Informujemy, że na tej stronie stosujemy pliki cookies (tzw. ciasteczka). Korzystając ze strony wyrażają Państwo zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Jeśli chcą Państwo zmienić tę opcję, należy zmienić ustawienia przeglądarki dotyczące przechowywania i uzyskiwania dostępu do plików cookies w Państwa komputerze. Rozumiem komunikat.

Kliknij tu aby zamknąć powiadomienie.

ARCHIWUM DZIAŁU: Kultura

Prestiżowa nagroda w rękach Zagłębianki

dodane 03.11.2014
[Region, Będzin] Zagłębianka Anna66 Andrzejewska, doktorantka katowickiej Akademii Sztuk Pięknych, znalazła się wśród laureatów konkursu International Photography Awards 2014, otrzymując nagrodę w kategorii „Moving image photographer of the year” za film pt. „Cityzens” wykonany techniką animacji poklatkowej. W tym samym konkursie uhonorowano ją wyróżnieniem za fotografię artystyczną pt. „The townspeople. The frame and Beyond”. IPA to prestiżowy konkurs o globalnym zasięgu organizowany przez Lucie Foundation. W miniony weekend w Nowym Jorku odbyła się uroczysta gala, podczas której wręczono statuetki Lucy, potocznie zwane Oskarami Fotografii.   Co to jest IPA? International Photography Awards to konkurs skierowany zarówno do profesjonalistów, jaki i do amatorów fotografii. Jego misją, obok nagradzania najlepszych fotografów na świecie i promowania fotografii, jest też odkrywanie wschodzących talentów. Fotograficy mogą zgłaszać swoje prace w kilkudziesięciu kategoriach. W tym roku na IPA nadesłano aż 30 tysięcy prac z całego świata.  Biorący udział w IPA fotografowie mogą ubiegać się o tytuł Fotografa Roku w m.in. takich kategoriach jak Reklama, Architektura, Edytorial, Fotoksiążka, Sztuka, Natura, Ludzie, Głębsza Perspektywa. Każda z kategorii dzieli się jeszcze na podkategorie. W każdej podkategorii przyznawane jest pierwsze, drugie i trzecie miejsce, a tytuł Fotografa Roku w danej grupie zdobywa autor najlepszych zdjęć ze wszystkich wyróżnionych prac. Jest też kategoria przeznaczona dla twórców wideo, w której to właśnie będzinianka Anna66 Andrzejewska, z pracą pt. „Cityzens” zajęła trzecie miejsce. Będzinianka jako jedna z finalistek konkursu otrzymała też zaproszenie na ceremonię Lucie Awards, gdzie w miniony weekend zostali wyłonieni główni laureaci konkursu oraz gdzie zostały wręczone statuetki Lucie. Niestety, Zagłębianka nie mogła skorzystać z zaproszenia, ale fakt, iż to właśnie jej praca została nagrodzona spośród 30 tysięcy innych nadesłanych z całego świata, i tak jest dla niej niesamowitym wyróżnieniem.   – Jak to w życiu bywa, o nominacji dowiedziałam się w chwili, w której myślami byłam zupełnie gdzie indziej. Akurat w życiu osobistym zmagałam się z problemami zdrowotnymi i byłam bardzo przygnębiona. Dostałam maila, pomyślałam, że źle zrozumiałam. Kiedy zalogowałam się na stronie konkursu i ujrzałam na własne oczy, że rzeczywiście zdobyłam trzecie miejsce w kategorii Moving Images za zgłoszenie pt. „Cityzens” i wyróżnienie w fotograficznym cyklu „The townspeople. The frame and beyond”, czułam się szczęśliwa – podkreśla artystka.   Nagrodzony film to część pracy doktorskiej Andrzejewskiej. Jak tłumaczy autorka, na film składają się dwa elementy ekspozycyjne: fotografia i film wykonany techniką animacji poklatkowej. – Portretowani ubierają lub rozbierają ubrania z oryginalnych pojedynczych kolekcji młodych polskich projektantów mody: Małgorzaty Wasik, Lidii Sajdak, Natalii Jezierskiej i Pawła Pyzika. Muzykę do video-artu skomponował Szymon Szewczyk, montaż wykonała Ena Kielska. Fotografia pełni tutaj rolę upamiętniającą, czy też można powiedzieć, zamykającą portretowaną osobę w ramie. Film pozwala przenieść się do osobistego świata portretowanego, wręcz wkraść się w jego intymność, poznać jego prawdziwie oblicze – opowiada o nagrodzonym filmie Anna66 Andrzejewska. – Rozbieranie się i ubieranie jest momentem przemiany. Na osobowość biologiczno-psychologiczną nakładamy tożsamość społeczną w postaci uniformu. Ubieranie staje się tożsame z nakładaniem maski. Sama jednak czynność, ten gest, ta chwila, kiedy on lub ona zawieszeni są pomiędzy sobą ubranym a rozebranym, to jest tak naprawdę prawdziwa osoba, prawdziwe „ja” – interpretuje swoje dzieło autorka. – Maska natomiast ujęta jest tu w dwójnasób: materialnie i metaforycznie. Wsłuchując się w powstały podczas sesji obraz, można powiedzieć, że maska jest nieodzowną częścią wizerunku człowieka. Model ubrany lub rozebrany to człowiek wciąż posiadający tożsamość biologiczną, kulturową lub społeczną. Dodatkowo człowiek zawieszony pomiędzy tymi dwoma stanami będzie posiadał tożsamość nadaną mu przez osobę trzecią, domniemanego widza – wyjaśnia fotografka. Andrzejewska od zawsze była związana ze sztuką. Inspirowana była poprzez swoją mamę, pasjonującą się akwarelą i  zabierającą córkę na wernisaże swoich znajomych artystów.  – Fotografia była obecna w moim domu i rodzinie, ponieważ wujek dużo fotografował i sam wywoływał. To były lata 70. więc obcowanie z fotografią było bardzo intymne i takie rodzinne. Stąd uwielbiam zapach fotografii, kojarzy mi się z domem rodzinnym i bezpieczeństwem – opowiada Anna66 Andrzejewska. Artystka fotografuje od dekady. Początkowo głównie swoje otoczenie, w szczególności najbliższych. – Moim ówczesnym aparatem była półautomatyczna lustrzanka małoobrazkowa Canon Eos 300v z przecudnym obiektywem 1.2. Uczyłam się sama, metodą prób i błędów. Czytałam literaturę fachową, szczególnie pozycje książkowe z lat 60-70. Szybko nauczyłam się obcować ze światłem. Od początku ciekawił mnie człowiek, interesowało mnie ciało ludzkie i tak zostało do dzisiaj. Bardzo dużo ćwiczyłam. Któregoś dnia przechodziłam ulicą Warszawską w Katowicach, gdzie wówczas była siedziba Związku Polskich Artystów Fotografików i pomyślałam, że kiedyś będę tutaj należeć. Dopiero po egzaminach do ZPAF przypomniałam sobie o tym, o czym wówczas zamarzyłam – wspomina fotografka.   Andrzejewska jest zdania, że aparat to tylko narzędzie w ręku człowieka. Docenia dorobek Vermeera, który jest dla niej niekwestionowanym mistrzem pod względem technicznego podejścia do fotografii. Aczkolwiek w procesie wykonywania zdjęć najważniejsze jest dla niej wykorzystywanie ich do przeżywania bliskich jej idei. Tak jak robili to Zofia Rydet, Natalia LL oraz Waldemar Jama. – To fotografujący nadaje kształt temu, co znajdzie się na obrazie. Oczywiście wzrusza mnie fotografia społeczna i reporterska. Jednak, o dziwo, bardziej interesuje mnie osoba fotografującego, dlaczego wybrał taki wycinek rzeczywistości a nie inny, takich ludzi a nie innych, opowiedział historię, ponieważ wywołała w nim jakieś emocje, czy też ze względu na łatwość sfotografowania jakiegoś wątku – wyjaśnia Andrzejewska.   Artystka zajmuje się fotografią kreacyjną. W tej dziedzinie jej autorytetami są OliveroToscani oraz Erwin Olaf. – Fotograficy kreacyjni posługują się fotografią w celu skomentowania czy zdemaskowania zachowań społecznych, które wydają się im ważne i godne komentarza, jednak sposób podania jest jak najbardziej bliski estetyce komercyjnej. Fotografia to przede wszystkim ludzie, których się fotografuje. To szacunek do uczuć i decyzji drugiej strony, która pozwala się sfotografować – przybliża obszar swoich zainteresowań artystka.   W konkursie IPA fotografka została natomiast wyróżniona za pracę, która koncentrowała się wokół tworzenia animacji poklatkowej. Na swoim koncie posiada więcej tego typu realizacji m.in. „Balladę o morderstwie”, „Close”, „Home” oraz „NeverEnding Poland”,  wszystkie w reżyserii EnyKielskiej, z którą Andrzejewska współpracuję od początku swojej drogi fotograficznej. Nagrodzony film dostępny pod linkiem http://vimeo.com/89097818.     Maja Żukowska    

Kolberg 2014 w Zagłębiu Dąbrowskim

dodane 03.11.2014
[Region, Będzin] W Muzeum Zagłębia w Będzinie podsumowano projekt dokumentacyjno-badawczy „Tropem Kolberga – etnograficzne badania terenowe Zagłębia Dąbrowskiego”, mający na celu ochronę oraz popularyzację dziedzictwa kulturowego naszego regionu. Teren ten bogaty kulturowo, w którym ścierają się elementy z obszarów Małopolski i Górnego Śląska, jest badawczo w niewielkim stopniu spenetrowany, stąd też potrzeba pochylenia się nad obecną kondycją tradycyjnych zwyczajów i obrzędów, a także udokumentowania tradycyjnego budownictwa. Projekt realizowany był w ramach Promesy – Kolberg 2014 przez Regionalny Ośrodek Kultury w Katowicach oraz będzińskie muzeum. W trakcie spotkania zaprezentowano wystawę 30 fotografii autorstwa Roberta Garstki i Bartosza Gawlika. Fotografie przedstawiają zwyczaje i tradycje doroczne oraz rodzinne mieszkańców Zagłębia Dąbrowskiego praktykowane współcześnie oraz tradycyjne budownictwo obecne na terenach pogranicza małopolsko-ląskiego. Prezentowane fotografie są jedynie wyborem dokonanym spośród kilkuset wykonanych zdjęć i kilkudziesięciu zamieszczonych na płycie CD podsumowującej zadanie. Goście mogli zapoznać się z towarzyszącą projektowi stroną internetową (http://tropemkolberga.pl/), wysłuchać podsumowania badań prowadzonych w ramach zadania, które koordynowała etnograf Dobrawa Skonieczna-Gawlik, a także wziąć udział w dyskusji.   Projekt „Tropem Kolberga – terenowe badania Zagłębia Dąbrowskiego” był projektem wielowątkowym. Pierwszym działaniem był tzw. etap szkolny, czyli krótkie badania etnograficzne pięciu wybranych zwyczajów dorocznych oraz rodzinnych prowadzone przez współpracujące szkoły, ośrodki kultury oraz stowarzyszenia w dziesięciu miejscowościach Zagłębia Dąbrowskiego. Do współpracy zaproszono: Zespół Szkolno-Przedszkolny w Wojkowicach Kościelnych, Gimnazjum im. Marszałka J. Piłsudskiego w Psarach, Ośrodek Kultury w Koziegłowach, Szkołę Podstawową w Toporowicach, Publiczne Gimnazjum im. Marszałka J. Piłsudskiego w Siemoni, Szkołę Podstawową nr 23 w Dąbrowie Górniczej, Fundację „Stara Szkoła” z Ryczowa-Kolonii, Gminny Ośrodek Kultury w Niegowej, Zespół Szkolno-Przedszkolny w Żelisławicach oraz Zespół Szkół nr 2 w Niegowonicach. Młodzież z tych miejscowości przeprowadziła 79 wywiadów kwestionariuszowych z 83 informatorami. Spośród wszystkich prac wybrano dwie grupy: z Siemoni i Koziegłów, które w ramach nagrody przyjechały do będzińskiego muzeum na warsztaty poruszające tematykę zagłębiowskich tradycji, budownictwa i stroju. Jury, w skład którego wchodziła dyrekcja i pracownicy Muzeum Zagłębia, Regionalnego Ośrodka Kultury oraz etnograf, przyznała także nagrodę indywidualną uczniowi z Ryczowa-Kolonii Kamilowi Królikowskiemu.   Drugim zadaniem projektu było przeprowadzenie kwestionariuszowych badań terenowych. Badania te, prowadzone według rozbudowanego kwestionariusza badawczego dotyczącego zwyczajów i obrzędów dorocznych oraz rodzinnych, dobyły się w czerwcu i lipcu br. w 24 wsiach i miejscowościach leżących na terenie zagłębiowskich gmin i parafii: Żelisławice, Koziegłowy, Niegowa, Niegowonice, Tucznawa, Targoszyce/Toporowice, Siemonia, Bobrowniki, Psary i Ogrodzieniec. Etnografowie zebrali 100 wywiadów z 103 informatorami, niejednokrotnie uzyskując ciekawe informacje pozwalające zaplanować i wykonać dokumentację fotograficzną lub filmową uroczystości kościelnej bądź rodzinnej. W ramach prowadzonych badań pozyskano także fotografie z albumów rodzinnych, dokumentujące życie mieszkańców poszczególnych miejscowości. Wśród informatorów, którzy wyrazili ochotę na przyjęcie etnografów i poświęcenie im kilku godzin na rozmowę, największą grupę stanowiły osoby urodzone w latach 1931 – 1940 (43 osoby). Najstarszy informator miał 98 lat, a najmłodsza osoba urodziła się w 1961 roku.   Trzecim etapem projektu przyczyniającym się do dokumentacji obrzędów i zwyczajów mieszkańców pogranicza małopolsko-śląskiego było wykonanie cyklu fotografii uroczystości kościelnych, zachowań ludycznych oraz obrzędów rodzinnych. Zdjęcia wykonano w 28 miejscowościach leżących na terenie Zagłębia Dąbrowskiego m.in.w Dąbiu, Niegowonicach, Mzurowie, Tucznawie, Psarach, Leśniakach, Koziegłówkach oraz Sączowie.   W ramach ministerialnej Promesy – Kolberg 2014 wykonano również fotografię tradycyjnego budownictwa w 10 zagłębiowskich miejscowościach i dzielnicach: Czeladzi, Górze Siewierskiej, Kolonii Cieśle, Pińczycach, Postaszowicach, Sławkowie, Strzemieszycach, Trzebiniowie, Wierzbicy oraz Winownie. Utrwalono wiele zabudowań o konstrukcji drewnianej, kamiennej, ceglanej lub mieszanej oraz założono karty ze zdjęciem budynku, krótkim opisem i stanem zachowania.   Zgodnie z założeniami projektu wykonano również dokumentację filmową trzech zwyczajów związanych z rokiem obrzędowym: „Misiów” z gminy Niegowa, „Turków” z Koziegłówek i Winowna oraz procesji w dniu Wniebowzięcia NMP w Niegowonicach.   Obecnie dobiega końca ostatnie zadanie realizowane w ramach „Tropu Kolberga...” mianowicie wykłady i prezentacje w szkołach, ośrodkach kultury i stowarzyszeniach omawiające realizację projektu, wyniki pozyskane podczas badań oraz fotografie wykonane w trakcie etnograficznych wypraw w teren.   Regionalny Ośrodek Kultury w Katowicach – wnioskodawca i główny realizator zadania – już przygotowuje się do kontynuacji projektu, mającego na celu dalsze dokumentowanie bogatych tradycji mieszkańców Zagłębia Dąbrowskiego.   (s) foto: Bartosz Gawlik, Robert Garstka

Miasto artystycznym poligonem

dodane 31.10.2014
[Jaworzno] To będzie już ostatni etap drugiej edycji festiwalu sztuki współczesnej Arat Tranzyt, odbywającego się w Jaworznie. W programie imprezy, nad którą honorowy patronat objął prezydent miasta Paweł Silbert, znalazły się m.in. wystawy, spotkania oraz koncert Leszka Możdżera. Na kolejne wydarzenia, które potrwają do połowy listopada, jaworznicki Teatr Sztuk zaprasza w poniedziałek 3 listopada. Druga edycja festiwalu, ktora rozpoczęła się 3 września, opiera się w znacznej mierze na działaniach wspólnotowych, integrujących zarówno artystów i tzw. Nie-artystów. –  Poprzez prezentację współczesnych praktyk w sztuce, Art Tranzyt zapozna mieszkańców Jaworzna ze sposobami funkcjonowania performance i akcji artystycznych. Zaproszeni artyści będą prezentować działania i artefakty będące komentarzem do przemian społecznych, obyczajowych i politycznych. Nie zabraknie również twórców eksplorujących zagadnienia teoretyczne i filozoficzne. Laboratoryjny charakter działań umożliwia ukazanie szerokiego spektrum postaw twórczych oraz różnorodnych kontekstów i doświadczeń historycznych – informuje Anna Galas z Działu promocji Teatru Sztuk w Jaworznie.   W drugiej edycji festiwalu działania akcyjne poszerzone zostały o garaffit knitting. –  Na całym świecie od kilku lat tradycyjne „dzierganie” przeżywa swoisty renesans. Robótki ręczne nie tylko stały się popularną formą spędzania wolnego czasu, ale za sprawą artystów przebojowo weszły na salony sztuki. Organizowane w znaczących galeriach i muzeach wystawy artystów posługujących się drutami, szydełkiem i igłą dowodzą, że za pomocą tradycyjnego rzemiosła można stworzyć interesujące dzieła sztuki współczesnej. Dzieła, które nie tylko dostarczają przeżyć estetycznych, ale również dotykają najistotniejszych problemów współczesnego świata. Pro-społeczne czy pro-ekologiczne projekty realizowane w Wielkiej Brytanii, Niemczech, USA wykorzystujące techniki ręcznego rzemiosła cieszą się wielką popularnością – uzasadniają organizatorzy z jaworznickiego Teatr Sztuk.   I tak od 3 do 15 listopada w galerii Sektor 1, Laboratorium artystyczne „Jaworzno” będzie prezentować projekt  „Geosfera i teren byłego obozu pracy przymusowej w Jaworznie”. Kuratorem projektu jest Leon Tarasewicz, udział w nim biorą  studenci ASP Warszawa. W dniach 6,7,13 i 14 listopada  o godzinie 16.00 w galerii Sektor 1 odbędzie się cykl wykładów „Obóz dwóch totalitaryzmów”, który poprowadzi Maria Leś-Runicka. Natomiast 9 listopad o godzinie 19.00 w Hali MCKiS, ul. Grunwaldzka 80 odbędzie się koncert „Leszek Możdżer solo”.   Więcej informacji o festiwalu Art Tranzyt można znaleźć w siedzibie CK Teatr Sztuk w Jaworznie (ul. Mickiewicza 2) i Galerii Sektor I (ul. Mickiewicza 21) oraz na stronach:www.teatrsztukwjaworznie.pl i www.galeriasektor1.pl.   (s)

Wytańczyć poezję

dodane 30.10.2014
[Region, Dąbrowa Górnicza] Jezioro łabędzie – balet z muzyką Piotra Czajkowskiego oraz choreografią Mariusa Petipa i Lwa Iwanowa – jest bez wątpienia jednym z najsłynniejszych spektakli baletowych świata. Od dnia premiery, która miała miejsce 4 marca 1877 roku w moskiewskim Teatrze Bolszoj, przedstawienie wystawiane jest niezmiennie na całym świecie. 28 października spektakl zawitał do Pałacu Kultury Zagłębia w Dąbrowie Górniczej i to nie w byle jakiej aranżacji, bo do zagłębiowskiego miasta przyjechała najsłynniejsza światowa grupa baletowa, St. Petersburg Ballet. Sama fabuła baletu jest z pewnością znana, choćby dlatego że wielokrotnie była przerabiana i adaptowana na potrzeby filmu i telewizji (vide nawet bajka dla dzieci z Barbie w roli głównej). Mamy więc odwieczną walkę dobra ze złem, namiętność, zdradę i potęgę prawdziwej miłości. Oto książę Zygfryd zakochuje się w zamienionej w łabędzia Odettcie (białym łabędziu), przysięga jej wieczną miłość, by ta mogła powrócić do ludzkiej postaci. Następnego dnia jednakże, na balu zorganizowanym przez matkę księcia, pojawia się czarnoksiężnik Rothbar z córką Odylią (czarnym łabędziem), łudząco podobną do Odetty. Oszukany Zygfryd obiecuje jej miłość, czym skazuje prawdziwą ukochaną na wieczność w postaci łabędzia. Gdy książę orientuje się w pomyłce, jest już za późno.   Zakończeń spektaklu jest wiele, rosyjski balet zaproponował happy end – czarnoksiężnik zostaje pokonany przez dwórki Odetty, a miłość dziewczyny i Zygfryda triumfuje.   St. Petersburg Ballet powstał w roku 1994 z inicjatywy Konstantina Tachkina i od tego czasu ze swoimi przedstawieniami jeździ po całym świecie. Niestety, do Polski zawitał bez orkiestry pod batutą Aleksandra Kantorova – zapewne towarzyszenie żywej orkiestry wzmocniłoby jeszcze oddziaływanie spektaklu. Podobnie scenografia, piękna, ale trudno było nie oprzeć się wrażeniu, że zrobiona z większym rozmachem prezentowałaby się jeszcze ciekawiej. Dąbrowska scena wydawała się bowiem za mała – tancerze nie mogli też przez to do końca pokazać swych zdumiewających i budzących podziw umiejętności, zwłaszcza w scenach zbiorowych.   Taniec jednak zachwycał, tym bardziej że do Polski przyjechała absolutna czołówka tancerzy rosyjskiego baletu. W roli Odetty zatańczyła Irina Kolesnikova, księcia Zygfryda zagrał zaś Dmitry Akulinin. Ich popisy budziły wielki aplauz publiczności. Kolesnikova sprawiała wrażenie płynącej w powietrzu, jakby taniec nie sprawiał jej żadnego wysiłku, jakby był czymś naturalnym niczym oddychanie. Oboje udowadniali także, że ludzkie ciało jest w stanie przybrać mniej lub bardziej zaskakujące figury… Lekkość, zwinność, synchronizacja ruchów i gestów, ogromne zaufanie do partnera – to cechy najlepiej opisujące ich taniec. Do tego malujące się na twarzy emocje.   Kolesnikova tańczy zresztą w jeszcze dwóch najważniejszych światowych baletach – Dziadku do orzechów i Giselle. Jest także laureatką wielu prestiżowych nagród i w tej chwili chyba jedną z najbardziej utalentowanych primbalerin na świecie. Podobnie zdumiewający jest Akulinin. Dopiero skończył trzydzieści lat, a już od dziesięciu jest pierwszym solistą petersburskiego baletu. Widzowie mieli zatem możliwość zobaczyć creme della creme St. Petersburg Ballet. Warto dodać, że to nie jedyna okazja. Grupa przyjechała do Polski w prawdziwą trasę koncertową – Jezioro łabędzie i Śpiącą królewnę będzie można zobaczyć jeszcze w takich miastach jak m.in. Rzeszów, Wrocław, Włocławek, Gdynia, Łódź, Krosno czy Otrębusy koło Warszawy.   Mówi się, że muzyka jest jedynym językiem uniwersalnym, rozumianym na całym świecie. Balet Jezioro łabędzie jest tej tezy najlepszym dowodem. Historia opowiedziana została przepiękną muzyką i znakomitym tańcem. I tylko to wystarczyło, żeby widzowie wyszli z Pałacu Kultury Zagłębia wzruszeni i poruszeni pięknem nie tylko miłosnej opowieści, ale i pięknem ruchów, gestów i mimiki. A przecież w dzisiejszym świecie tak łatwo zapomnieć o wadze tego typu komunikacji. Magdalena Boczkowska

Japońska sztuka na wystawie „Manggha”

dodane 28.10.2014
[Dąbrowa Górnicza] Furoshiki, czyli japońskie chusty służące do tradycyjnego pakowania prezentów i przenoszenia przedmiotów, utensylia do japońskiej ceremonii herbacianej oraz akcesoria kobiece, jak np. wachlarze będą prezentowane na wystawie „Manggha”, która w poniedziałek 3 listopada zostanie otwarta w dąbrowskiej w Bibliotece Głównej przy ul. T. Kościuszki 25 o godz. 17.00. Wystawa została udostępniona przez Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej w Krakowie. Poza japońskimi utensyliami częścią ekspozycji będzie grafika cyfrowa Kuby Woynarowskiego, poświęcona jednemu z najsłynniejszych polskich kolekcjonerów sztuki japońskiej – Feliksowi „Manggha” Jasieńskiemu. Zbiór 40 wielkoformatowych ilustracji wzbogacony jest o fragmenty pisanych ostrym piórem tekstów głównego bohatera. Na wystawie będzie można zobaczyć także fotografie Ze'eva Aleksandrowicza. Ekspozycja „Nasz człowiek w Japonii” to zdjęcia dokumentujące podróż Aleksandrowicza do Japonii w 1934 r. Jest to interesujący zapis zderzenia Zachodu ze Wschodem, spotkania odmiennych kultur i innych ludzi. Ów zapis nieistniejącego już dzisiaj świata to o wiele więcej, niż tylko bardzo dobre zdjęcia europejskiego turysty, który odbył podróż po Japonii. Dopełnieniem wystawy są plakaty z działalności Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha w Krakowie. Ekspozycję będzie można oglądać do 30 listopada w Galerii Klubowej i holu Biblioteki Głównej. Wstęp wolny. Wystawa organizowana jest w ramach trzeciej edycji festiwalu kultury ZagłębieWood. Przedsięwzięcie realizowane jest przez Miejską Bibliotekę Publiczną w Dąbrowie Górniczej, Pałac Kultury Zagłębia i Muzeum Miejskie „Sztygarka” przy wsparciu finansowym Urzędu Miejskiego w Dąbrowie Górniczej. (s)  

„Polskie szkło współczesne” w nowoczesnej oprawie

dodane 21.10.2014
[Sosnowiec] W czwartek 23 października o godz. 15.00 Muzeum w Sosnowcu otwiera wystawę „Polskie szkło współczesne”. Nowoczesne wyeksponowanie przepięknego zbioru stało się możliwe dzięki dwuetapowej dotacji Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego w wysokości 100 tys. zł w roku 2013 i 50 tys. zł w 2014. W wyniku drugiego etapu wystawa została wzbogacona o dużą gablotę do prezentacji szkła ołowiowego, popularnego kryształu oraz podest ekspozycyjny do pokazania szkła unikatowego, czyli rzeźb i kompozycji. – Kwotę stu tysięcy złotych przyznano nam na pierwszy etap modernizacji „Polskiego szkła współczesnego”, po 25 latach eksponowania unikatowych powojennych, a także starych, zabytkowych eksponatów – powiedział „WZ” dyrektor, Zbigniew Studencki. – Przeznaczyliśmy ją na kupno i montaż ośmiu nowoczesnych gablot, zaprojektowanych specjalnie dla pałacu Schoena przez pracownię Agnieszki Sowy-Szenk z Wrocławia – dodał. Sosnowieckie Muzeum projekt sprzętu ekspozycyjnego i nowej aranżacji wystawy uzyskało już w 2010 r. w wyniku ogólnopolskiego konkursu. Montaż gablot poprzedziły gruntowne prace modernizacyjne oświetlenia i malowanie sali. O uroczystym otwarciu pierwszego etapu pisaliśmy w listopadzie ub. roku. Kryształy, chętnie kupowane od lat 60. do 80. XX. wieku, były częstym elementem wyposażenia mieszkań. Mają zwolenników oraz tyleż samo przeciwników, uważających je za przejaw mieszczaństwa, głównie przez bogato szlifowane dekoracje, czasem ocierające się o kicz. – Eksponaty z sosnowieckiej kolekcji przeczą tej opinii – mówi „WZ” Ewa Chmielewska, kurator obecnej wystawy. – Są zdobione w sposób oszczędny i nowoczesny, mogą być ozdobą współczesnych, nawet awangardowych wnętrz, zarówno białe jak kolorowe. Nowatorskie jest zwłaszcza zastosowanie barwnych partii, powodujących dodatkowe efekty świetlne oraz wizualne i warto pamiętać, że dekorowane ręcznie kryształy są ostoją dawnego rękodzieła – dodaje kurator. Znajdują się w tej grupie prace najwybitniejszych designerów: Janusza Robaszewskiego, Stefani Rybus-Kujawy, Agnieszki Leśniak, Aleksandra i Reginy Puchałów, małżeństwa Unoldów oraz seniorki rodzimego wzornictwa Wandy Zawidzkiej-Manteuffel. – Naszym regionalnym wkładem w narodowe wzornictwo są oryginalne prace Józefa Podlaskiego, Marii Słaboń i Zofii Szmydt-Ścisłowicz wykonane w Hucie Szkła w Zawierciu, ostatniej działającej w Zagłębiu Dąbrowskim, bo nasz region znany był z tradycji szklarskich – wyjaśnia Ewa Chmielewska. Poza wzorami użytkowymi, będącymi podstawą kolekcji, wystawa w pałacu Schoena przedstawia dzieła unikatowe. To obiekty wykonane tradycyjną techniką dmuchania oraz klejenia oszlifowanych fragmentów szkła, a także spiekania w piecach ceramicznych. Można podziwiać rzeźby znakomitych artystów: Henryka Albina Tomaszewskiego, przedstawicieli środowiska wrocławskiego, np. Małgorzaty Dajewskiej, Kazimierza Pawlaka, Wojciecha Olecha, Jerzego Chodurskiego, Wojciecha Peszki i małżeństwa Sobotów, a także Jerzego Maraja, Barbary Urbańskiej-Miszczyk, Tasiosa Kiriazopoulosa, Jerzego Beceli, Stefana Sadowskiego i innych. Twórców zagłębiowskich reprezentują równie znani projektanci: małżeństwo Jan i Eryka Drost związani HSG „Ząbkowice”, Bogdan Kupczyk, Ludwik Fiedorowicz i Ryszard Serwicki. Dwuletnia modernizacja pozwoliła na całkowitą wymianę archaicznego sprzętu wystawienniczego na nowoczesny, spełniający normy konserwatorskie i pozwalający na wydobycie z prezentowanych eksponatów wszystkich walorów plastycznych i technologicznych. W godnej ich wartości i piękna oprawie można podziwiać dzieła ze szkła dmuchanego i prasowanego, sodowego i kryształowego, a zwłaszcza część wystawy poświęconą szkłu historycznemu, sprzed 1939 roku.   Przed wernisażem zostanie podpisana umowa o współpracy sosnowieckiego pałacu Schoena z Muzeum Okręgowym w Tarnowie. Czwartkową uroczystość uświetni koncert uczniów Zespołu Szkół Muzycznych im. J. Kiepury. TERESA STOKŁOSA    

Anna Seniuk na deskach PKZ

dodane 21.10.2014
[Dąbrowa Górnicza]   W niedzielę, 26 października, o godz. 19.00 w sali teatralnej Pałacu Kultury Zagłębia będzie można podziwiać wyjątkowy duet, wystąpią Anna Seniuk i Grzegorz Małecki. W czym tkwi wyjątkowość owej pary? Zarówno na scenie, jak i w życiu prywatnym grają oni te same role: matki i syna.   – Przedstawienie „Obietnica poranka” to przyjemność podwójna. Jedna wynika ze śledzenia powikłanych losów bohaterów, druga z oglądania mistrzowskiej gry znakomitych i lubianych aktorów – przekonuje Krzysztof Korzeniecki z PKZ-u. Scenariusz spektaklu powstał na podstawie książki Romaina Gary'ego, uznanej za jedną z najbardziej wzruszających książek poświęconych matce, jakie kiedykolwiek zostały napisane. – To subtelna opowieść o kobiecie wielkiego serca i niezwykłych przymiotów charakteru, chociaż niepozbawionej wad i śmiesznostek, zdecydowanej zrobić wszystko, aby osiągnąć cel jaki sobie postawiła w życiu – przybliża historię Korzeniecki. Dla mężczyzny matka była wszystkim co miał, jego największym skarbem, ale też i przekleństwem. Przez całe swoje życie będzie się starał sprostać jej marzeniom, zrealizować plany jakie przed nim nakreśliła, zdążyć przed jej śmiercią, aby zobaczyła, że życie, które mu poświęciła nie poszło na marne. Spektakl, w reżyserii Macieja Wojtyszko, został przygotowany w związku z jubileuszem 45-lecia pracy artystycznej Anny Seniuk. O scenografię zadbała Urszula Bartos. Bilety do nabycia w cenie 70 zł i 60 zł. (maj)

Nowy impuls dla teatru...

dodane 17.10.2014
[Region, Będzin]     Z Gabrielem Gietzky'm, nowym dyrektorem Teatru Dzieci Zagłębia im. Jana Dormana, rozmawia Maja Żukowska Każda zmiana okupiona jest obawą. Tym razem nie było inaczej. Kiedy mieszkańcy Zagłębia dowiedzieli się, że dyrektor Wiktorowicz odchodzi i zastąpi go, dotąd im nieznany, młody aktor i reżyser, pojawiało się podstawowe pytanie: Kim jest Gabriel Gietzky? Jakie zmiany wprowadzi? Nie wiedziałem, że jestem taki straszny i że mieszkańcy boją się mnie... (śmiech). Rozumiem, że widok z okna teatru może skłaniać do tego typu skojarzeń (cmentarz vis a vis teatru: dop. red.). Muszę niestety rozczarować będzinian, że strasznie raczej nie będzie, chociaż nigdy nic nie wiadomo... Mam wrażenie, że jestem do szpiku kości człowiekiem teatru. Żyję w nim od mniej więcej dwudziestu pięciu lat i wrosłem weń, stał się moją drugą skórą. A jeśli chodzi o zmiany, wydaje mi się, że jeśli nie są trzęsieniem ziemi, to zazwyczaj robią dobrze w teatrze. Pojawia się dzięki nim swego rodzaju nowy oddech, który biorą instytucje kultury - haust rześkiego powietrza. I oby nam tej świeżości starczyło na jak najdłużej. Ostatnio rozmawiałem z długoletnim dyrektorem teatru, który przyznał, że najwięcej energii kosztuje go, żeby dawać samemu sobie impulsy, aby inspirować swoich pracowników, „ukreatywniać” ich - że pozwolę sobie na taki „słowotwór”. Mam nadzieję, że wystarczy mi energii, pomysłów i otwartości na kilka lat, a będziński teatr dzięki temu będzie ważną placówką w mieście, regionie i w kraju. Sądzę, że dlatego właśnie wygrałem konkurs. Komisja uznała, że jestem człowiekiem, który może dać nowy impuls temu właśnie teatrowi. Ten impuls przynosi już rezultaty? Zaczęliśmy malowanie foyer, które wymagało odnowienia. Udało się to dzięki naszemu dobroczyńcy, firmie Platforma, która nas „przytuliła” i podarowała farbę. Ponadto szukamy darczyńcy, który wsparłby zakup wykładziny, także na foyer, gdyż jest ona w stanie krytyczno - agonalnym. Zaczęliśmy dzięki wsparciu miasta drukować nasze miesięczne repertuary, które nie były drukowane do tej pory, po to, aby mieszkańcy miasta na bieżąco wiedzieli, co i kiedy dzieje się w naszym teatrze. Jak na kilka tygodni może to niewiele, ale zawsze coś. Ponadto na razie chcę porozglądać się i przyjrzeć szczegółowo sytuacji, w jakiej teatr się znajduje. Chciałbym, aby decyzje które planuję, a które będę w przyszłości podejmował, nikogo nie skrzywdziły, nie wywróciły do góry nogami niczego, co funkcjonuje świetnie, ale równocześnie zamierzam uzyskać ten podstawowy cel, jakim jest pchnięcie teatru w nowym kierunku. Oczywiście już planujemy przyszły rok. W dotychczasowej działalności repertuarowej nic się nie zmienia, gramy prawie każdego dnia od poniedziałku do soboty. Ponieważ jedyna premiera zaplanowana na ten rok odbyła się w czerwcu, plan ten został już zrealizowany. W tej chwili natomiast zaczynamy planowanie dotyczące premier przyszłych. Właściwie zastanawiam się, czy zdradzać te nasze zamiary... ale może uchylę rąbka tajemnicy. Napisaliśmy już dwa projekty, na których dofinansowanie z Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego liczymy. Jeden dotyczy spuścizny artystycznej Jana Dormana i Tadeusza Kantora, której porównawczym przypomnieniem chcielibyśmy się zająć, jako że obaj twórcy mają wspólne korzenie w krakowskim środowisku teatru „Cricot”, a niewątpliwie najważniejszą postacią TDZ jest nasz patron. Zobaczymy, jak nowa minister przychyli się do tego pomysłu. Drugi projekt jest projektem edukacyjnym i tutaj będziemy przeprofilowywać część naszej działalności, a właściwie otwierać nowy rozdział w naszej pracy. Planujemy projekt społeczny, do którego szukamy w tej chwili partnerów, rozmawiamy i zajmujemy się konceptualizacją oraz logistyką. Nazywa się to na razie roboczo „Wykluczeni z dzieciństwa” albo „Lęki współczesności w świecie dziecka”. Projekt ten będzie skierowany wprost do dzieciaków i młodzieży, do przedszkoli, szkół podstawowych, gimnazjów i liceów. Chcemy w nim poprzez teatr uczyć rozmawiania o różnych problemach, bo zdajemy sobie sprawę z tego, że o ile dorosłym bardzo ciężko jest we własnym gronie rozmawiać o trudnych sprawach, to tym bardziej jest to nieosiągalne dla dzieci, czy młodych ludzi, przede wszystkim dlatego, że nie posiadają narzędzi. My chcielibyśmy im te narzędzia dać, czy raczej podpowiedzieć. Teatr jest w tym wypadku wspaniałym medium, bo z jednej strony możemy propagować ideę samego teatru, a przy tym dawać narzędzia, uświadamiać, że młodszy, czy młody człowiek nie jest pozbawiony możliwości wyratowania się z sytuacji opresyjnej. Planujemy wstępnie roczny projekt i chcemy go kontynuować w następnych latach. Polegałby on na tym, aby za pomocą małych form teatralnych inicjować, czy inspirować rozmowy z dziećmi i z młodzieżą o alkoholizmie, narkomanii, wykluczeniach religijnych, rasowych, czy przemocy. Mamy wstępną deklarację Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej oraz Wojewódzkiego Ośrodka Metodycznego o współpracy merytorycznej; chcemy zaangażować psychologów, policję, pedagogów do tego, żeby pomogli nam uświadamiać młodym ludziom, że nie są osamotnieni i że mają możliwości znalezienia dla siebie rozwiązania w zetknięciu z jakimś problemem. Moim zamiarem jest, aby cały projekt zakończył się mini festiwalem. Chciałbym, aby nasz teatr był bardziej wyprofilowany właśnie na tego typu działalność. Piszemy projekty, szukamy dofinansowania… Jestem pełen optymizmu. Z różnych wstępnych rozmów wynika, że jest zapotrzebowanie na taką właśnie rolę i funkcję teatru. W związku z tym już 22 października zapraszam na wstępne spotkanie w teatrze, na którym będziemy omawiać także ten temat. Jak już mówiłem - ruszamy z kopyta. Próbujemy odświeżyć wszystko organizacyjnie, merytorycznie, ale i też artystycznie. Czyli zaczyna Pan od zmiany wizerunku teatru? To także. Właśnie jestem po rozmowie z Rektorem Akademii Sztuk Pięknych w Katowicach, panem Grzegorzem Hańderkiem. I mam wstępny, bardzo serdeczny i otwarty akces pana rektora. Wspólnie z panem Dawidem Korzekwą z katedry projektowania graficznego wesprą graficznie naszą stronę internetową, odnowią druki, pomogą przy plakatach, programach i całej plastycznej oprawie teatru. Będziemy zatem odświeżać też nasz wizerunek medialny. Rola dyrektora jest Pana debiutem. Aczkolwiek wiadomo, że na swojej drodze zawodowej spotykał Pan wielu dyrektorów. Kto jest Pana wzorem w tej dziedzinie? Osobą, z którą czułem się energetycznie najbardziej związany, choć nie mogę nazwać tego więzią duchową, ponieważ łączyła nas relacja niezwykle służbowa, była pani Krystyna Meissner. Zrobiłem we Wrocławskim Teatrze Współczesnym za jej dyrekcji kilka realizacji i wydaje mi się, że styl prowadzenia przez nią tego teatru był niezwykły, oczywiście w sensie pozytywnym. Wydaje mi się, że udawało jej się godzić umiejętności menedżerskie z wyrafinowaniem artystycznym, potrafiła połączyć sceniczne peregrynacje, które cechowała pewna odwaga w eksperymentowaniu – a to, jak wiadomo czasami po prostu może się nie powieść - z pewną klasycznością repertuarową, ze świadomością tradycji, z której wyrasta teatr. Jest też oczywiście kilka innych nazwisk dyrektorskich, do których odwołuję się wewnętrznie w trakcie podejmowania decyzji i planowania. Ponadto jednak wierzę w ducha Jana Dormana, który - mam nadzieję - czuwa nad swoim teatrem i zarazem nad nami, oraz - w nurcie społecznym - liczę, że z zaświatów wspierał mnie będzie Zygmunt Hübner. Czy oprócz społecznych projektów i kontynuacji tego, co dobrze funkcjonuje w teatrze, przewiduje Pan jakieś nowości na deskach będzińskiego teatru? Jestem już po wstępnej, ale dość wiążącej rozmowie z Witoldem Jurewiczem, wspaniałym człowiekiem i artystą wykładającym na Akademii Muzycznej w Łodzi. Jest jednym z najbardziej znanych i renomowanych ruchowców, współpracuje z wieloma teatrami z całej Polski. Zaprosiłem go do zrobienia „Kopciuszka” i zgodził się. Chciałbym, aby Witold tę tradycyjną i znaną historię ubrał w jakąś intertekstualną formę ruchową. Jestem pewien, że z jego energią i wyobraźnią to się powiedzie. Znam jego prace sceniczne, zawsze mnie zachwycały i inspirowały. Ponadto Witold fantastycznie wręcz współpracuje z zespołami aktorskimi. Ma niezwykłą energię, którą wprowadza do teatru, przy czym jest piekielnie pracowity, w związku z tym - w pozytywnym sensie - potwornie goni aktorów do pracy. Jak zazwyczaj się potem okazuje - aktorzy są zachwyceni, kiedy on ich „przeczołga” po scenie z lewej kulisy w prawą i z powrotem. To co również mam wstępnie omówione, to współpraca z dyrygentem i chórem nad operą. To jest jedyna opera dziecięca, jaką napisał Krzysztof Penderecki w początkowej fazie swojej twórczości. Zatytułowana jest „Najdzielniejszy z rycerzy”. Wspaniały utwór, przepiękny, liryczny i niezwykle wyrafinowany. Libretto do niego napisała Ewa Szelburg-Zarembina. Chciałbym, aby zrealizowali tę operę twórcy wyjątkowi, i takich namawiam do współpracy. Jeśli wszystko się powiedzie, to dyrygował będzie Przemysław Fiugajski, dyrygent Warszawskiej Opery Kameralnej, scenografię stworzy prawdopodobnie Justyna Łagowska, jedna z wybitniejszych polskich współczesnych scenografek, a nad całością będzie czuwał Michał Chorosiński wraz z Przemysławem Pawlickim. Jestem równocześnie po rozmowie z dyrektorką Szkoły Muzycznej w Będzinie, której chór dziecięcy weźmie udział w naszym przedsięwzięciu, a w tej chwili poszukujemy wśród emerytów oraz studentów Uniwersytetu Trzeciego Wieku zawodowych muzyków, którzy mogliby wejść w skład dwunastoosobowej orkiestry. Chętni niezrzeszeni również mogą się do nas zgłaszać. Ten spektakl w założeniu ma charakter projektu społecznego i jest pewnym otwarciem na pomysły, które mam. Chodzi w nim o integracje międzyśrodowiskowe i aktywizację właśnie z jednej strony emerytów, ale również o wprowadzanie dzieci w świat teatru i zarażanie nim. W zasadzie wszystkie spektakle w teatrze są spektaklami muzycznymi, bo muzyka jest bardzo istotnym elementem w każdym z nich. Ufam, że zrobienie takiej mini opery będzie odpowiadało wyobraźni dziecka, a przede wszystkim, że nazwiska autorów i twórców gwarantują najwyższe standardy artystyczne. Chciałbym, aby ta opera była stylistycznym, estetycznym, ideologicznym i jakościowym stemplem. Czy będzie też miejsce dla widza dorosłego? Czy raczej rozwijać Pan będzie zapoczątkowaną przez dyrektora Wiktorowicza „Baby scenę”? Będzie i to, i to. Na pewno „Baby scena” zostaje, jest wspaniała, a spektakle grane w ramach tego projektu są niezwykle piękne i fantazyjne! Niezmiernie się podobają, więc absolutnie będziemy kontynuować premiery dla najmłodszych. Na razie te spektakle, które są już zrealizowane, nie są jeszcze, jak to się mówi w naszym slangu, „wygrane”, więc na ten sezon nie planuję niczego nowego na „Baby scenę”. Ale na pewno w przyszłym sezonie będzie kontynuacja i pojawi się jakaś nowa premiera. Natomiast dorosły widz, w okolicach 70-lecia pierwszej premiery zrobionej przez Jana Dormana w tym teatrze, czyli 22 grudnia 2015 roku, będzie mógł liczyć na nową scenę dla dorosłych. Będzie to się nazywało „Teatr po zmierzchu” - przynajmniej na razie roboczo w ten sposób planujemy. Zaproponowaliśmy na premierę „Bajki dla dorosłych” Marii Czubaszek. Jestem po rozmowie z panią Marią i ona zapaliła się do tego pomysłu. „Bajki dla dorosłych” to były skecze emitowane po wiadomościach, autorką tych bajek była pani Maria. Mamy nadzieję, że wybór takiego spektaklu idealnie wpisze się właśnie w teatr dziecięcy.
Wróć

Alert

 

Jesteś świadkiem ważnego wydarzenia?
Urzędnicza bezmyślność dobrowadza Cię do szału?
Wiesz o czymś, co może zainteresować media?

 

Napisz do "Wiadomości Zagłębia": redakcja@wiadomoscizaglebia.pl

KONKURSY

 

 

PRACA

 

 

 

 

Adres redakcji:

"Wiadomości Zagłębia"
ul. Kilińskiego 43

41-200 Sosnowiec

e-mail: redakcja@wiadomoscizaglebia.pl