już nie wytrzymałem i musiałem sobie krzyknąć. (śmiech) To była sportowa złość i jej uwolnienie. Co działo się w szatni w przerwie? Wróciliście na parkiet odmienieni, jakby obudzeni. Było gorąco? Jesteśmy dorosłymi ludźmi i zawodnikami, którzy zdawali sobie sprawę z tego, jak wyglądała nasza gra w pierwszej połowie. Z naszej strony wystarczyło, że spojrzeliśmy na siebie i z minuty na minutę motywacja rosła, zadziałała właśnie nawet zwykła sportowa złość. Po ponadtygodniowej przerwie, w Gdyni czeka na was Asseco - jedna z czołowych ekip ligi i twój… były pracodawca. I nie ma się co oszukiwać - znowu łatwo nie będzie, o czym jako były zawodnik gdyńskiej drużyny wiesz pewnie najlepiej. Tak, aczkolwiek teraz to kompletnie inny zespół niż wtedy, kiedy ja tam byłem. Ale wielu chłopaków znam i wiem, że będzie bardzo ciężko. Rozmawiał: Damian Juszczyk Foto: Adrianna Antas/MKS Dąbrowa Górnicza  

Kulturysta z Sosnowca mistrzem świata

dodane 27.11.2015
[Sosnowiec] Podczas mistrzostw świata w kulturystyce, które odbyły się w Banidor w Hiszpani, ogromny sukces zanotował 27-letni sosnowiczan Szymon Łada, który sięgnął po złoty medal i tytuł mistrzowski. Łada był bezapelacyjnie najlepszym zawodnikiem w kategorii wagowej do 95 kg, w pokonanym polu zostawiając aż 23 rywali. Jego sylwetka została oceniona za najlepszą i zrobiła największe wrażenie wśród sędziów. Na co dzień Szymona trenuje w Centrum Formy w Dąbrowie Górniczej. Swoją karierę w kulturystyce rozpoczął od startu w 2008 r. w Mistrzostwach Polski Juniorów do lat 21, gdzie w kategorii wagowej powyżej 75 kg zajął trzecie miejsce zdobywając swój pierwszy brązowy medal Mistrzostw Polski Juniorów. Następnie zakwalifikował się do reprezentacji Polski  na Mistrzostwa Świata Juniorów, gdzie w Czechach zajął wysokie szóste miejsce w kategorii powyżej 75 kg. Pasmo sukcesów rozpoczęło się od startu w 2009 r. W Mistrzostwach Europy Juniorów, które odbyły się w  Rumunii, wywalczył swój pierwszy brązowy medal na arenie międzynarodowej. Sukces ten powtórzył na Mistrzostwach Świata, które odbyły się w Białymstoku, gdzie zajął trzecie miejsce. W 2010 r. zrobił sobie przerwę w startach, pracując nad dalszą rozbudową masy mięśniowej. Wrócił do startów w 2011 r. w wyższej kategorii wagowej, gdzie w kategorii wagowej do 90 kg wywalczył najpierw tytuł Mistrza Śląska a następnie Mistrzostwo Polski w kategorii do 85 kg. Debiutując na Mistrzostwach Europy w 2011 r. wśród seniorów zajął miejsce tuż za podium. W 2012 r. wystartował na Arnold Classic Europe w Hiszpanii, gdzie w kategorii wagowej 85 kg zajął piąte miejsce. Start w Mistrzostwach Śląska, ale już w kategorii 100 kg, przyniósł mu kolejny tytuł mistrzowski oraz zwycięstwo w kategorii open. Początek roku 2014 to Mistrzostwo Polski w kategorii wagowej 95 kg i zwycięstwo w kategorii open oraz Mistrzostwo Europy w kategorii do 90 kg i open. W eliminacjach do Mistrzostw Świata 2015 r. wygrał zdecydowanie kategorię open w Pucharze Polski i swoją formę potwierdził na Mistrzostwach Świata, zastając najlepszym zawodnikiem w kategorii do 95 kg. Za swoje osiągniecia sportowe Szymon został wyróżniony  w tym roku złotym medalem Polskiego Związku Kulturystyki, Fitness i Trójboju Siłowego. (KP)  

Medalowy finał sezonu

dodane 25.11.2015
[Dąbrowa Górnicza] Trzy złote i jeden brązowy medal oraz puchary za zwycięstwo w klasyfikacji na najlepszą zawodniczkę i najlepszego zawodnika wywalczyli reprezentanci Stowarzyszenia Centrum Formy Dąbrowa Górnicza podczas V Otwartych Integracyjnych Mistrzostwach Województwa Opolskiego w Wyciskaniu Leżąc Klasycznym. Aneta Szot wygrała zarówno kategorię wagową seniorek powyżej 57 kg, jak i zwyciężyła w klasyfikacji na najlepszą zawodniczkę, zaliczając w drugim podejściu 102,5 kg, co dało jej 101,09 pkt. Brązowy medal zawisł na szyi Kingi Moczydłowskiej, która powtórzyła wynik z Strzegomia wyciskając sztangę ważącą 90 kg. Niewiele zabrakło jej w trzeciej próbie, gdzie zmagała się z ciężarem 92,5 kg, ale mimo ambitnej walki sztanga nie została wyciśnięta do końca. Wśród panów swoją formę potwierdzili zarówno Rafał Zieliński jaki i Artur Łanucha. Rafał stanął na najwyższym stopniu podium w kategorii 67,5 kg, zaliczając 142,5 kg, a Artur nie dał żadnych szans swoim rywalom w kategorii 93 kg. Mając już zapewnione zwycięstwo po drugim podejściu, gdzie zaliczył 205 kg, w trzecim zadysponował na sztangę 210 kg. Po pięknej walce sztanga poszła w górę i sędziowie zaliczyli podejście jednogłośnie, co jest jego nowym rekordem życiowym. Niestety, przy tym podejściu Artur Łanucha nabawił się lekkiej kontuzji barku. W klasyfikacji na najlepszego zawodnika pokonał 72 rywali i uzyskał 131,92 pkt. – Były to ostatnie zawody z kalendarza imprez PZKFiTS i mamy nadzieję, iż do nowego sezony nasze zawodniczki i zawodnicy podbudowani bardzo dobrym startem w roku 2015 przystąpią jeszcze bardziej zmotywowani, potwierdzając swoją formę i przynależność do najlepszych w kraju. Gratulujemy zawodniczkom i zawodnikom wspaniałego startu – podkreśla trener zawodników, Grzegorz Leski.   (s)

Kolejny sukces podopiecznych Tomasza Guji

dodane 24.11.2015
[Jaworzno] W czwartej, ostatniej edycji otwartych zawodów o tytuł mistrza Bytomia w judo, w których uczestniczyli najlepsi zawodnicy województwa śląskiego, opolskiego, małopolskiego, podkarpackiego, jak również reprezentanci zaprzyjaźnionych klubów z Republiki Czeskiej, jaworznianie zdobyli dwa cenne medale, które dały im wysokie 6 i 7 miejsce w klasyfikacji generalnej na przeszło 100 zawodników trenujących na co dzień wyłącznie judo. Tym razem Patryk „Gonzo” Ficoń, który przeszedł do wyższej kategorii wagowej, zajął drugie miejsce a Wiktoria „Kosa” Ziober musiała zadowolić się brązowym krążkiem. Klasyfikację generalną wygrał reprezentant gospodarzy Paweł Stecki. Dla Gonzo był to jedenasty start i dziewiąty medal w zawodach judo przeprowadzonych w Bytomiu, w Krakowie, w Wolbromiu i Bielsku Białej. Niedawno Ficoń wywalczył złoty medal w Międzynarodowej Lidze Judo, gdzie cztery walki wygrał przed czasem zdobywając ippon. Wiktoria Ziober, która trenuje Guja Jiujutsu i startuje w turniejach judo, jest również trzecią zawodniczką w Polsce w pływaniu w swojej kategorii wiekowej. – Niewątpliwie tak wysokie lokaty zawodników Jaworznickiej Szkoły Walki Wręcz Guja Jiujutsu to olbrzymi sukces. Zwłaszcza, że starty w olimpijskiej dyscyplinie sportu rozpoczęli w lutym tego roku, gdy ich przeciwnicy trenują judo od 4 do 5 lat – podkreśla trener Guja. W przyszłym roku jaworznianie planują starty w zawodach Polskiego Związku Karate. Ich starty uzależnione są jednak od wsparcia ze strony gminy Jaworzno.   (s)
Wróć

Alert

 

Jesteś świadkiem ważnego wydarzenia?
Urzędnicza bezmyślność dobrowadza Cię do szału?
Wiesz o czymś, co może zainteresować media?

 

Napisz do "Wiadomości Zagłębia": redakcja@wiadomoscizaglebia.pl

KONKURSY

 

 

 

 

 

 

 

 

Adres redakcji:

"Wiadomości Zagłębia"
ul. Kilińskiego 43

41-200 Sosnowiec

e-mail: redakcja@wiadomoscizaglebia.pl