Informujemy, że na tej stronie stosujemy pliki cookies (tzw. ciasteczka). Korzystając ze strony wyrażają Państwo zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Jeśli chcą Państwo zmienić tę opcję, należy zmienić ustawienia przeglądarki dotyczące przechowywania i uzyskiwania dostępu do plików cookies w Państwa komputerze. Rozumiem komunikat.

Kliknij tu aby zamknąć powiadomienie.

ARCHIWUM DZIAŁU: Sport

Utrzymać swój rytm

dodane 09.04.2015
[Region, Dąbrowa Górnicza] Domowa wygrana MKS-u Dąbrowa Górnicza ze Śląskiem Wrocław była sensacją. W piątek najbardziej utytułowany klub w Polsce będzie chciał zrewanżować się beniaminkowi we własnej hali. Wrocławianie na swoim parkiecie przegrali tylko jeden mecz w sezonie. - Nie obchodzi nas ich bilans. Będziemy walczyć o mocny finisz rozgrywek - mówi Myles McKay. Jak wspominasz poprzedni mecz ze Śląskiem? Dla MKS-u Dąbrowa Górnicza było to historyczne, pierwsze domowe zwycięstwo w ekstraklasie. Rzeczywiście, było to pamiętne starcie. Nie tylko po raz pierwszy wygraliśmy na najwyższym szczeblu ligowym w obecności naszych kibiców, ale na dodatek zwyciężyliśmy po dogrywce. Serca nasze i fanów biły wtedy mocniej, w wymarzonym stylu weszliśmy w nowy rok. Śląsk to jeden z pretendentów do tytułu mistrzowskiego. Zajmuje 5. miejsce, we własnej hali przegrał tylko jeden z trzynastu meczów. Nie obchodzi nas ich domowy bilans. Będziemy walczyć. Pozostały cztery spotkania, chcemy mocno zakończyć rozgrywki. Wygraliście trzy z czterech ostatnich meczów. Wygląda na to, że naprawdę walczycie o jak najwyższą pozycję w tabeli. Po triumfie nad Anwilem jest 11. miejsce. Biorąc pod uwagę układ sił w lidze, może być jeszcze lepiej? Na tym etapie rywalizacji działamy krok po kroku. Nie wybiegamy myślami do końca sezonu, na razie skupiamy się tylko na starciu ze Śląskiem. Na wyjeździe macie bilans 6-7 i jesteście jednymi z najbardziej wymagających gości. Jaki jest wasz sposób na zwycięstwa na parkietach rywali? Myślę, że jesteśmy bardzo opanowaną drużyną. Dobrze się spisywaliśmy, nie pozwalając kibicom przeciwników na wybijanie nas z rytmu. Graliśmy zespołowo i wspieraliśmy się na boisku - zarówno w ofensywie, jak i w obronie. Musimy podtrzymać tę tendencję i wszystko będzie w porządku.   Rozmawiał: Damian Juszczyk foto: Adrianna Antas/MKS Dąbrowa Górnicza

Jedziemy na wojnę

dodane 07.04.2015
[Region, Dąbrowa Górnicza] Trzy zwycięstwa w czterech meczach! Koszykarze MKS-u Dąbrowa Górnicza rozpędzają się na ostatniej prostej pierwszego sezonu w ekstraklasie. Właśnie wskoczyli na 11. miejsce. Teraz na drodze dąbrowian stanie Śląsk Wrocław, czołowa siła ligi. - Są na fali i będą chcieli odegrać się za porażkę w Dąbrowie, dlatego musimy dać z siebie sto dwadzieścia procent. Do Wrocławia jedziemy „na wojnę” - zapowiada Marcin Piechowicz. Po sobotniej wygranej we Włocławku wasze święta były krótkie, ale chyba trudno o bardziej radosne? Jasne, że były radosne. Znowu sprawiliśmy sobie i kibicom prezent, wygrywając przed świętami. Niestety, wolnego było mało, ale dostaliśmy dodatkowy dzień, by odpocząć i spędzić więcej czasu z rodzinami. Zwycięstwo nad Anwilem pozwoliło wam wyprzedzić utytułowanego rywala w tabeli. Jest 11. miejsce, a do końca rundy zasadniczej jeszcze cztery spotkania… Bardzo zależało nam na wygranej z Anwilem, zwłaszcza po ostatnich zmianach w tej drużynie. Często po takich informacjach można poczuć się zbyt pewnie i myśleć o łatwym sukcesie. Na szczęście byliśmy odpowiednio zmotywowani i odnieśliśmy upragniony triumf, przeskakując o oczko wyżej w tabeli. W pozostałych czterech meczach też będziemy bić się o zwycięstwa, żeby w końcowej klasyfikacji znaleźć się jak najwyżej. Z twoim zdrowiem wszystko w porządku? W trakcie domowego spotkania z lublinianami kibice oglądali niepokojące sceny. To był drobny uraz, nic bardzo złego. Choć tak to już bywa, że drobne urazy potrafią być uciążliwe. Zaczyna się dla was pracowity okres i mecze co kilka dni. Najbliższy już w piątek we Wrocławiu. Śląsk będzie chciał się zrewanżować za wasze sensacyjne zwycięstwo w Dąbrowie z połowy grudnia. Dawno nie graliśmy z taką częstotliwością i na pewno będzie ciężko - tym bardziej, że czekają na nas świetne drużyny. Śląsk ostatnio spisuje się znakomicie. Ograł bardzo dobre zespoły i zdecydowanie jest na fali, dlatego musimy dać z siebie „sto dwadzieścia procent", żeby grać z nimi jak równy z równym. Ich chęć rewanżu będzie dodatkowym smaczkiem, więc jedziemy tam „na wojnę"! Śląsk wygrał cztery mecze z rzędu, a we własnej hali w trzynastu spotkaniach uległ tylko Enerdze Czarnym. Mimo waszych dwóch kolejnych zwycięstw, to chyba jednak gospodarze będą zdecydowanym faworytem? U siebie Śląsk niesiony dopingiem fanów gra wyśmienicie, ale, jak pokazali słupszczanie, można tam wygrać. I z takim planem jedziemy do Wrocławia.   Rozmawiał: Damian Juszczyk foto: Adrianna Antas /MKS Dąbrowa Górnicza

MKS odgryzł się „Rottweilerom”

dodane 07.04.2015
[Region, Dąbrowa Górnicza] Koszykarze MKS-u Dąbrowa Górnicza odgryźli się „Rottweilerom” z utytułowanego Anwilu Włocławek za domową porażkę z połowy grudnia! Dąbrowianie zwyciężyli na wyjeździe 90:77 i była to ich druga wygrana z rzędu, a trzecia w czterech ostatnich meczach. Po rewolucji we włocławskiej ekipie zawodnicy, którzy pozostali w drużynie pod wodzą nowego-starego szkoleniowca zamierzali udowodnić kibicom, że ambicji im nie brakuje. MKS nie mógł zatem liczyć na to, że psim swędem uda mu się pokonać „Rottweilery”. Od pierwszych minut walka była zażarta. W połowie kwarty akcją 3+1 przewagę (9:12) uzyskał dla dąbrowian Myles McKay. Później m.in. trójki Pawła Zmarlaka i Mateusza Dziemby pozwoliły przyjezdnym na utrzymanie prowadzenia do końca otwierającej odsłony (19:23). O tym, jak ostra toczyła się bitwa niech świadczy fakt, że blok Mikołaja Witlińskiego na McKayu skończył się… rozerwaną koszulką gracza Anwilu. Dąbrowski beniaminek mocno „gryzł się” z „Rottweilerami” także w drugiej kwarcie. Miejscowi, głównie za sprawą niezawodnego Chase’a Simona, zniwelowali straty, a nawet po trójce Hrvoje Kovacevicia wygrywali już sześcioma punktami (36:30). Jednak wtedy przerwę na żądanie wykorzystał trener Wojciech Wieczorek i jego praca przyniosła efekty. Rzutem zza łuku odpowiedział David Weaver (36:33), a kolejne zespołowe akcje MKS-u finalizowane przede wszystkim przez Mylesa McKaya umożliwiły dąbrowianom odzyskanie prowadzenia przed przerwą (38:40). Po wznowieniu gry dąbrowianie wykonali prawdziwą „tresurę” włocławskich „Rottweilerów”. Pierwsze punkty zdobyli wprawdzie gospodarze, ale później MKS dopisał po swojej stronie siedem oczek z rzędu (40:47), m.in. dzięki czujnej i skutecznej grze Przemysława Szymańskiego. Konrad Wysocki spróbował odgryźć się trójką, lecz akcją 2+1 zrewanżował się Paweł Zmarlak (43:47). Wówczas koszykarze z Dąbrowy Górniczej znowu pogonili Anwilowi kota, po szybkich kontratakach i serii punktów Kena Browna - uciekając już na 43:57, a po trójce McKaya nawet na 15 oczek (45:60). Przed decydującą odsłoną kąsali jeszcze Chase Simon u miejscowych, a w barwach MKS-u kapitan Paweł Zmarlak i beniaminek mógł bronić 10-punktowej przewagi (58:68). Za „ugryzienie” Wysockiego z wolnego błyskawicznie trójką „odszczeknął się” Grzegorz Małecki (59:71). Zawodnicy MKS-u nie mieli zamiaru schodzić na psy i do samego końca kontrolowali sytuację, odnosząc kolejne pewne zwycięstwo i dodatkowo odrabiając 11-puntkowe straty (74:85) po domowej porażce z połowy grudnia. Damian Juszczyk foto: Adrianna Antas /MKS Dąbrowa Górnicza

Medalowy K.S. Górnik Sosnowiec

dodane 03.04.2015

Historyczny awans

dodane 02.04.2015
[Region, Sosnowiec] Koszykarki JAS-FBG Sosnowiec awansowały do ekstraklasy! W drugim meczu finału play-off rozgrywek I ligi zespół Mirosława Orczyka pokonał w hali przy Żeromskiego AZS Politechnika Korona Kraków 56:40 i przypieczętował awans do elity. Pierwsze spotkanie tych drużyn w Krakowie także zakończyło się wygraną sosnowiczanek. To historyczny, pierwszy awans koszykarek z Sosnowca do najwyższej klasy rozgrywkowej! Sosnowiczanki od początku starały się narzucić swój styl i przejąć kontrolę nad wydarzeniami na parkiecie. W pierwszej kwarcie rywali nie dały jednak miejscowym odskoczyć i na pierwszą przerwę drużyny zeszły przy 3-punktowym prowadzeniu JAS-FBG. W kolejnej odsłonie sosnowiczanki co prawda nie ustrzegły się błędów, ale grały skuteczniej niż rywalki i po pierwszej połowie prowadziły ośmioma punktami. Początek trzeciej kwarty to nerwówka ze strony naszych zawodniczek i dobra seria krakowianek, które zdobyły pięć punktów i niebezpiecznie zniwelowały straty to trzech punktów. O czas poprosił wówczas trener naszej drużyny. Krótka reprymenda poskutkowała. Za chwilę za trzy punkty trafiła Marta Dobrowolska, potem do kosza trafiły Paulina Dąbkowska i Patrycja Kaczor i przewaga naszej drużyny wynosiła już 11 punktów. W ostatniej odsłonie rywalki próbowały ratować sytuację rzutami za trzy punkty, ale w większości były to próby nieudane. Z każdą kolejną minutą ekstraklasa była coraz bliżej Sosnowca. Na trzy minuty przed końcem nasza drużyna prowadziła już prawie 20 punktami i stało się pewnym, że awans JAS-FBG to fakt. - Ten klub pracował na ten olbrzymi sukces latami. Pierwszy zespół JAS-FBG to nie jest sztuczny twór, czy też kaprys bogatego sponsora. To ciągła praca, która przyniosła efekt w postaci awansu. Ten klub ma solidne filary. Jest mi niezmiernie miło, że mogę tutaj pracować i cieszyć się wraz z dziewczętami z sukcesu, na który niewielu liczyło. Pokazaliśmy, że ciężką pracą można osiągnąć wiele. Jestem dumny, że mogę pracować z takimi dziewczynami. Ekstraklasa to oczywiście nieco inna bajka, ale jesteśmy dobrej myśli - mówił po meczu trener sosnowiczan Mirosław Orczyk. - Gratuluję dziewczynom, od lat podkreślałem, że JAS-FBG to doskonale prowadzony klub. To niesamowite, ale w przeciągu kilkunastu dni Sosnowiec może cieszyć się z kolejnego awansu. Najpierw hokeiści, teraz koszykarki. W miarę możliwości będziemy oczywiście wspierać koszykarki, które odniosły historyczny sukces. Już dziś zapraszam wszystkich kibiców do oglądania naszych wspaniałych dziewcząt na parkietach ekstraklasy - podkreśla prezydent Sosnowca Arkadiusz Chęciński. (KP)   JAS-FBG Sosnowiec - AZS Politechnika Korona Kraków 56:40 (13:10, 11:6, 12:7, 20:17) JAS-FBG: Dąbkowska 26 (16zb, 2p, 2b), Antczak 8 (16zb, 2b), Dobrowolska 7 (1x3, 4as), Kaczor 6 (1x3), Kotonowicz 4, Deko 3 (1x3), Kuras 2, Bandyk, Chaliburda, Kosałka, Sikora.    
Wróć

Alert

 

Jesteś świadkiem ważnego wydarzenia?
Urzędnicza bezmyślność dobrowadza Cię do szału?
Wiesz o czymś, co może zainteresować media?

 

Napisz do "Wiadomości Zagłębia": redakcja@wiadomoscizaglebia.pl

KONKURSY

 

 

PRACA

 

 

 

 

Adres redakcji:

"Wiadomości Zagłębia"
ul. Kilińskiego 43

41-200 Sosnowiec

e-mail: redakcja@wiadomoscizaglebia.pl