Informujemy, że na tej stronie stosujemy pliki cookies (tzw. ciasteczka). Korzystając ze strony wyrażają Państwo zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Jeśli chcą Państwo zmienić tę opcję, należy zmienić ustawienia przeglądarki dotyczące przechowywania i uzyskiwania dostępu do plików cookies w Państwa komputerze. Rozumiem komunikat.

Kliknij tu aby zamknąć powiadomienie.

ARCHIWUM DZIAŁU: Sport

Złoty „Gonzo”

dodane 15.12.2015
[Jaworzno] Sukcesem reprezentanta Jaworznickiej Szkoły Walki Wręcz Guja Jiujutsu zakończył się kolejny start w prestiżowym międzynarodowym turnieju judo w Bochni, w którym udział wzięło 347 zawodników z 25 klubów, w tym z Ukrainy i z  Białorusi. Jako pierwszy z jaworznian wystąpił Wiktor „Dziki” Proksa. Przegrana z reprezentantem Ukrainy Artemem Grynko pozbawiła go szansy walki o medal. W wyższej kategorii wagowej wystąpił Patryk „Gonzo” Ficoń, najbardziej utytułowany w judo zawodnik „GujaKan Jaworzno. Pomimo jednej porażki z Artemem Kletsko z Kijowa jaworznianin wszedł do fazy półfinałowej, gdzie po zaciętej walce pokonał kolejnego rywala. W finale Patryk spotkał się z Hubertem Porębą reprezentującym UKS „Sokół” Tuchów. Żaden z zawodników nie zdołał wykonać punktowanej akcji, o zwycięstwie miała zdecydować dogrywka. Sędziowie nie zaliczyli skutecznie przeprowadzonej akcji, w wyniku której zawodnik z Tuchowa upadł na biodra, ale kolejny atak skoncentrowanego Ficonia nie budził już wątpliwości. Złoty medal przedstawiciela Guja Jiujutsu w silnie obsadzonym turnieju stał się faktem. Kolejny brązowy medal w dyscyplinie judo do swojej kolekcji dorzucił Marcel „Jedi” Hulbój, który zajął trzecie miejsce w wyższej kategorii wiekowej. Organizatorami imprezy byli: Towarzystwo Sportowe MOSIR Bochnia, Miejski Ośrodek Sportu i Rekreacji w Bochni. Otwarte międzynarodowe zawody w Bochni były ostatnim turniejem judo w 2015 roku.   (s)

Podróże zbliżają

dodane 11.12.2015
[Dąbrowa Górnicza] Trzeci z czterech kolejnych meczów wyjazdowych czeka koszykarzy MKS-u Dąbrowa Górnicza w piątek we Wrocławiu. Czy po zwycięstwie i porażce znowu przyjdzie czas na wygraną? - Na wyjazdach gra się trudniej, ale podróże nas zbliżają, budują zespół. Nie ma lepszych czy gorszych rywali. I tym razem musimy konsekwentnie bić się o końcowy triumf - mówi Rashaun Broadus, jeden z liderów dąbrowskiej ekipy. Nie zdołaliście podtrzymać zwycięskiej passy. O ostatniej porażce w Koszalinie zadecydowała czwarta kwarta. Zabrakło sił zostawionych w Gdyni w walce z czołową drużyną ligi? Zmęczenie to czynnik, który w końcowych minutach meczu musi odgrywać rolę. Ale wydaje mi się, że mieliśmy wystarczająco czasu na odpoczynek. Na finiszu spotkania w Koszalinie wszystko sprowadzało się do skuteczności. Nie trafialiśmy, a rywale nie mieli z tym problemów. Jak radzicie sobie z wahaniami nastrojów? Stać was na pokonanie Asseco, by później przegrać z teoretycznie słabszą ekipą niż poprzednia. Cóż, każdy mecz jest inny. Musimy podchodzić do każdego spotkania z takim samym nastawieniem. Nie ma lepszych czy gorszych zespołów tylko dlatego, że w danym momencie mają bardziej okazały bilans zwycięstw. Powinniśmy grać równo i konsekwentnie w każdym kolejnym meczu. MKS ma nowego trenera. Jak w drużynie przyjęliście tę decyzję i jakie są pierwsze wrażenia z kontaktów ze szkoleniowcem? W klubie zdecydowano się na zmianę, więc trzeba to zaakceptować i patrzeć w przyszłość. Od pierwszego spotkania trener zrobił dobre wrażenie. Teraz musimy wdrożyć się w jego system. Każdego dnia będziemy ciężko pracować, żeby współpraca układała się jak najlepiej. Jesteście w połowie wyjazdowej serii, w piątek czeka was starcie we Wrocławiu, a następnie w Szczecinie. Ciągłe podróże to dla was dodatkowe wyzwanie? Wiadomo, że na wyjazdach gra się trudniej, a gdy dochodzi do tego kilka podróży z rzędu, wyzwanie jest tym większe. Ale to część gry i naszego zawodu. Sądzę, że przy okazji takich podróży jeszcze bardziej się integrujemy i stajemy się zespołem. Rozmawiał: Damian Juszczyk   foto: Adrianna Antas/MKS Dąbrowa Górnicza

Walczyli o tytuł Mistrza Dzielnicy Niwka

dodane 11.12.2015
[Sosnowiec] Wczoraj w Szkole Podstawowej nr 15 w Sosnowcu rozegrano Turniej Szachowy o tytuł Mistrza Dzielnicy Niwka. Drużyna ze Szkoły Podstawowej nr 13, trenująca w UKS Dwójka Sosnowiec pod opieką nauczyciela Adriana Eliasza, zdecydowanie zdeklasowała pozostałych zawodników zdobywając 93 punkty i pierwsze miejsce. Mistrzowska drużyna ze Szkoły Podstawowej nr  13 wystąpiła w składzie: Marcin Miska (1 miejsce – 30 pkt), Sebastian Latos (2 miejsce- 25 pkt), Szymon Kwapień (5 miejsce- 17 pkt), Dawid Kmiecik (6 miejsce- 16 pkt) i Daniel Jurczak (17 miejsce- 5 pkt. Kolejne miejsca w klasyfikacji drużynowej zajęły: Szkoła Podstawowa nr 10 – 48 pkt  (2 miejsce), Szkoła Podstawowa  15 – 43 pkt (3 miejsce), Szkoła Podstawowa nr 46 – 38 pkt (4 miejsce) i Szkoła Podstawowa nr 3 – 20 pkt (5 miejsce). Indywidualnie w kategorii „szkoły podstawowe” wygrał reprezentant SP 13  Marcin Miska. Drugie miejsce zajął również reprezentant SP 13, uczeń 2 klasy, Sebastian Latos , trzeci był Dariusz Gozdek z SP 10. W kategorii „gimnazja”  drużyna z Gimnazjum nr 2 zajęła miejsce trzecie i zdobyła puchar.  Gimnazjum nr 2 reprezentowali: Julianna Kwapisz, Sebastian Gradzik i Łukasz Znojek. W klasyfikacji drużynowej 1 miejsce zdobyło Gimnazjum nr 1, drugie było Gimnazjum nr 12, trzecie Gimnazjum nr 2, czwarte Gimnazjum nr 9. Nad przebiegiem rozgrywek czuwali sędziowie: Jarosław Kaczmarek i Adrian Eliasz, instruktor szachowy w UKS Dwójka Sosnowiec. (s)

Chcemy zrobić krok naprzód

dodane 10.12.2015
[Dąbrowa Górnicza] Ma 48 lat, a w trenerskim CV solidne koszykarskie kluby z całej Europy, i nie tylko. Chorwat Drażen Anzulović swoje międzynarodowe doświadczenie, m.in. z krajowej reprezentacji i Euroligi spróbuje wykorzystać w jednym celu: awansować z koszykarzami MKS-u Dąbrowa Górnicza do fazy play-off Tauron Basket Ligi. - Chcemy zrobić kolejny krok naprzód i stać się poważną marką na koszykarskiej mapie Polski - deklaruje nowy szkoleniowiec dąbrowskiej ekipy.   W 2010 roku był pan blisko objęcia reprezentacji Polski koszykarzy, w ostatniej chwili jednak nie przyjął pan oferty. Na przestrzeni lat były też propozycje z polskich klubów. Teraz końcu się udało. Z perspektywy czasu myślę, że może popełniłem błąd, iż nie zostałem wówczas selekcjonerem polskiej kadry. Prezesi i działacze byli ze mną bardzo uczciwi w rozmowach, podpisali już kontrakt. Był jednak jeden problem. Miałem skupić się wyłącznie na reprezentacji, nie mogąc równolegle trenować w klubie. Na tamtym etapie nie chciałem pracować tylko przez trzy-cztery miesiące w roku i nie byłem tym usatysfakcjonowany. To jedyny powód, dla którego rozmowy tak się zakończyły. W przeszłości były oferty ze Śląska Wrocław, rok temu nieoficjalnie był pan łączony z ekipą ze Słupska. Może były też propozycje z innych klubów? Tak, były inne kluby… (śmiech) Nie chcę mówić o konkretnych nazwach, ale miałem spory kontakt z polskimi drużynami. Zawsze jednak czegoś brakowało. Teraz jestem w Polsce i liczę na to, że zrobię coś pozytywnego - zarówno dla mojego klubu, jak i dla polskiej koszykówki. Co ma MKS, czego wcześniej nie było w innych ofertach? Co pana przekonało? Przede wszystkim dobra, uczciwa rozmowa z prezesami. Przedstawili mi ambicje i możliwości klubu, a także gwarancję na wykonanie kroku naprzód. Spodobało mi się to wyzwanie. W mojej karierze zależy mi na tym, żeby coś zbudować. Mamy młody klub i chcemy zrobić kolejny krok, aby stać się poważną marką na polskiej mapie koszykarskiej. Ma pan związki z Polską i Dąbrową. Pana brat Vladimir grał w Anwilu Włocławek, a pana żona zna podobno Magdalenę Śliwę, jedną z kluczowych postaci dla dąbrowskiej siatkówki. Moja żona była reprezentantką kraju w siatkówce i wiele razy grała przeciwko Magdalenie Śliwie. Kiedy usłyszała o moich negocjacjach, mówiła: idź tam, mają tam świetny klub siatkarski, będę przyjeżdżała na mecze! (śmiech) Rzeczywiście jesteśmy sportową rodziną, brat chwalił sobie grę we Włocławku, był zadowolony z tego okresu. Wówczas pracował tu jeden z chorwackich trenerów, Petrović. Wybierał pan spośród kilku ofert czy MKS wstrzelił się we właściwy moment? Tak, miałem propozycje, jedną nawet dwa tygodnie wcześniej. Ale nie porozumieliśmy się z belgijskim klubem z Antwerpii. Moment był więc znakomity, do tego dobra, satysfakcjonująca oferta i nie potrzebowałem już niczego więcej. Po zdobyciu z Cedevitą Zagrzeb Superpucharu Chorwacji i dotarciu do finału Ligi Adriatyckiej w 2012 roku, kolejną pracę podjął pan dopiero w tym roku w Chinach. W międzyczasie miał pan przerwę od koszykówki? Byłem bardzo rozczarowany, gdy rozstano się ze mną w Cedevicie. To był najlepszy sezon w historii klubu, a jednak postawiono na kogoś innego - jak mi wtedy tłumaczono, na „większe nazwisko”. Przerwa? Nie, ja lubię pracować. I może się mylę, ale sądzę, że nadal jestem w stanie robić to na wysokim poziomie. (uśmiech) Nie chciałem trenować klubu bez przyszłości. Agenci obiecywali mi pracę w czołowych klubach Europy, ale nic dla mnie nie zrobili. Minęło kolejnych kilka miesięcy, pojawiła się ciekawa oferta z Chin. Wykonaliśmy tam dobrą robotę, zespół dominuje teraz w lidze. Było to także cenne doświadczenie, a ja lubię poszerzać horyzonty zawodowe. To moja filozofia. Wywalczył pan mistrzowskie tytuły w Chorwacji i Belgii, ma pan doświadczenie z Euroligi i z reprezentacji narodowej jako asystent, w tym podczas igrzysk olimpijskich. Przenosiny do Polski nie są dla pana krokiem wstecz? To bardzo dobre pytanie. (uśmiech) Czasami w karierze warto podjąć wyzwanie. A może właśnie w Dąbrowie zbudujemy klub euroligowy? Jestem bardzo zadowolony z nowego otoczenia, z ambicji klubu i z ludzi, którzy mnie otaczają - uczciwych i profesjonalnych. Wierzę w to, że właściwie wykonamy naszą pracę, żeby wszystkie osoby związane z klubem były zadowolone. Przychodzi pan do drużyny zbudowanej przez innego szkoleniowca. To nie jest komfortowa sytuacja dla trenera. Gdy obejmujesz zespół w trakcie sezonu, przychodzisz „na gotowe” i nie masz wpływu na kompletowanie składu, ale musisz starać się wydobyć z drużyny to, co najlepsze. Dostrzegam tu potencjał i szanuję to, co zrobili wcześniej szkoleniowcy. Jestem przekonany, że będzie nam się dobrze współpracowało. Oczywiście będą zmiany. Zobaczymy w czym możemy być lepsi, gdzie można dać z siebie więcej. Ale nie zdołam niczego wykreować w ciągu dwóch-trzech dni. Już teraz dwóch zawodników mamy poza składem, zmagają się z kontuzjami, zobaczymy jak rozwinie się sytuacja. Musimy po prostu ciężko pracować. Widziałem kilka meczów polskiej ekstraklasy, toczonych w szybkim tempie. Musimy przystosować naszą grę bardziej do stylu europejskiej koszykówki. Potrzebujemy więcej szybkości i energii na boisku. Z reprezentacją Chorwacji zajął pan 6. miejsce na Igrzyskach Olimpijskich w Pekinie i 6. pozycję na EuroBaskecie w Polsce. W MKS-ie 6. lokatę wszyscy na pewno wzięliby w ciemno. (śmiech) Mam nadzieję, lecz może osiągniemy coś więcej, kto wie? Ale na początek oczywiście bylibyśmy zadowoleni. Dam z siebie wszystko, żeby tak się stało, skupiając się w pełni na budowaniu zespołu, nowego systemu i na tym, byśmy osiągali dobre rezultaty. Rozmawiał: Damian Juszczyk foto: Adrianna Antas / MKS Dąbrowa Górnicza

Trenerzy pozostają z MKS-em

dodane 08.12.2015

Chorwacka legenda trenerem MKS-u

dodane 07.12.2015
[Dąbrowa Górnicza] 48-letni Drażen Anzulović został nowym trenerem koszykarzy MKS-u Dąbrowa Górnicza. Chorwat jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci koszykarskich w swoim kraju, jest też doskonale znany w całej Europie. Ma na koncie m.in. tytuły mistrzowskie w Chorwacji i Belgii, doświadczenie w Eurolidze, a w 2010 roku odrzucił ofertę prowadzenia reprezentacji Polski. Drażen Anzulović w latach 80. i 90. występował na chorwackich parkietach w barwach m.in. KK Zagrzeb, Cibony Zagrzeb i Olimpii Osijek. Zasłynął jednak przede wszystkim jako trener. Z Ciboną Zagrzeb wywalczył trzy mistrzostwa Chorwacji, z tym zespołem dotarł również trzykrotnie do TOP16 Euroligi, a raz do finału Ligi Adriatyckiej. W belgijskim Spirou Charleroi dołożył do swoich sukcesów dwa mistrzostwa kraju, Puchar i Superpuchar Belgii. Oprócz tego pracował m.in. KK Cedevicie Zagrzeb (Puchar i Superpuchar Chorwacji, finał Ligi Adriatyckiej - 2012), w litewskim BC Litetuvosie Rytas, ukraińskim BC Donieck oraz rosyjskim PBC Ural Great Perm, a w ostatnim roku w chińskim Xingijang Tigers. W 2010 roku był bliski prowadzenia reprezentacji Polski koszykarzy, lecz ostatecznie odrzucił tę propozycję, pragnąc skupić się na pracy klubowej. Przed laty był kandydatem do objęcia Śląska Wrocław, a jeszcze w ubiegłym roku nieoficjalnie przymierzano go do sterów w Słupsku. Anzulović jako asystent Jasmina Repesy miał udział w awansie reprezentacji Chorwacji do Igrzysk Olimpijskich w Pekinie (porażka w ćwierćfinale z Hiszpanią, późniejszym wicemistrzem olimpijskim) oraz w 6. miejscu kadry swojego kraju na EuroBaskecie 2009 w Polsce. Damian Juszczyk foto: bdasportsinternational.com
Wróć

Alert

 

Jesteś świadkiem ważnego wydarzenia?
Urzędnicza bezmyślność dobrowadza Cię do szału?
Wiesz o czymś, co może zainteresować media?

 

Napisz do "Wiadomości Zagłębia": redakcja@wiadomoscizaglebia.pl

KONKURSY

 

 

PRACA

 

 

 

 

Adres redakcji:

"Wiadomości Zagłębia"
ul. Kilińskiego 43

41-200 Sosnowiec

e-mail: redakcja@wiadomoscizaglebia.pl