Informujemy, że na tej stronie stosujemy pliki cookies (tzw. ciasteczka). Korzystając ze strony wyrażają Państwo zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Jeśli chcą Państwo zmienić tę opcję, należy zmienić ustawienia przeglądarki dotyczące przechowywania i uzyskiwania dostępu do plików cookies w Państwa komputerze. Rozumiem komunikat.

Kliknij tu aby zamknąć powiadomienie.

ARCHIWUM DZIAŁU: Sport

SocialBoard dla fanów MKS-u Dąbrowa Górnicza

dodane 17.08.2015
[Dąbrowa Górnicza] MKS Dąbrowa Górnicza jako pierwszy klub sportowy w Polsce sięga po SocialBoard. To nowoczesne narzędzie to idealny prezent dla wszystkich kibiców, którzy informacji o dąbrowskich koszykarzach szukają w internecie. Teraz wszystkie najważniejsze media społecznościowe fani MKS-u znajdą... w jednym miejscu, i to bez logowania. SocialBoard będzie dostępny już w październiku. Od października każdy kibic MKS-u na klubowej stronie internetowej znajdzie SocialBoard. Dzięki tej „wyświetlarce społecznościowej“, przygotowanej przez agencję interaktywną Jamel Interactive, fan dąbrowskich koszykarzy za sprawą jednego kliknięcia będzie miał na wyciągnięcie ręki zarówno informacje z klubowych mediów społecznościowych, jak i posty wszystkich użytkowników na temat klubu. – Staramy się podążać za najnowszymi trendami technologicznymi. Aby nasi kibice mogli zaoszczędzić czas, a jednocześnie być na bieżąco z tym, co związanego z drużyną dzieje się w sieci, zdecydowaliśmy się zainwestować w SocialBoard. Fakt, że jesteśmy pierwszym klubem sportowym w kraju, który wdraża takie rozwiązanie, jest najlepszym dowodem na to, że cały czas chcemy iść do przodu – mówi Damian Juszczyk, menedżer ds. mediów i PR MKS-u Dąbrowa Górnicza. W jednym miejscu fani dąbrowskiej ekipy znajdą treści z Facebooka, Twittera, Instagrama, a także oznaczone oficjalnym klubowym hashtagiem. Dostęp do informacji będą mieli również ci, którzy nie posiadają kont w mediach społecznościowych, bez konieczności jakiegokolwiek logowania.   Tak będzie wyglądał SocialBoard MKS-u Dąbrowa Górnicza: http://beta.socialboard.pl/mksdabrowagornicza; http://beta.socialboar. (s)

Horror bez happy end’u

dodane 17.08.2015
[Sosnowiec] Piłkarze Zagłębia, podobnie jak wiosną, postanowili wystawić swoich fanów na prawdziwą wojnę nerwów. Tym razem jednak zabrakło szczęśliwego zakończenia. Goście z Suwałk do przerwy prowadzili 2:0, sosnowiczanie odrobili straty, ale jeszcze raz dali sobie strzelić bramkę, a gdy mieli już piłkę meczową, Michał Fidziukiewicz, który wcześniej dwukrotnie trafił do bramki gości, przestrzelił „jedenastkę”…   Zagłębie zaczęło fatalnie. Wszystko zaczęło się od uderzenia Łukasza Monety na linii pola karnego. Piłka odbiła się od poprzeczki i od razu dopadł do niej Kamil Adamek, który bez opieki obrońców skierował futbolówkę do siatki. Sosnowiczanie szybko chcieli wrócić do gry i można powiedzieć, że nie schodzili z połowy gości, lecz do euforii było daleko.   W 28. minucie najpierw Michał Fidziukiewicz szukał miejsca w polu karnym do oddania strzału, a chwilę później Jovan Ninković zgarnął piłkę przed polem i uderzył jak z armaty - nad poprzeczką. Piłka przeszła po górnej siatce, kibice najpierw ryknęli z radości, by chwilę później jęknąć z rozczarowania. Kiedy wydawało się, że Zagłębiacy mają wszystko pod kontrolą... gola strzelili przyjezdni. W 32. minucie Bartłomiej Kalinkowski przymierzył sprzed pola i strzałem w środek bramki pokonał Szymona Gąsińskiego. Niektórzy powiedzieliby, że jest po meczu, jednak nasi piłkarze już wielokrotnie podnosili się z kolan. W 39. minucie Łukasz Matusiak zagrał koncertowo z Martinem Pribulą i w ostateczności strzał Matusiaka przepięknie sparował Hieronim Zoch. Podopieczni trenera Zbigniewa Kaczmarka bardzo mądrze cofnęli się na swoją stronę boiska i kontrolowali przebieg gry do końca pierwszej połowy. Wigry odważnie rozpoczęły drugie 45 minut i mimo prowadzenia nie murowali swojej bramki. W 60. minucie sosnowiczanie kombinacyjnie rozegrali rzut wolny, ale w końcowej fazie tej akcji defensywa Wigier „sprzątnęła” futbolówkę sprzed nosa Zagłębiaków. Po wejściu na murawę Hubert Tylec miał szansę, by pokazać się z dobrej strony, jednak zabrakło precyzji i centymetrów. Kibice Zagłębia nie złożyli broni, trybuny ożyły, wszyscy stali i wspaniałym dopingiem próbowali ponieść piłkarzy. W 70. minucie „Ludowy” zagrzmiał, a chwilę później na to wezwanie odpowiedział Michał Fidziukiewicz, który w 72. minucie wlał nadzieję w serca naszych fanów. Fantastycznie złożył się do nożyc i posłał piłkę w róg bramki Zocha. Kontaktowe trafienie dodało skrzydeł Zagłębiakom. W 86. minucie Michał Fidziukiewicz precyzyjnym strzałem głową, z bardzo trudnej piłki i pozycji, ustrzelił swoją drugą bramkę. Radość nie trwała zbyt długo, gdyż już 3 minuty później Tomasz Jarzębowski po raz kolejny wyprowadził swoją drużynę na prowadzenie. W ostatniej minucie doliczonego czasu gry Michał Fidziukiewicz stanął na jedenastym metrze, gdyż faulowany w polu karnym był Tomasz Szatan. Stadion szalał, była 4 minuta doliczonego czasu, a każda sekunda trwała wieczność, presja wywarta na naszym napastniku była ogromna. Niestety, los chciał inaczej i to goście wywożą z naszego miasta 3 punkty, gdyż bramkarz dał radę strącić piłkę na słupek, a dobitka Jakuba Araka przeleciała nad poprzeczką. Zagłębie Sosnowiec - Wigry Suwałki 2:3 (0:2)Bramki: 0:1 Kamil Adamek (4. Łukasz Moneta), 0:2 Bartłomiej Kalinkowski (32.), 1:2 Michał Fidziukiewicz (72. Sebastian Dudek), 2:2 Michał Fidziukiewicz (86. Konrad Budek), 2:3 Tomasz Jarzębowski (88. Łukasz Moneta).Zagłębie: Gąsiński - Sierczyński 2 Ż,CZ, Budek Ż, Markowski Ż, Ninković Ż (77. Szatan)- Matusiak, Dudek - Ryndak Ż, Mizgała (46. Arak), Pribula (68. Tylec) - Fidziukiewicz Ż.   (KP)

Górnik na kolanach

dodane 13.08.2015
[Region, Sosnowiec] Artur Derbin i jego podpieczni dokonali nie lada sztuki. W przeciągu kilku dni pokonali dwie śląskie drużyny, odwiecznych rywali Zagłębia. Po ligowej wygranej z GKS-em Katowice w środę nasza drużyna w pięknym stylu pokonała w 1/16 finału Pucharu Polski Górnika Zabrze 3:1. Teraz rywalem sosnowiczan będzie innym team z ekstraklasy, Korona Kielce. Pierwsza połowa zakończyła się wygraną gości, którzy mądrzej konstruowali swoje akcje. Zagłębie kilka razy się odgryzło, ale widać było, że piłkarsko zabrzanie prezentują się nieco lepiej. Strzselony do przerwy gol chyba nieco uśpił gości, którzy myśleli, że awans mają w kieszeni i małym nakładem sił przecisną się do kolejne rundy rozgrywek. W drugiej połowie Zagłębie zagrało odważniej, trener postanowił wprowadzić do gry drugiego napastnika, a piłkarze niesieni dopingiem spragnionych futbolu na wysokim poziomie kibiców ruszyli do odrabiania strat. W 55 minucie Ludowy oszalał po tym jak celną „główką” popisał się Łukasz Sołowiej, który kilka chwil wcześniej mocno ucierpiał i zszedł z boiska zakrwawiony. Miejscowi poszli za ciosem i już dziesięć minut później prowadzili. Tym razem na listę strzleców wpisał się inny środkowy obrońca, Krzysztof Markowski, który sprytnie znalazł się pod bramką gości i zamienił na bramkę podanie Łukasza Matusiaka. Górnik po tym ciosie już się nie podniósł, a na kolana posłał rywali Michał Fidziukiewicz, który wykorzystał błąd zabrzańskiej defensywy i kapitalnym uderzeniem dobił „górników”. – Przepraszam za to co teraz powiem, ale moja drużyna jest zaj.... Nie interesowało nas to, że Górnik Zabrze miał problemy, gdyż w dalszym ciągu jest to drużyna ekstraklasowa z doświadczonymi zawodnikami i trenerem. Żeby zagrać przeciwko zabrzanom taki mecz, to trzeba było wznieść się na wyżyny. Cieszymy się, że zagraliśmy kolejny dobre spotkanie, a do tego strzelamy bramki i tworzymy sobie sytuacje. Nagrodą dla nas wszystkich jest awans do kolejnej rundy Pucharu Polski – mówił po meczu trener Zagłębia Artur Derbin. (KP) Zagłębie Sosnowiec 3-1 Górnik Zabrze (0:1) Bramki: 0:1 Bartosz Iwan (22. Roman Gergel), 1:1 Łukasz Sołowiej (55. Sebastian Dudek), 2:1 Krzysztof Markowski (65. Łukasz Matusiak), 3:1 Michał Fidziukiewicz (87.) Zagłębie: Fabisiak - Sierczyński, Sołowiej, Markowski, Ninković - Matusiak, Dudek - Ryndak, Mizgała (46. Fidziukiewicz), Tylec Ż (85. Zaradny) - Arak (78. Margol).  

Legenda MKS-u zostaje w Dąbrowie

dodane 13.08.2015
[Dąbrowa Górnicza] 32-letni Piotr Zieliński, wychowanek i jeden z symboli MKS-u Dąbrowa Górnicza, nadal będzie reprezentował barwy dąbrowskiego klubu. – Gra w MKS-ie była moim priorytetem. Jestem przecież z Dąbrowy, zawsze też znajdujemy wspólny język z prezesami i trenerami – mówi doświadczony środkowy. Mimo że mierzący 200 centymetrów Piotr Zieliński miał propozycje z innych klubów, niezmiennie pozostaje koszykarzem MKS-u Dąbrowa Górnicza. Ustne deklaracje zapadły znacznie wcześniej, złożenie podpisów pod umową miało być tylko formalnością. – Nawet nie liczę już sezonów. Było ich kilka w drugiej lidze, kilka w pierwszej i teraz jeden w ekstraklasie, ale w nim niestety nie miałem wielu możliwości, żeby się pokazać, gdyż dochodziłem do siebie po kontuzji. Jestem przekonany, że w nadchodzących rozgrywkach będzie lepiej – zapowiada wychowanek dąbrowskiego klubu. Oprócz rehabilitacji po długotrwałych problemach zdrowotnych i występów w Tauron Basket Lidze, w ostatnim sezonie 32-latek służył cennym doświadczeniem młodzieży z drugoligowych rezerw MKS-u. – Mam zapewnienie, że w najbliższych rozgrywkach aż tak często już w drugiej lidze grał nie będę. Bycie mentorem? Jak najbardziej. Czy to w pierwszej, czy w drugiej drużynie, chętnie pomogę chłopakom, wszystko im wytłumaczę. W rezerwach, gdy w szatni nie było trenera, parę razy musiałem powiedzieć kolegom do słuchu – mówi z uśmiechem Zieliński. Damian Juszczyk foto: Adrianna Antas/MKS Dąbrowa Górnicza

Wygrana w upale

dodane 12.08.2015
[Sosnowiec] Piłkarkom Czarnych upały nie straszne. Na inaugurację ligi, w ponad 30 stopniowym upale, sosnowiczanki pewnie pokonały Olimpię Szczecin. Czarne dyktowały warunki gry, ale to rywalki mogły jako pierwsze wyjść na prowadzenie. Niewykorzystane sytuację się mszczą i po 26 minutach było 1:0 po trafieniu Angeliki Gębki. Do przerwy gole już nie padły, ale po zaledwie siedmiu minutach drugiej odsłony było już 2:0. Tym razem na listę strzelców wpisała się ta, która asystowała przy pierwszym trafieniu, a więc Nikol Kaletka. Przysłowiową kropkę nad „i” postawiła Renata Warunek w 79 minucie spotkania. – Cieszy mnie najbardziej to, że bramki padły po ładnych akcjach. Mogliśmy zdobyć więcej goli, jednak pamiętajmy, że w pierwszej połowie to rywalki mogły strzelić. Dziewczyny wytrzymały ten upał, to jest najważniejsze, a także to, że nie ma żadnych kontuzji urazów. Mamy pełny skład, dzięki czemu mogę operować. Weszły zawodniczki z ławki i nie było widać różnicy – mówiła po meczu trener Czarnych, Agnieszka Drozdowska, która cieszyła się z gry nowo pozyskanych Słowaczek. – Widać, że obie są reprezentantkami swojego kraju, dobrze czytają grę, są spokojne, potrafią wprowadzić piłkę do gry, co przekłada się na zespół. Dodatkowo pierwszy raz mamy zawodniczki w obronie, które świetnie włączają się do akcji ofensywnych na bokach. Na ławce mam siedem dziewczyn, które są równorzędne, dlatego zapowiada się ciekawy sezon i walka o miejsce w składzie – dodała. Czarni Sosnowiec – Olimpia Szczecin 3:0 (1:0) Bramki: 1:0 Gębka (26. głową), 2:0 Kaletka (52.), 3:0 Warunek (79.). Czarne: Polok – Zdechovanova, Fischerova, Prokop, Gruszka, Frączek (85. Konieczna), Operskalska, Luty, Gębka (60. Warunek), Matla (21. Zabiegała), Kaletka (88. Wójcik).   (KP)

Pucharowy bój z Górnikiem już w środę

dodane 11.08.2015
[Sosnowiec]   Nasi piłkarze już 9 razy grali z Górnikiem Zabrze w Pucharze Polski. Pierwszy raz w 1962 roku, gdy Zagłębie wywalczyło to trofeum, a ostatni w 2009 roku, gdy awansowało do 1/8. Na środowe spotkanie sprzedanych jest już prawie 2000 wejściówek. Pierwszy pucharowy mecz pomiędzy Zagłębiem a Górnikiem został rozegrany 22 lipca 1962 roku na Stadionie Śląskim. Nasi piłkarze prowadzili 2:0 po bramkach Zbigniewa Mygi i Gintera Piecyka, kontaktowe trafienie zaliczył Ernest Pohl, jednak Górnicy nie odwrócili losów spotkania, a trofeum wpadło w ręce Zagłębiaków. Był to pierwszy Puchar Polski w historii naszego klubu. Sosnowiczanie ten sukces powtórzyli rok później, tym razem w finale pokonując Ruch Chorzów. Nasi piłkarze po to trofeum sięgali jeszcze dwukrotnie: w 1977 (pokonana Polonia Bytom) i 1978 roku (Piast Gliwice). Górnik Zabrze dziewięciokrotnie stawał na drodze Zagłębia (raz był to 2. zespół). Nasi piłkarze wygrali trzykrotnie. Sięgając po pierwsze trofeum (1962), następnie w drugim meczu półfinałowym (niestety zwycięstwo 1:0 nie wystarczyło do awansu w roku 1970), a także w ostatnim pucharowym spotkaniu pomiędzy tymi drużynami, czyli w 2009 roku. Zagłębie podczas ostatniego meczu prowadził trener Piotr Pierścionek, sosnowiczanie pokonali Górnik w 1/16 2:0 i awansowali do kolejnej rundy. W 1/8 nasi piłkarze ograli Stal Stalową Wolę 3:0, a w 1/4 niestety uznali wyższość Pogoni Szczecin. Los ponownie złączył oba zespoły i ponownie w 1/16. Spotkanie rozegrane zostanie w środę 12 sierpnia o godz. 19:00. Historia pucharowych spotkań z Górnikiem Zabrze: 1961/62: Zagłębie Sosnowiec - Górnik Zabrze 2:1 (Finał Pucharu Polski) 1967/68: Górnik Zabrze - Zagłębie Sosnowiec 1:0 (1/4) 1969/70: Zagłębie Sosnowiec - Górnik Zabrze 0:2 (1/2) 1969/70: Górnik Zabrze - Zagłębie Sosnowiec 0:1 (1/2) 1970/71: Zagłębie Sosnowiec - Górnik Zabrze 1:3 (Finał) 1978/79: Górnik II Zabrze - Zagłębie Sosnowiec 1:1 (karne 6:5 - 1/16) 1985/86: Górnik Zabrze - Zagłębie Sosnowiec 2:0 (1/8) 1986/87: Zagłębie Sosnowiec - Górnik Zabrze 0:1 (1/8) 2009/10: Zagłębie Sosnowiec - Górnik Zabrze 2:0 (1/16) (KP)    

Przemysław Szymański, skrzydłowy MKS-u Dąbrowa Górnicza

dodane 11.08.2015
[Dąbrowa Górnicza] Gdyby nie grał w koszykówkę, pewnie zostałby górnikiem, zgodnie z rodzinną tradycją. Przemysław Szymański z MKS-u Dąbrowa Górnicza opowiada o swojej motocyklowej pasji, „fryzurze” z gry komputerowej, koszykarskim narzeczeństwie oraz o meczu z… hotelową kartą w bucie. Skąd wziął się pseudonim „Glizda”? Jest wiele teorii. (uśmiech) Ale zawsze byłem chudy i długi. Dlatego koledzy na podwórku nazwali mnie "Glizdą", tak się przyjęło i przetrwało do dziś. Gdyby nie koszykówka, miałeś zostać… górnikiem! Nie są to zbliżone dziedziny. Co sprawiło, że postawiłeś jednak na koszykówkę i skąd zamiłowanie do górnictwa? Nie zostałbym górnikiem z miłości. Pochodzę z Pawłowic Śląskich, jest tam kopalnia Pniówek. Jeśli nie udałoby mi się grać na takim poziomie, który „pozwala żyć”, to wylądowałbym pod ziemią, jak wielu moich kolegów z rodzinnych stron. A poza tym jakieś tradycje górnicze w rodzinie mam. Tata przerobił na „grubie” ćwierć wieku, a brat fedruje od pięciu lat. Częściowo udało się to połączyć, w końcu grasz w MKS-ie Dąbrowa Górnicza. Można tak powiedzieć. Ale robię na powierzchni! (śmiech) Koszykarz i motocyklista, to kolejne niespotykane zestawienie. W trakcie sezonu chyba nie wolno ci wsiadać na motor? Jest u mnie parę takich nietypowych połączeń. Uwielbiam choppery. Zawsze marzyłem o dwóch kółkach. A marzenia są po to, żeby je spełniać, więc zrobiłem prawo jazdy i kupiłem motocykl. W klubie włodarze nie pozwalają na relaks w trakcie sezonu. (uśmiech) Ale to najlepszy sposób na pozbycie się złych myśli. Zakładasz kask, słyszysz piękną muzykę z tłumików, no i ten wiatr we włosach… (śmiech) Każdemu polecam. Poza sezonem jeździsz bezpiecznie i unikasz mandatów? Mam maszynę do spokojnej i relaksacyjnej jazdy. Motocyklem jeżdżę dużo wolniej niż samochodem. I oczywiście jak każdy unikam mandatów, stosując się do przepisów. (uśmiech) Narzeczona też popiera twoją pasję? Jesteś zaręczony z koszykarką, Pauliną Antczak. Trudno utrzymać taki koszykarski związek? Bo wspólnych zainteresowań na pewno nie brakuje… Dokładnie. Paulina dzieli ze mną miłość do koszykówki. Czasem w naszym życiu tej koszykówki jest aż za dużo. Poza tym Paulina wie o co chodzi, nie muszę jej tłumaczyć zasad gry. (uśmiech) A utrzymać ten związek jest tak samo trudno, jak każdy inny. Po prostu dbamy o siebie nawzajem. Z narzeczoną przyjeżdżacie oglądać się w akcji, czy jednak obowiązki sportowe nie pozwalają na wzajemne kibicowanie? Jeśli czas pozwala i mecze się nie pokrywają, kibicujemy sobie na trybunach. Jednak często spotkania rozgrywamy w tym samym czasie, więc wspieramy się duchowo. A twoja „fryzura” to też ze względu na narzeczoną? „Uczesanie” z wyboru czy z musu? Uczesanie jak na razie jeszcze z wyboru. (uśmiech) Mam nadzieję, że jak już mi się znudzi, to będę mógł jeszcze zmienić. (śmiech) Poza tym to wygoda. Do tego opaska, zarost i całość zwraca uwagę. O to właśnie chodzi? O kształtowanie swojego charakterystycznego wizerunku na parkiecie? Często, jak grałem z kolegą w NBA 98, tworzyliśmy swoje postaci. Moja postać właśnie tak wyglądała: łysy z brodą, opaska i długie skarpety. Może miała troszkę więcej tatuaży, ale nad tym pewnie jeszcze popracuję. Taki wizerunek wymyśliłem, teraz tak naprawdę bez opaski nie potrafię grać, bo pot zalewa mi oczy i generalnie nic nie widzę. Nietypowy jest nie tylko twój image, ale czasem też emocjonalne reakcje po efektownych wsadach i udanych zagraniach. Kibice to lubią… Mam nadzieję, że to lubią. Uwielbiam po dobrych zagraniach, zarówno kolegów, jak i własnych, żywo reagować. To pozwala mi się „nakręcić” no i powoduje, że na parkiecie czuję się wyluzowany. Czasem, gdy schodzę z boiska, to przypomina mi się jakaś spontaniczna reakcja. Wtedy trochę mi głupio, że stary gość a odstawił takie „zagranie”, ale na parkiecie to czysty spontan i nastrój chwili. (uśmiech) Na koniec jeszcze jeden nietypowy wątek. Podobno kiedyś rozegrałeś mecz z kartą do drzwi hotelowych w bucie. Jak to się stało? Naprawdę nic nie czułeś podczas gry? Miało to miejsce w Portugalii, na Uniwersyteckich Mistrzostwach Europy. Wyjeżdżając z hotelu ubrany w strój, buty miałem przewieszone przez ramię. Zamknąłem drzwi i kartę wrzuciłem do buta. W szatni zapomniałem o niej, skupiony już na meczu ubrałem buty i poszedłem się rozgrzewać. W trakcie spotkania poczułem, że mam coś w bucie. Pomyślałem, iż to wkładka mi się odkleiła. Po meczu okazało się, że była to karta do drzwi hotelowych. (uśmiech) Rozmawiał: Damian Juszczyk foto: Adrianna Antas /MKS Dąbrowa Gornicza

Święta wojna dla Zagłębia

dodane 10.08.2015
[Sosnowiec] Po 23 latach piłkarze Zagłębia zmierzyli się w meczu ligowym z GKS-em Katowice. Prestiżówy pojedynek na zapleczu ekstraklasy zakończył się wygraną naszej drużyny 1:0. Gola na wagę trzech punktów zdobył Konrad Budek. Sosnowczanie wyciągnęli wnioski z meczu z Wisłą Płock i tym razem rozpoczęli spotkanie z dużym animuszem i szybko przjęli inicjatywę nad wydarzeniami na murawie. Gospodarze grali ospale, mało agresywnie dzięki czemu nasza drużyna mogła swobodnie konstruować ataki. W 19. minucie Przemysław Mizgała z dużą swobodą wpadł w pole karne i w ostatnim momencie został zablokowany, a chwilę później Maciej Bębenek był niepilnowany na prawym skrzydle i chciał sam zakończyć tę akcję, jednak trafił "Panu Bogu w okno". W 24. minucie Zagłębie znakomicie wykonało rzut rożny i wyszło na prowadzenie! Zaczęło się od przepięknego rajdu Martina Pribuli i bramkarz GieKSy musiał się wykazać sprytem i odbić futbolówkę na korner. Do narożnika podszedł Jovan Ninković, który znakomicie posłał piłkę na głowę Konrada Budka, a ten nie dał szans bezradnemu Rafałowi Dobrolińskiemu. Zagłębie poszło za ciosem. Bliski podwyższenia prowadzenia był Michał Fidziukiewicz, który po strzale głową był o krok od pokonania bramkarza GKS-u. Gospodarze mogli wyrównać za sprawą Filipa Burkhardta, ale świetnie w bramce spisał się Szymon Gąsiński. W drugiej połowie GKS zagrał odważniej, częściej atakował, ale Zagłębie mądrze się broniło. Katowiczanie w samej końcówce mogli uratować remis, ale po strzale Grzegorza Goncerza piłka trafiła w słupkek, a uderzenie Wojciecha Trochima wybornił Gąsiński. Kropkę nad "i" mógł postawić Grzegorz Fonfara, ale pomocnik Zagłębia w dobrej sytuacji przestrzelił.   – Byłem tu 23 lata temu jako kibic Zagłębia, miałem wtedy 15 lat. Stałem na trybunie i z przykrością patrzyłem na naszych zawodników, którzy przegrali 0:5. Dzisiaj wiedzieliśmy, że sytuacja jest zupełnie inna. Było to bardzo ważne zwycięstwo dla nas i dla naszych kibiców. Chcemy wspólnie z zawodnikami zadedykować tą wygraną naszym fanom. Była w nas taka sportowa złość, po meczu z Wisłą Płock. Nie zasłużyliśmy na porażkę i dzisiaj chcieliśmy zapunktować. Udało się wygrać na ciężkim terenie z trudnym przeciwnikiem, dlatego bardzo się cieszymy – mówił po meczu trener sosnowiczan Artur Derbin.   GKS Katowice - Zagłębie Sosnowiec 0:1 (0:1) Bramka: Budek 24. Zagłębie: Gąsiński - Sierczyński, Budek, Markowski, Ninkovič - Matusiak, Dudek - Ryndak, Mizgała (72. Margol), Pribula - Fidziukiewicz (81. Arak).   (KP)

Izagirre wygrywa 72. Tour de Pologne, czasówka dla Białobłockiego

dodane 09.08.2015
[Region] Ion Izagirre (Movistar) został zwycięzcą 72. Tour de Pologne UCI World Tour. Ostatni etap – jazdę indywidualną na czas w Krakowie – wygrał Marcin Białobłocki (Reprezentacja Polski). Do trzech razy sztuka może powiedzieć hiszpański kolarz, który w ostatnich edycjach Tour de Pologne zajmował drugie miejsce. Przed rokiem musiał uznać wyższość Rafała Majki, dwa lata temu Pietera Weeninga. Tym razem, choć nie wygrał żadnego etapu, triumfował w klasyfikacji generalnej. Przed ostatnim etapem Izagirre zajmował szóste miejsce, a do lidera Sergio Henao (Team Sky) tracił czternaście sekund. Różnice czasowe w czołówce dawały nadzieję na końcowe zwycięstwo mniej więcej dziesięciu kolarzom. Ale to właśnie Izagirre oraz Ben Hermans (BMC) i Ilnur Zakarin (Katusha) byli uznawani za najlepiej jeżdżących na czas. Czasówka w Krakowie, niezbyt długa, bo licząca 25 kilometrów, dała się wszystkim we znaki. Gdy pierwsi kolarze wyruszali na trasę   termometry wskazywały grubo ponad 30 stopni Celsjusza. W takim upale fantastycznie pojechał Marcin Białobłocki, z którym polscy kibice wiązali spore nadzieje. Nieco ponad miesiąc temu Białobłocki zdobył w Strzelinie złoty medal mistrzostw Polski właśnie w jeździe indywidualnej na czas. Ale takiego wyniku nie spodziewał się chyba nikt – Białobłocki uzyskał czas o dwie sekundy lepszy od innego faworyta Vasila Kiryienki (Team Sky) i zwyciężył na Rynku Głównym w Krakowie. Drugi był właśnie Kiryienka, trzeci Rick Flens (LottoNL – Jumbo). Dziesiąte miejsce zajął Maciej Bodnar (Tinkoff-Saxo), a trzynasty był Tomasz Marczyński (Reprezentacja Polski). Największe emocje towarzyszyły jednak przejazdom czołowych zawodników z klasyfikacji generalnej. Kiedy okazało się, że Izagirre ma lepszy czas od Zakarina i Hermansa, Hiszpan był już bardzo bliski zwycięstwa. Postraszył go mocno Bart De Clercq (Lotto Soudal), ale i jemu zabrakło dwóch sekund. Dotychczasowy lider Sergio Henao, świetny w górach, w czasówce okazał się zbyt słaby i ostatecznie zajął ósme miejsce. Izagirre cieszył się ze zwycięstwa, a przewaga, którą uzyskał nad De Clercqiem – dwie sekundy – jest najmniejszą przewagą zwycięzcy nad drugim zawodnikiem w historii Tour de Pologne. W pozostałych klasyfikacjach nie zaszły żadne zmiany. I tak Najlepszym Góralem Tauron 72. Tour de Pologne został Maciej Paterski (CCC Sprandi Polkowice), Najaktywniejszym Zawodnikiem Lotto Kamil Gradek (Reprezentacja Polski, Najlepszym Sprinterem Lang Team Marcel Kittel (Giant Alpecin), a najwyżej sklasyfikowanym Polakiem w premii Lotos Tomasz Marczyński (Reprezentacja Polski). Najlepszą drużyną została grupa Lotto Soudal. Fantastyczni kibice, którzy zebrali się na Rynku Głównym w Krakowie oklaskiwali wszystkich, ale największe owacje otrzymał oczywiście zwycięzca klasyfikacji generalnej Skandia Ion Izagirre, który otrzymał nagrodę główną 72. Tour de Pologne UCI World Tour – samochód Hyundai Tucson. Ion Izagirre: – Jestem bardzo zadowolony, zwycięstwo w wyścigu daje ogromną satysfakcję. W ostatnich latach zajmowałem drugie miejsca, w tym roku przyjechałem z nadzieją na zwycięstwo. Udało mi się, jestem na najwyższym stopniu podium i bardzo się z tego cieszę. Najcięższe były etapy w górach – w Zakopanem i Bukowinie. Chyba cięższe niż w ubiegłym roku, a na pewno przyczyniła się do tego pogoda. To jest wyścig World Tour, są tu najlepsze zespoły świata. Organizacja jest świetna, a polscy kibice fantastyczni. Marcin Białobłocki: – Było bardzo ciężko, do czego przyczyniła się temperatura. Szybka trasa mi się podobała, ale naprawdę topiłem się podczas jazdy. Do Tour de Pologne przygotowywałem się poprzez katorżnicze treningi. Kilka wyścigów pojechałem bardzo mocno, nie zważając na wynik. Trener dał mi tak w kość, że go nienawidziłem. Powiedziałem, że jeśli to nie przyniesie efektu, to koniec naszej znajomości. Ciężka praca opłaciła się. (s)
Wróć

Alert

 

Jesteś świadkiem ważnego wydarzenia?
Urzędnicza bezmyślność dobrowadza Cię do szału?
Wiesz o czymś, co może zainteresować media?

 

Napisz do "Wiadomości Zagłębia": redakcja@wiadomoscizaglebia.pl

KONKURSY

 

 

PRACA

 

 

 

 

Adres redakcji:

"Wiadomości Zagłębia"
ul. Kilińskiego 43

41-200 Sosnowiec

e-mail: redakcja@wiadomoscizaglebia.pl