Informujemy, że na tej stronie stosujemy pliki cookies (tzw. ciasteczka). Korzystając ze strony wyrażają Państwo zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Jeśli chcą Państwo zmienić tę opcję, należy zmienić ustawienia przeglądarki dotyczące przechowywania i uzyskiwania dostępu do plików cookies w Państwa komputerze. Rozumiem komunikat.

Kliknij tu aby zamknąć powiadomienie.

ARCHIWUM DZIAŁU: W regionie

Klub miłośników gier planszowych

dodane 26.11.2014
[Dąbrowa Górnicza] Lubisz gry strategiczne, planszowe, karciane i nie masz planów na weekend? Świetnie się składa, bowiem dąbrowska Miejska Biblioteka Publiczna w tę sobotę organizuje spotkanie Klubu miłośników gier planszowych. W godz. 10.00-15.00 w Galerii Klubowej przy ul. T. Kościuszki 25 spotkają się wielbiciele gier rodzinnych. Udział w spotkaniu jest bezpłatny. W programie spotkania m.in. prezentacja nowości rynkowych oraz emocjonujące rozgrywki z wykorzystaniem takich gier, jak: „Osadnicy. Narodziny Imperium”, „Talisman. Magia i Miecz”, „Warhammer: Inwazja”, „Tajemnicze Domostwo”. Spotkanie skierowane jest do młodzieży od 16 roku życia oraz dorosłych.   Klub miłośników gier planszowych składa się z grupy ludzi zafascynowanych światem gier. W dąbrowskiej MBP spotykają się już od czerwca. Spotkania klubu są cykliczne, odbywają się co tydzień, w każdym momencie można dołączyć do klubu.   – Systematycznie spotyka się kilka osób. W związku z tym, że gry są dość skomplikowane, wymagające od gracza logiki i sporej wyobraźni, to klub tworzą ludzie dorośli – przybliża specyfikę klubu Paweł Duraj, jeden z członków klubu.   Gry pochodzą z prywatnych zbiorów klubowiczów, ale każdy może też przynieść na spotkanie swoją. To w jakie gry będą grali danego dnia klubowicze warunkowane jest ilością graczy. – Gier jest mnóstwo. Są to zarówno gry strategiczne, jaki i ekonomiczne, fantastyczne, zręcznościowe, czy gry w których można wcielić się np. w postać strażaka pożarnego. Opcji jest bardzo wiele. Gry te tworzone są na podstawie książek albo np. na podstawie gier komputerowych – wyjaśnia Paweł Duraj.       (maj)

12 lat Fundacji Godne Życie

dodane 25.11.2014
[Dąbrowa Górnicza] 19 listopada minęło dokładnie 12 lat od chwili, w której Fundacja Godne Życie rozpoczęła swoją działalność na rzecz mieszkańców Dąbrowy Górniczej. Była wtedy inicjatywą trojga ludzi: Ireny i Lechosława Juszczyków oraz Marka Cupiała, którzy zdecydowali się organizować czas wolny ubogim dzieciom podczas ferii letnich i zimowych. Spontaniczna inicjatywa przerodziła się z czasem w prężnie działającą świetlicę dla dzieci z rodzin potrzebujących wsparcia. Placówka funkcjonuje do dziś, mieści się w budynku WTZ przy ul. Gwardii Ludowej 107 w Gołonogu.   Dziś Fundacja Godne Życie to jedna z najprężniej funkcjonujących organizacji pozarządowych na terenie Dąbrowie Górniczej. Obecnie posiada trzy świetlice, stanowiące dom dla ponad 150 podopiecznych. – Każda ze świetlic zaspokaja podstawowe potrzeby dzieci i młodzieży. To poczucie bezpieczeństwa, przynależności i akceptacji. W pracowniach codziennie odbywają się zajęcia, podczas których podopieczni odkrywają swoje talenty, uczą się współpracy, poznają zasady funkcjonowania w społeczeństwie oraz budują poczucie własnej wartości. Oferujemy im także obiad. Dla wielu z nich to jedyny ciepły posiłek w ciągu dnia – mówi Łukasz Kolber wiceprezes Fundacji Godne Życie.   Pomoc dzieciom i młodzieży to nie jedyne działania organizacji. Corocznie ponad pół tysiąca osób korzysta z bezpłatnego poradnictwa prawnego, oferowanego w dwóch prowadzonych przez Fundację Dąbrowskich Poradniach Prawnych. Mieszkańcy miasta za pośrednictwem Miejskiego Centrum Informacji otrzymują pomoc w załatwianiu spraw urzędowych oraz informację na temat tego, co się dzieje w Dąbrowie. A w okresie wakacyjnym całe rodziny spędzające wolny czas w mieście bawią się podczas organizowanych przez fundację imprez plenerowych, takich jak Street Art. czyli Dąbrowska Twórczość Uliczna czy Olimpiada Sportów Niecodziennych.   O tym, czym zajmuje się Fundacja Godne Życie oraz jakie wspaniałe wspomnienia tworzyła ofiarując swoją pomoc na przestrzeni ostatnich 12 lat najlepiej dowiedzieć się od jej wychowanków. – Dla mnie fundacja jest jak drugi dom. Gdy nie mam co robić, przychodzę tutaj. Chodzę do innej szkoły niż dzieci z mojego osiedla, a dzięki fundacji mogę bawić się z kolegami i koleżankami. Uczę się tutaj wielu różnych i ciekawych rzeczy. Tutaj moja wyobraźnia się rozwija, dlatego lubię do niej przychodzić. Jest mi tutaj miło i przyjemnie. A pani kierownik jest najfajniejsza na całym świecie! – mówi dziesięcioletnia Milena. – Uczę się tu robić prace plastyczne i dowiaduję się dużo o niepełnosprawnych osobach, z którymi czasami mamy zajęcia. Uczę się być lepszą osobą i dogadywać się z koleżankami. Jest też dużo zabawy i śmiechu. Pani Madzia i pani Ania są najlepszymi opiekunkami. Fundacja jest dla mnie całym życiem! – wtóruje jej dziewięcioletnia Ania.   Czas spędzony z fundacją dobrze wspomina także Ewelina, dziś 24-latka: – W fundacji wychowawcy zawsze widzieli w nas, podopiecznych, potencjał i robili wszystko, abyśmy się rozwijali w różnych dziedzinach. Pamiętam zajęcia plastyczne, które bardzo lubiłam, warsztaty ceramiki, po których byłam bardzo dumna z tego co wykonałam, oraz zajęcia, na których robiłam świeczki. A najbardziej utkwiło mi w pamięci to, że pan Łukasz namówił mnie do udziału w kółku dziennikarskim. Widział we mnie zdolności i chciał, abym uwierzyła w siebie i swoje możliwości. Podobnie fundację wspomina 22-letnia Ania: – Przeżyłam tu dużo wspaniałych chwil i ciężko wybrać te „naj”. Pamiętam piknik, na którym byliśmy wszyscy razem oraz wycieczkę do zoo. Było super! Serek (jeden z wychowanków) się wtedy bardzo wygłupiał i właził na największe dinozaury. Jego harce skończyły się upadkiem do strumienia. W zoo byliśmy zawieźć pracę na konkurs. Nagrodą był wyjazd na kolonie. I udało się! Pojechałam razem z dziewięcioma innymi osobami z fundacji.   Dla siedemnastoletniej Sylwii najlepsze chwile to te, spędzone w pracowni gastronomicznej: – Najbardziej utkwiły mi w pamięci chwile, kiedy gotowałam. To właśnie dzięki fundacji zaczęłam gotować. Przedtem nic nie umiałam zrobić. Z kolei w pamięci Klaudii (20 lat) zapisały się zajęcia plastyczne: – Przypominam sobie moją siostrę stojącą na krzesełku i malującą obraz „Słoneczniki” Van Gogha na sztaludze. Ja malowałam jego portret. Pani Kasia (fundacyjny plastyk i pedagog) opowiadała nam o jego życiu i twórczości. Potem jeden z obrazów został sprzedany na aukcji, a drugi wisiał u pana prezesa w gabinecie.   Oliwia (13 lat), Malwina (22 lata) oraz szesnastoletni Krzysztof największą wagę przywiązują do niezwykłej atmosfery panującej w fundacji, są zgodni, że łączy ludzi.   Fundację Godne Życie tworzy nie tylko zespół pedagogów i wychowawców. W życie organizacji czynnie włączają się jej podopieczni, którzy na co dzień dzielą się swoim zaangażowaniem oraz pomysłami. Jedną z takich podopiecznych była 21-letnia Monika: – Pamiętam jak byłam przewodniczącą Samorządu Fundacji i podpisywałam mnóstwo papierów. Nawet już nie pamiętam, co to dokładnie było. Chyba pismo skierowane do ludzi o dobrych sercach z prośbą o darowiznę.   Wycieczki, wyjazdy edukacyjne, imprezy czy fundacyjne nocowanie to również godne zapamiętania wydarzenia w opinii podopiecznych. Każde wyjątkowe i niepowtarzalne. Chwile spędzone w Fundacji Godne Życie zapisały się w pamięci setek dzieci i młodzieży z Dąbrowy Górniczej, do których organizacja wyciągnęła pomocną dłoń.   Organizacji życzymy kolejnych licznych, owocnych lat dzielenia się radością, z tymi, którzy jej najbardziej potrzebują. Należy pamiętać, że na początku przyszłego roku każdy z nas może przekazać swój 1% podatku na dowolną Organizacje Pożytku Publicznego (w przypadku Fundacji Godne Życie - KRS 0000139088). Wysokość kwoty nie ma znaczenia. Liczy się każdy grosz.     Marta Bukowska    

Chcą powstrzymać „przesyłkę z Salwadoru”!

dodane 24.11.2014
[Dąbrowa Górnicza] Około 500 mieszkańców Dąbrowy Górniczej protestowało podczas wczorajszej pikiety w dąbrowskich Strzemieszycach. – „Przesyłka z Salwadoru” tylko przeważyła szalę. My walczmy już od ponad roku. Walczymy o zmianę przepisów tak, aby chroniły mieszkańców a nie zakłady. Żądamy cofnięcia decyzji o zezwoleniu na wwiezienie odpadów do Polski i ich transportu do Dąbrowy – mówi z determinacją Jerzy Raszke ze Stowarzyszenia Samorządne Strzemieszyce. W tej sprawie mieszkańcy Strzemieszyc mówią jednym głosem. Chcą zapewnienia, iż mogą czuć się bezpiecznie w swoich domach, w swoim mieście. – Nie chcemy, aby w Dąbrowie utylizowano odpady zza zagranicy. Chcemy, aby anulowano kontrakt na utylizację odpadów z Salwadoru w Sarpi – mówi Jerzy Raszke. – Walczymy też o określenie standardów powietrza. W lipcu dzieci przybiegły do domu krzycząc, że śnieg pada. Tak bardzo zapylone było powietrze. Wystarczy postawić na dłużej samochód i już widać, że karoseria cała pokryta jest pyłem. Chcemy dowiedzieć się, który zakład jest temu winien. Już nie wspomnę o tym, że odór jest tak silny, że w Strzemieszycach ciężko jest wieczorem otworzyć okno. Na uciążliwość zakładów produkcyjnych narzekają też mieszkańcy innych dąbrowskich dzielnic. – W Ząbkowicach też mamy problem z pyłem. Parapety są nim pokryte, w słońcu widać jak mienią się te opiłki. Mamy też ogromny problem z hałasem. W ciągu dnia nie jest to bardzo odczuwalne, ale wieczorem nie ma już możliwości otworzenia okna. Hałas jest bardzo kłopotliwy. A jeszcze kilka lat temu słychać było tu najwyżej świergot ptaków. Koniecznie trzeba wymusić jakieś działania na władzach – mówi Michał, mieszkaniec Ząbkowic. Stowarzyszenie Samorządne Strzemieszyce po wczorajszym proteście wystosowało petycję. – (…) Mieszkańcy jednym głosem mówią „NIE” dla dalszego niszczenia miasta i sprowadzania substancji niebezpiecznych dla naszego zdrowia. Stanowczo żądamy natychmiastowego podjęcia niezależnych badań, które wyjaśnią rzeczywisty poziom skażenia środowiska w Dąbrowie Górniczej i określą stan zagrożenia dioksynami, grzybami, pyłami i innymi groźnymi substancjami. Protestujemy przeciwko ukrywaniu tych zagrożeń przed mieszkańcami. To nie tylko odpady toksyczne z Salwadoru, ale działalność wielu firm, które lokalizuje się wśród naszych domów, niszczy życie i zdrowie ludzi. Tak dalej być nie może (…) – czytamy w petycji. Link do petycji: http://strzemieszyce.info/petycja-w-sprawie-odpadow-salwadoru/. Dokument ten można podpisać do środy. Potem zostanie złożony m.in. Prezydentowi RP, prezesowi Rady Ministrów, Marszałkowi Sejmu, Ministrowi Środowiska, Marszałekowi Województwa Śląskiego, Wojewodzie Śląskiemu, Prezydentowi Dąbrowy Górniczej, Przewodniczącemu Rady Miejskiej w Dąbrowie Górniczej oraz Głównemu Inspektorowi Ochrony Środowiska. Wideo relacja z protestu dostępna pod linkiem: http://www.youtube.com/watch?v=rJp1x7767A4&feature=youtu.be.   (maj)    

Tauron wygrywa z Góralkami

dodane 24.11.2014
[Dąbrowa Górnicza] Triumf siatkarek z Dąbrowy Górniczej. Tauron MKS pokonał po pięciosetowej walce BKS Aluprof Bielsko-Biała. Zaczęło się zgodnie z planem, czyli od wygranej w pierwszym secie naszego zespołu. Po remisowym początku Tauron dzięki dobrej grze w bloku i skutecznej zagrywce wyszedł na prowadzenie 8:5 i nie oddał go już do końca tej partii, choć momentami przewaga dąbrowianek była minimalna – 12:10, 18:17. To właśnie przy stanie 18:17 sprawy w swoje ręce wzięła Kastiaryna Zakreuskaya, która przerwała znakomitą serię na zagrywce byłej dąbrowianki Małgorzaty Lis, dzięki której bielszczanki praktycznie zniwelowały kilkupunktową przewagę. Po skutecznym ataku białorusinki weszła ona w pole zagrywki, które opuściła dopiero przy stanie 24:18 dla Tauronu. Wygrana w pierwszym secie podziałała na nasz zespół dekoncentrująco, gdyż dwie kolejne odsłony to wygrana bielszczanek. Druga odsłona to partia bez historii. Co prawda zaczęło się od 2:0 dla Tauronu, ale potem było już tylko gorzej, gdyż siedem kolejnych punktów z rzędu zdobyły przyjezdne. MKS stał, a rywalki grały, stąd też nie mógł dziwić wynik 8:20, a ostatecznie 13:25 na koniec tego seta. Kiedy w trzeciej partii Tauron prowadził 7:2 wydawało się, że to co najgorsze już za dąbrowskim zespołem. Nic bardziej mylnego. Po sześciu kolejnych akcjach na prowadzeniu były już rywalki, które przeważały, zwłaszcza w sposobie wykonania zagrywki, w czym największa zasługa Heleny Horki. Dąbrowianki nie mogły znaleźć sposobu na skutecznie grające bielszczanki, które systematycznie powiększyły przewagę, ostatecznie wygrywając do 17. Na szczęście te niepowodzenia nie załamały drużyny z Dąbrowy. Na początku seta o „być albo nie być” w tym meczu, nasz zespół złapał wiatr w żagle, poprawiła się zagrywka, szczelniejszy był blok, a co najważniejsze, ataki kończyły się zdobyczą punktową stąd wynik 8:2. Luz, który złapały dąbrowianki pozwolił Ozge Cemberci na bardziej kombinacyjną grę z użyciem środkowych bloku. Dobrze w tym elemencie spisywała się przede wszystkim Dominika Sobolska. Dzielnie walczyła także Amerykanka Gina Mancuso, która wróciła na parkiet po przerwie spowodowanej rozcięciem kolana w trakcie pojedynku. Tauron odzyskał pewność siebie, w pewnym momencie powiększył przewagę do dziesięciu punktów (21:11) i tym samym doprowadził do tie-break’a. Zaczęło się od prowadzenia 4:2 Aluprofu, szybko jednak nasz zespół doprowadził do stanu 5:5. To właśnie przy stanie remisowym po bardzo długiej i zaciętej akcji fantastycznym blokiem popisały się Lena Dziękiewicz i Ozge Cemberci (6:5). Po ataku Giny Mancuso zmiana stron odbyła się przy wyniku 8:6 dla MKS-u. Tuż po przerwie kolejny punkt dla zespołu z Dąbrowy Górniczej zdobyła Ozge Cemberci. Bielszczanki nie potrafiły przełamać nakręconych dąbrowianek, który wyszły nawet na czteropunktowe prowadzenie po bloku tureckiej rozgrywającej (11:7). Perfekcyjna kiwka po prostej Katsiaryny Zakreuskayi spowodowała, że MKS był tylko dwie piłki od wygrania meczu (13:9). W kolejnej akcji swój najlepszy element wykorzystała Eleonora Dziękiewicz i blokiem zdobyła następny punkt. Mecz zakończyła Tamara Kaliszuk po mocnym ataku z prawego skrzydła. (KP) Tauron Banimex MKS Dąbrowa Górnicza – BKS Aluprof Bielsko-Biała 3:2 (25:19, 13:25, 17:25, 25:15, 15:9) Tauron Banimex MKS Dąbrowa Górnicza: Cemberci, Kaliszuk, Mancuso, Zakreuskaya, Sobolska, Dziękiewicz, Urban (libero) oraz Staniucha-Szczurek, Łukaszewska, Piekarczyk, Strasz (libero).

Jak będą utylizować odpady z Salwadoru?

dodane 21.11.2014
[Dąbrowa Górnicza] Toksyczne odpady z Salwadoru mają dotrzeć do zakładu Sarpi w Strzemieszycach w połowie grudnia. Jest to 21 ton odpadów ciekłych spakowanych w beczki z tworzywa sztucznego, 46 ton odpadów stałych oraz 4 tony pustych ale zanieczyszczonych opakowań. Dąbrowski zakład od momentu modernizacji instalacji, czyli już od 11 lat, zajmuje się utylizacją tego typu odpadów. – Zdecydowanie nie jest to największa ilość odpadów, jakie przerabiał nasz zakład. Obecny transport po przybyciu do Sarpi zostanie spalony w temperaturze powyżej 1100 stopni C, gwarantującej całkowity rozkład substancji organicznej. W procesie spalania powstaje żużel, który jest poddawany analizie chemicznej na zawartość całkowitego węgla organicznego i straty po prażeniu. Są to wskaźniki obrazujące prawidłowość prowadzenia procesu spalania – wyjaśnia Barbara Farmas, wiceprezes zarządu Sarpi. Uspokaja także, iż odpady te spalane są w wysokiej temperaturze po to, by wyeliminować ich negatywny wpływ na zdrowie mieszkańców. Jakość spalin ma być kontrolowana poprzez ciągły monitoring obejmujący pomiar stężenia pyłu, tlenku węgla, dwutlenku węgla, S02, HCl, HF, tlenków azotu oraz całkowitego węgla organicznego. Jak podkreśla Barbara Farmas, ciepło odzyskane w procesie spalania służy później do produkcji energii elektrycznej, a odpady powstałe po procesie spalania i oczyszczania spalin przekazywane są innym firmom posiadającym zezwolenia i technologie do dalszego ich bezpiecznego i ostatecznego przetworzenia. Firmy te zlokalizowane są poza Dąbrową Górniczą. – SARPI Dąbrowa Górnicza podjęła się unieszkodliwienia tych odpadów po szczegółowym zapoznaniu się z ich składem i własnościami, po konsultacjach dotyczących sposobu pakowania oraz transportu, w tym po zasięgnięciu opinii zagranicznych specjalistów koncernu Veolia. Czynności związane z klasyfikacją, sortowaniem i pakowaniem odpadów na miejscu w Salwadorze wykonywane były przez specjalistów chemików grupy Veolia oraz pracownika SARPI Dąbrowa Górnicza, chemika który także brał udział w tych pracach – informuje Barbara Farmas. W jej opinii właściwe zaklasyfikowanie i zapakowanie odpadów pozwoli na zapewnienie bezpieczeństwa w transporcie i wyeliminowanie wszelkich pośrednich czynności rozładunkowych. – Agrochemikalia są groźne w momencie, kiedy wnikają do gleby, do wód. Dlatego należy je oczyścić – tłumaczy Farmas. Przypomnijmy, że pojutrze, w niedzielę o godz. 13.00, w Strzemieszycach odbędzie się pikieta przeciwko sprowadzeniu do zakładu odpadów z Salwadoru. Organizuje ją Stowarzyszenie Samorządne Strzemieszyce oraz mieszkańcy Dąbrowy Górniczej. – Zaproponowaliśmy spotkanie zarządowi stowarzyszenia, podczas którego moglibyśmy na spokojnie pojąć próbę wyjaśnienia tej sytuacji, ale póki co nie otrzymaliśmy odpowiedzi – twierdzi Farmas. (maj)

W niedzielę derby województwa

dodane 21.11.2014
[Dąbrowa Górnicza] W niedzielne popołudnie, o godzinie 14:45, siatkarki Tauron Banimex MKS Dąbrowa Górnicza podejmą BKS Aluprof Bielsko-Biała. Zapowiada się emocjonująca batalia. W poprzednim tygodniu dąbrowianki wróciły na drogę zwycięstw. Po trzech porażkach z największymi Orlen Ligi, zespół z Dąbrowy Górniczej wygrał w 1/16 finału Pucharu CEV z Dynamo Rompres Bukareszt 3:1, a w ubiegłą sobotę ograł u siebie Developres SkyRes Rzeszów także 3:0. Drużyna BKS-u Aluprof Bielsko-Biała dobrze rozpoczęła sezon, ponieważ wygrała swoje pierwsze cztery mecze. Były to jednak pojedynki z zespołami ze słabszej połówki tabeli. Dopiero w piątej kolejce zespół z Bielska-Białej zagrał z Chemikiem Police, któremu uległ 0:3. Podobnie jak MKS, bielszczanki mają już za sobą spotkania z PGE Atomem Treflem oraz Impelem Wrocław, jednakże, w porównaniu do dąbrowianek, BKS potrafił tym rywalom urwać po jednym punkcie. Na dodatek w spotkaniu z Impelem Wrocław ekipa z Bielska-Białej była o krok od zwycięstwa, a tie-breaka przegrała wynikiem 21:23. Warto dodać, że w obecnych rozgrywkach trenerem BKS-u jest były II trener dąbrowskiej drużyny, Leszek Rus, który związany był z Tauronem Banimexem przez 6 lat i święcił z nią największe triumfy, m.in. dwukrotne zdobycie Pucharu Polski, czy wicemistrzostwo Polski. Historia spotkań pomiędzy MKS-em a BKS-em jest bardzo długa i kolorowa. Rywalizacja zawsze jest zacięta i ciężko wskazać faworyta. Ostatnie starcie miało miejsce w ćwierćfinale poprzedniego sezonu, gdy Tauron Banimex trzykrotnie pokonał swojego rywala 3:1, 3:0 u siebie, oraz 3:2 w Bielsku-Białej. W historii starć tych dwóch drużyn znana jest także przyjaźń kibiców jednego i drugiego zespołu. Między innymi w ubiegłym sezonie kluby kibica znajdowały się w jednym sektorze i wspierały obie ekipy. Taka sytuacja powtórzy się też podczas niedzielnego spotkania – do hali „Centrum” wróci klub kibica MKS. Dzięki temu można zapewnić, że podczas meczu na trybunach będzie bardzo gorąco. Mecz Tauron Banimex MKS Dąbrowa Górnicza – BKS Aluprof Bielsko-Biała odbędzie się w niedzielę o godzinie 14:45. Podczas spotkania w hali „Centrum” nie zabraknie popularnego Tauronka, malowania twarzy, czy też gry w siatkówkę plażową na konsoli Xbox Kinect. Gadżety dla kibiców ufundował także Zbigniew Szydlik, właściciel Zakładu Instalacji Sanitarnych i Robót Ogólnobudowlanych. Bilety na to spotkanie można nabyć przez internet klikając w link http://www.mks.dabrowa.pl/bilety/impreza/31/tauron-banimex-mks-dabrowa-gornicza-vs-bks-aluprof-bielsko-biala.html lub w Sklepie Kibica w Nemo Wodny-Świat. Natomiast w dniu meczu od godziny 13:45 bilety będą dostępne w kasie hali „Centrum". Od tej godziny kibice będą mogli też wejść na halę przez główne wejścia. Ceny biletów zależą od ich kategorii. Bilety kategorii VIP (sektory F, G, I oraz J) kosztują 25 zł (normalny) i 20 zł (ulgowy). Bilety w sektorach od A do E są dostępne w cenie 19 zł (normalny), 15 zł (ulgowy), 45 zł (rodzinny 2+1), 47 zł (rodzinny 2+2). Bilety w sektorach od M do X za wyjątkiem U kosztują 15 zł (normalny), 12 zł (ulgowy), 36 zł (rodzinny 2+1), 37 zł (rodzinny 2+2). Bilet ulgowy przysługuje emerytom, rencistom, osobom niepełnosprawnym wraz z ich opiekunami oraz osobom posiadającym legitymację szkolną lub studencką do 26 roku życia. Natomiast bilet rodzinny przysługuje dwóm osobom dorosłym odpowiednio z jednym lub dwojgiem dzieci do 14 roku życia. Dzieci do 4 roku życia nie muszą posiadać biletu pod warunkiem, że przez cały czas trwania meczu będą siedzieć na kolanach rodzica lub opiekuna. (KP)

Curly Heads w PKZ

dodane 21.11.2014

W Strzemieszycach nie chcą toksycznych odpadów

dodane 20.11.2014
[Dąbrowa Górnicza] W niedzielę w Strzemieszycach, gdzie znajduje się zakład Sarpi zajmujący się m.in. unieszkodliwieniem tokszycznych odpadów, odbędzie się pikieta. Mieszkańcy tej dąbrowskiej dzielnicy będą protestować przeciwko sprowadzaniu do ich miasta prawie 100 ton niebezpiecznych odpadów, które płyną do Polski z Salwadoru. Dlaczego odpady z odległego Salwadoru mają trafić właśnie do dąbrowskiego zakładu? „(...) Decyzję o sprowadzeniu do Polski „salwadorskiej przesyłki” podjął Główny Inspektor Ochrony Środowiska. Substancje, o których mowa, to środki ochrony roślin stosowane w rolnictwie, a zutylizowane miałyby zostać w działającej od kilkunastu lat na terenie Dąbrowy Górniczej firmie Sarpi (…) – wyjaśnia w swym oświadczeniu Zbigniew Podraza, prezydent Dąbrowy. „(...) Podobnie, jak zaniepokojeni mieszkańcy naszego miasta, muszę zadać pytanie: dlaczego Główny Inspektor Ochrony Środowiska pozwala na sprowadzanie do Polski odpadów z drugiego końca świata? (...)” – zastanawia się włodarz Dąbrowy Górniczej. Główny Inspektor Ochrony Środowiska, także w pisemnym oświadczeniu, uspokaja, że działalność spółki Sarpi nie budzi zastrzeżeń z punktu widzenia przepisów ochrony środowiska. Uzasadnia, że podczas kontroli prowadzonych przez Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska nie stwierdzono naruszenia przepisów ochrony środowiska i warunków udzielonych wcześniej zezwoleń na przyjmowanie tego rodzaju odpadów. Nie przekonuje to jednak mieszkańców miasta. Są wstrząśnięci wizją planowanej utylizacji toksycznych odpadów w swoim mieście. – Stwarza to kolejne zagrożenie dla zdrowia i życia mieszkańców dzielnicy, w której ulokowano niespotykaną ilość zakładów przerobu odpadów. Według informacji medialnych składowanie odpadów w Salwadorze wywoływało poważne choroby. Oczekujemy decyzji ze strony władz samorządowych i ochrony środowiska niewpuszczenia transportu na teren Polski. Apelujemy do wszystkich organizacji ekologicznych i społeczeństwa o wsparcie w zatrzymaniu procesu zamieniania Polski w „śmietnik” całego świata – apeluje Jerzy Reszke na stronie Stowarzyszenie Samorządne Strzemieszyce. Niedzielna pikieta rozpocznie się o godzinie 13.00 na placu przed bazyliką Najświętszego Serca Pana Jezusa w Strzemieszycach Wielkich. Do pikiety może dołączyć każdy, kto chce wyrazić swój sprzeciw. (maj)

Działa już „Cetrum Wcześniaka i Małego Dziecka”

dodane 20.11.2014
[Dąbrowa Górnicza] W naszym regionie każdego roku przychodzi na świat ponad 3 tysiące wcześniaków. Wraz z ich przyjęciem na świat rozpoczyna się heroiczna wręcz walka rodziców, często najpierw o życie dziecka, później o jego prawidłowy rozwój. – Pamiętamy naszą bezradność, oszołomienie, stres, smutek, ale i radość, taka plątanina skrajnych uczuć – informują na stronie internetowej właśnie otwartego dąbrowskiego „Centrum Wcześniaka i Małego Dziecka” Urszula i Jacek Krzykawscy, rodzice dziesięcioletniego dziś Jędrzeja, którzy są założycielami placówki. Założycielom „Cetrum Wcześniaka i Małego Dziecka” zależało na stworzeniu miejsca, gdzie pomoc uzyska nie tylko dziecko, ale też sam rodzic. – Bo do małego dziecka trzeba podejść holistycznie. Dziecko to też przecież jego rodzice, rodzeństwo – cała rodzina. Wszyscy powinni poczuć się bezpiecznie, uzyskać odpowiedzi na nurtujące pytania i zawsze widzieć światło w tunelu – podkreślają. W placówce została utworzona grupa wsparcia rodziców, która będzie się spotykać co miesiąc. Inauguracyjne spotkanie odbędzie się w środę 26 listopada o godzinie 17.00. Może na nie przyjść każdy zainteresowany problemem po uprzednim zgłoszeniu telefoniczym. Oprócz tego Centrum to także miejsce, w którym można liczyć na dobrą diagnostykę, niezbędną rehabilitację i podpowiedzi edukacyjne. W jednym miejscu będzie można spotkać się z lekarzami i specjalistami wielu dziedzin, m.in. neurologii, rehabilitacji, ortopedii, pediatrii czy neonatologii, a także skorzystać z zajęć rehabilitacyjnych dopasowane do potrzeb dziecka, zarówno maleńkiego, jak i większego, jeśli nadal potrzebuje pomocy.   Centrum oferuje też zajęcia logopedyczne, neurologopedyczne, pedagogiczne i psychologiczne. Prowadzone zajęcia są adresowane do pacjentów ze wszelkiego rodzaju zaburzeniami: opóźnieniem rozwoju psychomotorycznego, zaburzeniami ośrodkowego układu nerwowego, MPD – mózgowym porażeniem dziecięcym, uszkodzeniem nerwów obwodowych (np. splotu ramiennego), uszkodzeniem rdzenia kręgowego (rozszczep kręgosłupa), wadami postawy ciała, zaburzeniami integracji sensomotorycznej, chorobami genetycznymi wywołującymi zmniejszone lub wzmożone napięcie mięśniowe, zaburzeniami po urazach czy wypadkach oraz ze wszelkimi stanami budzącymi niepokój. Niestety, na razie nie ma możliwości korzystania z usług specjalistów w ramach Narodowego Funduszu Zdrowia, ale, jak zapewnia właścicielka ośrodka, już trwają pracę nad pozyskaniem kontraktów od NFZ. Patronat nad „Centrum Wcześniaka i Małego Dziecka” objęła Fundacja Wcześniak Rodzice-Rodzicom. Ośrodek mieści się przy ul. Morcinka 14a. Więcej informacji dostępnych jest na stronie www.centrumwczesniaka.pl , na fanpageu https://www.facebook.com/centrumwczesniaka?fref=ts, lub pod numerem telefonu 501 220 515. Maja Żukowska

Tajemnica majora

dodane 19.11.2014
[Dąbrowa Górnicza] Stanisław Próchnicki miał wszelkie dane, by stać się bohaterem Będzina, być może nawet upamiętnionym odpowiednią tablicą: był w końcu bohaterem wojennym, kawalerem najwyższego polskiego orderu wojskowego, a ponadto bliskim współpracownikiem marszałka Józefa Piłsudskiego. Tak się jednak nie stało i raczej nie stanie; jego życiową drogę okrywa od lat wstydliwa zasłona milczenia, a tajemnicę dramatycznego przerwania kariery zabrał do grobu.   Wszystko skończyło się 23 sierpnia 1933 r. Jak podały następnego dnia wychodzące w Warszawie „Nowiny Codzienne”: „Wczoraj o godzinie 16 min. 30 w gmachu ministerstwa spraw zagranicznych wystrzałem z rewolweru pozbawił się życia naczelnik wydziału kpt. Stanisław Próchnicki. Strzał w skroń okazał się śmiertelny. Gdy do pokoju nadbiegli woźni, Próchnicki dawał już tylko słabe oznaki życia. Denat pozostawił list, z którego wynika, że powodem tragicznego strzału były przeżycia natury osobistej. Ostatnio Próchnicki wykazywał silny rozstrój nerwowy. Zmarły liczył lat 35. Niedawno przeszedł do MSZ z służby wojskowej.”   Zanim doszło do desperackiego czynu, Próchnicki zdążył sporo przeżyć, być w centrum wielu ważnych wydarzeń. Urodzony 15 listopada 1893 r. w Strzemieszycach Wielkich (obecnej części Dąbrowy Górniczej), wykształcił się w zaborze austriackim: maturę uzyskał w 1910 r. w Gimnazjum Realnym w Tarnowie, potem czym studiował na Akademii Eksportowej w Wiedniu. W Legionach Polskich nie służył: będąc obywatelem Imperium Rosyjskiego otrzymał w 1915 r. powołanie do armii carskiej. Choć wykształcił się w obcym państwie, uznano jego cenzus naukowy, dzięki czemu nie trafił do pierwszej lepszej jednostki bojowej jako prosty żołnierz, lecz został skierowany do szkoły oficerskiej w Irkucku, gdzie po rocznym przeszkoleniu uzyskał oficerskie szlify podporucznika. Służył potem krótko w 39. Pułku Strzelców Syberyjskich, by następnie prawie rok spędzić w szeregach 70. Pułku Piechoty. W tej jednostce doczekał możliwości wstąpienia do - tworzonych za aprobatą cara – oddziałów polskich.   Do 2. Korpusu Polskiego zaciągnął się 5 września 1917 r. Pełnił służbę w sztabie. Formalnie żołnierzem nieuznającego zwierzchnictwa rosyjskiego Wojska Polskiego został 28 listopada 1918 – był wtedy adiutantem sztabu Dowództwa Wojsk Polskich na Syberii. W styczniu 1919 (już jako rotmistrz) objął obowiązki szefa sztabu i szefa oddziału operacyjnego 5. Dywizji Strzelców Polskich (inaczej zwanej Dywizją Syberyjską). Wraz z nią walczył przeciwko bolszewikom; wojenne szczęście mu niespecjalnie sprzyjało, gdyż 19 stycznia 1920 r. - kiedy jego dywizja, nie chcąc angażować się w rosyjską wojnę domową, parła na wschodni kraniec Syberii, aby dostać się w tamtejszych portach na statki, mogące ewakuować ją do ojczyzny - podczas bitwy z „czerwonymi” stoczonej pod Klukwienną dostał się do niewoli. Uwięziony w Krasnojarsku, uciekł jednak z obozu i cudem nieomal zdołał przedrzeć się przez zrewoltowany kraj do ojczyzny.   W szeregach polskiej armii zameldował się 20 kwietnia 1920 r. Wszedł najpierw w skład komisji powołanej do likwidacji 5. Dywizji Syberyjskiej, a następnie został oficerem jej następczyni, Syberyjskiej Brygady Piechoty, wraz z którą brał udział w wojnie polsko-bolszewickiej. Był odważny, kul się nie bał. 14 sierpnia 1920 r., podczas Bitwy Warszawskiej, pododdział, którym dowodził, przeprowadził akcję, która okazała się być decydującą o powodzeniu walk nad Wkrą. Za ten czyn osobistego męstwa otrzymał najzaszczytniejsze odznaczenie bojowe odrodzonej Polski: Krzyż Srebrny Orderu Wojennego Virtuti Militari. Wojnę zakończył ozdobiony ponadto dwoma Krzyżami Walecznych.   Po przejściu wojska na stopę pokojową służył w 9. Dywizji Piechoty i Syberyjskiej Dywizji Piechoty, po czym został przeniesiony do Oddziału I Naczelnego Dowództwa (spędził tam z górą 2 lata, od marca 1921 do czerwca 1923). Potem na krótko trafił do dyplomacji – pełnił misję attache wojskowego w Poselstwie Polskim w Moskwie – by tę część kariery zwieńczyć studiami w Wyższej Szkoły Wojennej w Warszawie. Dyplom oficera Sztabu Generalnego (według późniejszej terminologii: oficera dyplomowanego) otrzymał 28 kwietnia 1926 r.   Podczas wypadków majowych przebywał w stolicy – i nie zawahał się, kiedy przyszło mu wybierać miejsce dla siebie: stanął po stronie rebeliantów zorganizowanych przez Piłsudskiego. W nagrodę został powołany do Gabinetu Ministra Spraw Wojskowych, na stanowisko kierownika referatu, co oznaczało pozostawanie w najbliższym kręgu zaufanych współpracowników marszałka. W ministerstwie pracował od 11 października 1926 do 20 lutego 1931 r.; potem, jako oficer czasowo oddelegowany z wojska, objął obowiązki naczelnika Wydziału Administracyjno-Gospodarczego w Departamencie Administracyjnym Ministerstwa Spraw Zagranicznych. W resorcie tym zadomowił się na stałe. W 1932 r. (już nagrodzony wysokim odznaczeniem państwowym, Krzyżem Niepodległości, a ponadto Srebrnym Krzyżem Zasługi i francuskim Orderem Legii Honorowej) odszedł formalnie z wojska, będąc zaliczony do rezerwy. 23 sierpnia 1933 odebrał sobie życie.   Co było powodem desperackiego czynu? Gazeta podawała rozstrój nerwowy, spowodowany przeżyciami osobistymi - prof. Paweł Wieczorkiewicz, autor artykułu „Polscy agenci Kremla”, twierdzi jednak, że major (nie kapitan, jak zapisały „Nowiny Codzienne”) Próchnicki zastrzelił się, kiedy usłyszał oskarżenie o szpiegostwo na rzecz Związku Radzieckiego; kontrwywiad miał przedstawić mu dowody zwerbowania na haniebną służbę podczas jego pracy w poselstwie polskim w Moskwie. W celu uniknięcia procesu, mogącego niepotrzebnie ujawnić wiedzę polskich służb specjalnych o radzieckiej agenturze, miano przedstawić mu propozycję nie do odrzucenia: honorową śmierć z własnej ręki…   Dla znających Próchnickiego sprawa nie była jednak tak oczywista, jak mogłoby się wydawać. Mjr dypl. pil. Marian Romeyko, który dzięki pracy w najważniejszych sztabach i instytucjach wojskowych II RP wiele widział i wiedział – a swą wiedzę spisał następnie we wspomnieniach „Przed i po maju” – zostawił taką oto notatkę: „Jak się później dowiedziałem, placówka „leningradzka” (chodzi o placówkę wywiadowczą II Oddziału Sztabu Generalnego WP – przyp. WB) mieściła się w Tallinie, w Estonii; jej kierownikiem był por. Tomir Drymmer, późniejszy dyktator personalny MSZ. Kierownikiem placówki moskiewskiej był rtm. Stanisław Próchnicki. Przeniesiony już w stopniu majora do MSZ i zamieszany w jakąś aferę, popełnił później przymusowe samobójstwo w gmachu MSZ. Moralnym tego sprawcą był ponoć dyrektor departamentu MSZ, Drymmer.”   Ciepłe wspomnienie o majorze samobójcy znaleźć można w memuarach - „Pamiętnik adiutanta marszałka Piłsudskiego” mjr. Mieczysława Lepeckiego, który przez wiele lat pełnił służbę osobistego przybocznego byłego Naczelnego Wodza, a przy tym jako zaufany płk. Józefa Becka posiadł wszechstronną oraz wnikliwą wiedzę o kulisach najtajniejszych spraw wojskowych: „Pracę w Gabinecie (Gabinecie Ministra Spraw Wojskowych Józefa Piłsudskiego – przyp. WB) miałem dość monotonną i nie nazbyt zaspokajającą moją ambicję. Niemniej jednak pracowałem chętnie, do czego niemało przyczyniły się miłe stosunki służbowe. Szefem Gabinetu był podpułkownik dyplomowany artylerii konnej Józef Beck, jego zastępcą mjr Feliks Kamiński, a poza tym, oprócz (…) mjr. Nałęcz-Korzeniowskiego, późniejszy senator płk Tadeusz Petrażycki i nieszczęśliwy rtm. dypl. Stanisław Próchnicki, który w kilka lat później skończył samobójstwem.”   Z dużym współczuciem potraktowała Próchnickiego także Kazimiera Iłłakowiczówna, osobista sekretarka cywilna marszałka, autorka hagiograficznej książki o Piłsudskim „Ścieżka obok drogi”: „Major Stanisław Próchnicki – pochodzący z Syberii, szef wydziału I Gabinetu Ministra Spraw Wojskowych, potem naczelnik wydziału w Ministerstwie Spraw Zagranicznych. Zginął biedny tragicznie w 1933 r.”   „Nieszczęśliwy”, „biedny”, „przymusowe samobójstwo”… Czy kiedykolwiek wyświetlona zostanie obiektywna prawda o życiu urodzonego w w Strzemieszycach Wielkich oficera?   Waldemar Bałda Stanisław Próchnicki   Fot. ze zbiorów Narodowego Archiwum Cyfrowego  
Wróć

Alert

Jesteś świadkiem ważnego wydarzenia?
Urzędnicza bezmyślność dobrowadza Cię do szału?
Wiesz o czymś, co może zainteresować media?

 

Zadzwoń lub napisz do "Wiadomości Zagłębia"
lub przyjdź na dyżur redakcyjny dziennikarzy!

 

zadzwoń: 32 265 00 05

 

napisz: redakcja@wiadomoscizaglebia.pl

KONKURSY

 

 

 

 

 

 

 

Adres redakcji:

"Wiadomości Zagłębia"
ul. Kilińskiego 43

41-200 Sosnowiec

 

tel. 32 265 00 05

e-mail: redakcja@wiadomoscizaglebia.pl