Informujemy, że na tej stronie stosujemy pliki cookies (tzw. ciasteczka). Korzystając ze strony wyrażają Państwo zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Jeśli chcą Państwo zmienić tę opcję, należy zmienić ustawienia przeglądarki dotyczące przechowywania i uzyskiwania dostępu do plików cookies w Państwa komputerze. Rozumiem komunikat.

Kliknij tu aby zamknąć powiadomienie.

ARCHIWUM DZIAŁU: Sport

Prezent sprawią sobie sami?

dodane 04.12.2015
[Dąbrowa Górnicza] Czy Święty Mikołaj „odwiedzi” młodych dąbrowian podczas drugoligowego meczu z AZS-em AWF-em Mickiewiczem Romusem II Katowice? MKS II Dąbrowa Górnicza podejmie rywala w sobotę 5 grudnia o godzinie 13.00. Drogą do sukcesu może być raczej ciężka praca na parkiecie niż prezenty od przeciwników czy od samego Świętego.Wstęp wolny. MKS w tym sezonie nie zaznał jeszcze smaku zwycięstwa, lecz obserwowanie gry młodych dąbrowskich adeptów koszykówki może cieszyć oko. Efektowna gra przyczynia się do coraz lepszych wyników. W ostatniej kolejce gospodarze mocno postraszyli „Politechników” z Częstochowy, którzy wyszarpali wygraną najpierw doprowadzając w końcowych sekundach czwartej kwarty do dogrywki, a następnie rozstrzygając ją na swoją korzyść. Tym razem trener Rafał Knap nie może skorzystać z najlepszego strzelca MKS-u II w poprzednich kolejkach Mateusza Szczypińskiego (w dwóch ostatnich spotkaniach 58 punktów), którego świetne występy predysponowały do wyjazdu na starcia drużyny ekstraklasowej. Warto podkreślić, że również inny zawodnik z rocznika 1998 - wychowanek klubu Patryk Piszczatowski udał się w ekstraklasową podróż „nad morze”. Rywal poprzedni mecz przegrał z liderem grupy C - AGH Kraków 66:75. Bardzo dobrze wyglądała gra środkowych katowickiej ekipy, Mateusza Migały i Dawida Kołakowskiego, którzy byli liderami punktowymi, dokładając do tego kilkanaście zbiórek. Po tym spotkaniu „Akademicy” zajmują jedenastą pozycję z jednym zwycięstwem i siedmioma porażkami. W Dąbrowie będą szukali drugiej wygranej, lecz czy świetnie spisujący się w rozgrywkach młodzieżowych miejscowi na to pozwolą? Dominik Gordon

Trafiony, zatopiony!

dodane 04.12.2015
[Dąbrowa Górnicza] Koszykarze MKS-u Dąbrowa Górnicza sprawili sensację! Dąbrowianie po prawdziwej morskiej bitwie zwyciężyli w Gdyni jedną z najlepszych ekip ekstraklasy w tym sezonie - Asseco 65:62! To MKS, a konkretnie Mateusz Dziemba, zdobył pierwsze punkty w Gdyni. I mimo że spotkanie było bardzo zacięte, dąbrowianie grali bez kompleksów przeciwko ekipie z czołówki. To przyjezdni uciekali, a Asseco deptało im po piętach. Po dwóch odważnych wejściach pod kosz Pawła Zmarlaka było już nawet 19:13 (13:19) dla MKS-u, ale trójki Sebastiana Kowalczyka i Przemysława Frasunkiewicza przyniosły wyrównanie na koniec otwierającej odsłony (19:19). Drugą kwartę zespół z Dąbrowy Górniczej rozpoczął nieskutecznie, kilka razy nie będąc w stanie sfinalizować ataku. W pierwszej połowie MKS miał aż 10 strat, przy 5 Asseco. Gdyby nie one, dąbrowianie mogli… wysoko prowadzić. Ale i tak do przerwy wygrywali, m.in. za sprawą Erica Williamsa, który pod koszem rywali był nie do zatrzymania. Zarówno on dwukrotnie, jak i Sam Dower efektownymi wsadami osłabiali morale gdynian. I nawet trzy wolne Anthony’ego Hickeya po syrenie nie pomogły faworytom, było 29:33 dla MKS-u. Po wznowieniu gry Eric Willliams i Mateusz Dziemba powiększyli przewagę do ośmiu punktów (29:37). Ambitni miejscowi próbowali ścigać MKS (po akcji 2+1 Filipa Matczaka było już tylko 38:40), lecz goście błyskawicznie odpowiadali. Po rzucie zza łuku Piotra Pamuły i kontrze wykończonej przez Rashauna Broadusa znowu zrobiło się 38:45. Anthony Hickey ponownie zmniejszył straty, Paweł Zmarlak przepchnął się pod koszem i przed decydującą częścią spotkania dąbrowianie byli lepsi o trzy oczka (46:49). Ostatnia kwarta to już prawdziwa morska bitwa! Anthony Hickey dwoił się i troił w ekipie gospodarzy. Kiedy trafił dwie trójki z rzędu, to nawet rewanż zza łuku Rashauna Broadusa nie zapobiegł utracie prowadzenia (61:60). Do końca pozostawało zaledwie półtorej minuty. Broadus dorzucił dwa wolne, ale Hickey wyrównał jednym celnym (62:62). 23 sekundy… Co tam się działo! Walka toczyła się jak o życie! Broadus dostaje szanse na linii wolnych, trafia raz. W decydującej akcji Sam Dower do spółki z Rashaunem Broadusem powstrzymują Hickeya pod koszem, Broadus faulowany wykorzystuje oba wolne, Hickey i Matczak mylą się za trzy i sensacyjne wyjazdowe zwycięstwo MKS-u Dąbrowa Górnicza nad faworyzowanymi gdynianami staje się faktem! Asseco Gdynia - MKS Dąbrowa Górnicza 62:65 (19:19, 10:14,  17:16, 16:16) Asseco: Hickey 24, Frasunkiewicz 9, Matczak 8, Żołnierewicz 8, Kowalczyk 5, Parzeński 4, Szczotka 4, Kaplanović 0, Morozow 0. MKS: Broadus 13, Dower 13, Williams 12, Pamuła 10, Zmarlak 9, Dziemba 4, Piechowicz 4, Szymański 0.   Damian Juszczyk grafika: Piotr Baran

Najważniejszy moment w karierze

dodane 03.12.2015
[Dąbrowa Górnicza] 17-letni Mateusz Szczypiński w ostatnim domowym meczu koszykarzy MKS-u Dąbrowa Górnicza zadebiutował w barwach dąbrowskiego klubu na parkietach ekstraklasy. - To zdecydowanie najważniejszy moment w mojej karierze, zapamiętam go na zawsze. Teraz przede mną jeszcze więcej ciężkiej pracy i walka o kolejne kamienie milowe w koszykarskim życiorysie - mówi młody zawodnik. Jeden z najważniejszych momentów w karierze za tobą. Co zapamiętasz ze swojego debiutu w ekstraklasie? Zdecydowanie był to najważniejszy moment w mojej karierze koszykarskiej. Myślę, że każdy siedemnastolatek marzy o byciu w składzie drużyny ekstraklasowej, a tym bardziej o debiucie na parkietach najwyższej klasy rozgrywkowej. Nie będę ukrywał, że był to mój cel na ten sezon i cieszę się, że ciężką pracą udało mi się wywalczyć u trenera możliwość trenowania z pierwszym zespołem MKS-u. Na pewno zapamiętam chwilę, w której usłyszałem, że to właśnie ja mam iść zgłosić zmianę i wejść na boisko na ostatnie pół minuty. Kiedy wszedłem na parkiet, koledzy z naszych drugoligowych rezerw zaczęli skandować na trybunach: Mateusz Szczypiński!. Emocje towarzyszące mi w tym momencie były naprawdę ogromnę, aż trudno to opisać. A przed wejściem na boisko był duży stres? Z początku myślałem, że jeśli dostanę możliwość pojawienia się na parkiecie, dla mnie będzie to tylko formalność, jak to bywa przy okazji innych meczów. Ale kiedy w hali zaczęło gromadzić się coraz więcej kibiców, nie było już tak kolorowo. (uśmiech) Gra przy tak licznej widowni to coś wyjątkowego. Każdy na ciebie patrzy i kibicuje ci, żebyś grał najlepiej, jak tylko potrafisz. Moment wejścia na boisko to jeszcze inna historia. Nogi zaczęły mi się trząść, a ręce drżeć. W końcu był to debiut na ekstraklasowych parkietach siedemnastoletniego chłopaka. Na placu gry spędziłeś 25 sekund. Niby niedużo, ale na pewno wielu 17-letnich koszykarzy marzy o choćby takim występie w Tauron Basket Lidze… Dokładnie, to stosunkowo niewiele czasu. Niektórzy mogą spytać, co można zrobić w ciągu tych 25 sekund. Ja wiem, że to dużo czasu - wystarczająco, żeby przeżyć niesamowite emocje i poczuć to, co czują profesjonalni gracze. Myślę, że każdy młody zawodnik, który śledzi koszykarską ekstraklasę marzy o tym, żeby kiedyś znaleźć się na jej parkietach. Miałeś nawet okazję oddać rzut, jednak piłka odbiła się od obręczy i nie wpadła do kosza. Podobno później zastanawiałeś się, czy nie trzeba było od razu spróbować zza łuku, zamiast robić tych kilka kroków w stronę kosza? (śmiech) Tak, miałem okazję oddać rzut, czego kompletnie się nie spodziewałem. Wynik był rozstrzygnięty i myślałem, że akcja będzie odbywała się bez rzutu, na zasadzie podziękowania sobie za mecz przez obie drużyny. Ale nagle zobaczyłem, że trener chce, żeby Rashaun podał piłkę właśnie do mnie. Kiedy trzymałem ją już w rękach, byłem naprawdę zestresowany. Wiedziałem, że jest to akcja specjalnie „pode mnie“, abym miał szansę zdobyć swoje pierwsze punkty. Przez moją głowę przeleciała niezliczona ilość myśli na raz. Rzucić za trzy? A może wejść pod kosz? I wiele innych podobných wariantów. Niestety, czas na zegarze upływał i gdy na niego spojrzałem, pozostawało pięć sekund. Stwierdziłem, że spróbuję penetracji, lecz zawodnicy ekstraklasowi nie dadzą się jednak tak łatwo minąć. Obróciłem się i musiałem oddać rzut z bardzo trudnej pozycji, niestety niecelny. (śmiech) Po meczu, kiedy emocje już opadły, doszedłem do wniosku, że mogłem próbować zza łuku, ale było już za późno. Następnym razem na pewno tak zrobię. (uśmiech) Co dalej? Teraz celem są pierwsze punkty? I pewnie… kolejne minuty w najwyższej klasie rozgrywkowej? Podstawowym celem jest dalsza możliwość trenowania z pierwszym zespołem, podpatrywania bardziej doświadczonych zawodników. Pierwsze punkty z czasem pewnie przyjdą, choć jest to oczywiście swoisty kamień milowy „do zaliczenia”. Co do liczby otrzymywanych minut, może ich przybywać wyłącznie w efekcie mojej dalszej ciężkiej pracy, zaangażowania na treningach i dobrych występów na drugoligowych parkietach. Rozmawiał: Damian Juszczyk Foto: Adrianna Antas/ MKS Dąbrowa Górnicza  

Zawsze gramy do końca

dodane 01.12.2015
[Sosnowiec] To była piorunująca końcówka. W 83. minucie piłkarze GKS-u objęli prowadzenie, ale już 60 sekund później był remis. W 90 minucie Zagłębie zadało nokautujący cios i po raz drugi w tym sezonie pokonało odwiecznego rywala. Dzięki niedzielnej wygranej zespół Artura Derbina ma tylko trzy punkty straty do miejsca gwarantującego awans, a w zapasie jeszcze zaległy mecz z Zawiszą.   W pierwszej połowie dominowali katowiczanie, którzy nie wykorzystali kilku wyśmienitych okazji do zdobycia gola. W szatni trener Derbin szybko zareagował i miejsce Jakuba Araka zajął Łukasz Sołowiej, który zajął miejsce na środku defensywy, a do pomocy przesunięty został Konrad Budek. – Musieliśmy wzmocnić środek pola. Grzesiek Fonfara poszedł „wyżej”, a Michał Fidziukiewicz powędrował na „szpicę” – tłumaczył trener sosnowiczan. Roszada pomogła, bo po kilku minutach drugiej połowy miejscowi zdominowali wydarzenia na boisku. Zagłębie niesione dopingiem fanów próbowało rozerwać defensywę rywali, ale długo nie mogło znaleźć sposobu. Siłę ofensywną wzmocnili jeszcze Jakub Wilk i Adrian Paluchowski i kiedy wydawało się, że gol dla Zagłębia musi paść, z trafienia cieszyli się piłkarze z Katowic. Nie popisał się w tej sytuacji Wojciech Fabisiak, który źle obliczył lot piłki po dośrodkowaniu jednego z rywali. Radość gości z bramki nie trwała jednak długo. Niespełna minutę później Żarko Udovicic idealnie dograł do Michała Fidziukiewicza, a ten doprowadził do wyrównanaia. Zagłębie poszło za ciosem i w 90 minucie ponownie w roli głównej wystąpił Fidziukiewicz, który tym razem najlepiej znalazł się pod bramką gości i po rykoszecie pokonał katowickiego bramkarza. – Mam nadzieję, że kibicom to spotkanie się podobało. Emocji nie brakowało, a co najważniejsze skończylo się to wszystko szczęśliwie. Długo wchodziliśmy w ten mecz. Znów pokazaliśmy, że mamy charakter i zawsze gramy do końca – przyznał po meczu trener Zagłębia, Artur Derbin.   Zagłębie Sosnowiec - GKS Katowice 2:1 (0:0) Bramki: 0:1 Povilas Leimonas (83. Rafał Pietrzak), 1:1 Michał Fidziukiewicz (84. Żarko Udovičić), 2:1 Michał Fidziukiewicz (90.) Zagłębie: Fabisiak - Sierczyński, Budek, Markowski, Udovičić - Fonfara (78. Paluchowski), Dudek Ż - Ryndak (56. Wilk), Fidziukiewicz, Pribula - Arak (46. Sołowiej). (KP)  

Czasem trzeba krzyknąć

dodane 01.12.2015
[Dąbrowa Górnicza] Po domowej wygranej, teraz koszykarzy MKS-u Dąbrowa Górnicza czekają aż cztery mecze wyjazdowego tournée. Pierwszy sprawdzian już w czwartek w Gdyni, przeciwko jednej z czołowych ekip ligi. - Nie podniecałbym się ostatnim zwycięstwem. Na zadowolenie i ulgę przyjdzie czas, jeśli poradzimy sobie w nadchodzących spotkaniach na wybrzeżu - mówi Piotr Pamuła, jeden z czołowych graczy dąbrowskiej drużyny. Po trzech porażkach, odnieśliście arcyważne zwycięstwo w spotkaniu, w którym byliście faworytem i z każdej strony oczekiwano waszej wygranej. Jest ulga, że unieśliście ten ciężar? Kolokwialnie to ujmując, nie podniecałbym się tym zwycięstwem. Nie było ono łatwe do odniesienia, bo Trefl to wcale nie jest słaby zespół, ale ten mecz musieliśmy wygrać i tyle w tej kwestii. Zadowolenie i ulga będą po 6 grudnia, jeśli uda nam się zwyciężyć w dwóch spotkaniach na wybrzeżu. Rywale nie odpuszczali i dogonili, ale w końcówce przycisnęliście i determinacją wyszarpaliście zwycięstwo. Po twojej trójce pieczętującej triumf zaprezentowałeś wielką radość, ale też chyba dużo sportowej złości. Tak, to prawda. Nie jestem zawodnikiem, który w trakcie meczu okazuje emocje - niezależnie od tego, czy to niezadowolenie, czy radość. Ale ta sytuacja tego wymagała. Po prostu już nie wytrzymałem i musiałem sobie krzyknąć. (śmiech) To była sportowa złość i jej uwolnienie. Co działo się w szatni w przerwie? Wróciliście na parkiet odmienieni, jakby obudzeni. Było gorąco? Jesteśmy dorosłymi ludźmi i zawodnikami, którzy zdawali sobie sprawę z tego, jak wyglądała nasza gra w pierwszej połowie. Z naszej strony wystarczyło, że spojrzeliśmy na siebie i z minuty na minutę motywacja rosła, zadziałała właśnie nawet zwykła sportowa złość. Po ponadtygodniowej przerwie, w Gdyni czeka na was Asseco - jedna z czołowych ekip ligi i twój… były pracodawca. I nie ma się co oszukiwać - znowu łatwo nie będzie, o czym jako były zawodnik gdyńskiej drużyny wiesz pewnie najlepiej. Tak, aczkolwiek teraz to kompletnie inny zespół niż wtedy, kiedy ja tam byłem. Ale wielu chłopaków znam i wiem, że będzie bardzo ciężko. Rozmawiał: Damian Juszczyk Foto: Adrianna Antas/MKS Dąbrowa Górnicza  
Wróć

Alert

Jesteś świadkiem ważnego wydarzenia?
Urzędnicza bezmyślność dobrowadza Cię do szału?
Wiesz o czymś, co może zainteresować media?

 

Zadzwoń lub napisz do "Wiadomości Zagłębia"
lub przyjdź na dyżur redakcyjny dziennikarzy!

 

zadzwoń: 32 265 00 05

 

napisz: redakcja@wiadomoscizaglebia.pl

KONKURSY

 

 

 

 

 

 

 

Adres redakcji:

"Wiadomości Zagłębia"
ul. Kilińskiego 43

41-200 Sosnowiec

 

tel. 32 265 00 05

e-mail: redakcja@wiadomoscizaglebia.pl