Informujemy, że na tej stronie stosujemy pliki cookies (tzw. ciasteczka). Korzystając ze strony wyrażają Państwo zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Jeśli chcą Państwo zmienić tę opcję, należy zmienić ustawienia przeglądarki dotyczące przechowywania i uzyskiwania dostępu do plików cookies w Państwa komputerze. Rozumiem komunikat.

Kliknij tu aby zamknąć powiadomienie.

ARCHIWUM DZIAŁU: W regionie

Legenda MKS-u zostaje w Dąbrowie

dodane 13.08.2015
[Dąbrowa Górnicza] 32-letni Piotr Zieliński, wychowanek i jeden z symboli MKS-u Dąbrowa Górnicza, nadal będzie reprezentował barwy dąbrowskiego klubu. – Gra w MKS-ie była moim priorytetem. Jestem przecież z Dąbrowy, zawsze też znajdujemy wspólny język z prezesami i trenerami – mówi doświadczony środkowy. Mimo że mierzący 200 centymetrów Piotr Zieliński miał propozycje z innych klubów, niezmiennie pozostaje koszykarzem MKS-u Dąbrowa Górnicza. Ustne deklaracje zapadły znacznie wcześniej, złożenie podpisów pod umową miało być tylko formalnością. – Nawet nie liczę już sezonów. Było ich kilka w drugiej lidze, kilka w pierwszej i teraz jeden w ekstraklasie, ale w nim niestety nie miałem wielu możliwości, żeby się pokazać, gdyż dochodziłem do siebie po kontuzji. Jestem przekonany, że w nadchodzących rozgrywkach będzie lepiej – zapowiada wychowanek dąbrowskiego klubu. Oprócz rehabilitacji po długotrwałych problemach zdrowotnych i występów w Tauron Basket Lidze, w ostatnim sezonie 32-latek służył cennym doświadczeniem młodzieży z drugoligowych rezerw MKS-u. – Mam zapewnienie, że w najbliższych rozgrywkach aż tak często już w drugiej lidze grał nie będę. Bycie mentorem? Jak najbardziej. Czy to w pierwszej, czy w drugiej drużynie, chętnie pomogę chłopakom, wszystko im wytłumaczę. W rezerwach, gdy w szatni nie było trenera, parę razy musiałem powiedzieć kolegom do słuchu – mówi z uśmiechem Zieliński. Damian Juszczyk foto: Adrianna Antas/MKS Dąbrowa Górnicza

Przemysław Szymański, skrzydłowy MKS-u Dąbrowa Górnicza

dodane 11.08.2015
[Dąbrowa Górnicza] Gdyby nie grał w koszykówkę, pewnie zostałby górnikiem, zgodnie z rodzinną tradycją. Przemysław Szymański z MKS-u Dąbrowa Górnicza opowiada o swojej motocyklowej pasji, „fryzurze” z gry komputerowej, koszykarskim narzeczeństwie oraz o meczu z… hotelową kartą w bucie. Skąd wziął się pseudonim „Glizda”? Jest wiele teorii. (uśmiech) Ale zawsze byłem chudy i długi. Dlatego koledzy na podwórku nazwali mnie "Glizdą", tak się przyjęło i przetrwało do dziś. Gdyby nie koszykówka, miałeś zostać… górnikiem! Nie są to zbliżone dziedziny. Co sprawiło, że postawiłeś jednak na koszykówkę i skąd zamiłowanie do górnictwa? Nie zostałbym górnikiem z miłości. Pochodzę z Pawłowic Śląskich, jest tam kopalnia Pniówek. Jeśli nie udałoby mi się grać na takim poziomie, który „pozwala żyć”, to wylądowałbym pod ziemią, jak wielu moich kolegów z rodzinnych stron. A poza tym jakieś tradycje górnicze w rodzinie mam. Tata przerobił na „grubie” ćwierć wieku, a brat fedruje od pięciu lat. Częściowo udało się to połączyć, w końcu grasz w MKS-ie Dąbrowa Górnicza. Można tak powiedzieć. Ale robię na powierzchni! (śmiech) Koszykarz i motocyklista, to kolejne niespotykane zestawienie. W trakcie sezonu chyba nie wolno ci wsiadać na motor? Jest u mnie parę takich nietypowych połączeń. Uwielbiam choppery. Zawsze marzyłem o dwóch kółkach. A marzenia są po to, żeby je spełniać, więc zrobiłem prawo jazdy i kupiłem motocykl. W klubie włodarze nie pozwalają na relaks w trakcie sezonu. (uśmiech) Ale to najlepszy sposób na pozbycie się złych myśli. Zakładasz kask, słyszysz piękną muzykę z tłumików, no i ten wiatr we włosach… (śmiech) Każdemu polecam. Poza sezonem jeździsz bezpiecznie i unikasz mandatów? Mam maszynę do spokojnej i relaksacyjnej jazdy. Motocyklem jeżdżę dużo wolniej niż samochodem. I oczywiście jak każdy unikam mandatów, stosując się do przepisów. (uśmiech) Narzeczona też popiera twoją pasję? Jesteś zaręczony z koszykarką, Pauliną Antczak. Trudno utrzymać taki koszykarski związek? Bo wspólnych zainteresowań na pewno nie brakuje… Dokładnie. Paulina dzieli ze mną miłość do koszykówki. Czasem w naszym życiu tej koszykówki jest aż za dużo. Poza tym Paulina wie o co chodzi, nie muszę jej tłumaczyć zasad gry. (uśmiech) A utrzymać ten związek jest tak samo trudno, jak każdy inny. Po prostu dbamy o siebie nawzajem. Z narzeczoną przyjeżdżacie oglądać się w akcji, czy jednak obowiązki sportowe nie pozwalają na wzajemne kibicowanie? Jeśli czas pozwala i mecze się nie pokrywają, kibicujemy sobie na trybunach. Jednak często spotkania rozgrywamy w tym samym czasie, więc wspieramy się duchowo. A twoja „fryzura” to też ze względu na narzeczoną? „Uczesanie” z wyboru czy z musu? Uczesanie jak na razie jeszcze z wyboru. (uśmiech) Mam nadzieję, że jak już mi się znudzi, to będę mógł jeszcze zmienić. (śmiech) Poza tym to wygoda. Do tego opaska, zarost i całość zwraca uwagę. O to właśnie chodzi? O kształtowanie swojego charakterystycznego wizerunku na parkiecie? Często, jak grałem z kolegą w NBA 98, tworzyliśmy swoje postaci. Moja postać właśnie tak wyglądała: łysy z brodą, opaska i długie skarpety. Może miała troszkę więcej tatuaży, ale nad tym pewnie jeszcze popracuję. Taki wizerunek wymyśliłem, teraz tak naprawdę bez opaski nie potrafię grać, bo pot zalewa mi oczy i generalnie nic nie widzę. Nietypowy jest nie tylko twój image, ale czasem też emocjonalne reakcje po efektownych wsadach i udanych zagraniach. Kibice to lubią… Mam nadzieję, że to lubią. Uwielbiam po dobrych zagraniach, zarówno kolegów, jak i własnych, żywo reagować. To pozwala mi się „nakręcić” no i powoduje, że na parkiecie czuję się wyluzowany. Czasem, gdy schodzę z boiska, to przypomina mi się jakaś spontaniczna reakcja. Wtedy trochę mi głupio, że stary gość a odstawił takie „zagranie”, ale na parkiecie to czysty spontan i nastrój chwili. (uśmiech) Na koniec jeszcze jeden nietypowy wątek. Podobno kiedyś rozegrałeś mecz z kartą do drzwi hotelowych w bucie. Jak to się stało? Naprawdę nic nie czułeś podczas gry? Miało to miejsce w Portugalii, na Uniwersyteckich Mistrzostwach Europy. Wyjeżdżając z hotelu ubrany w strój, buty miałem przewieszone przez ramię. Zamknąłem drzwi i kartę wrzuciłem do buta. W szatni zapomniałem o niej, skupiony już na meczu ubrałem buty i poszedłem się rozgrzewać. W trakcie spotkania poczułem, że mam coś w bucie. Pomyślałem, iż to wkładka mi się odkleiła. Po meczu okazało się, że była to karta do drzwi hotelowych. (uśmiech) Rozmawiał: Damian Juszczyk foto: Adrianna Antas /MKS Dąbrowa Gornicza

Kolejna odsłona „Biblioteki na plaży”

dodane 11.08.2015
[Dąbrowa Górnicza] 14 sierpnia dąbrowska biblioteka ponownie zagości na plaży przy Pogorii III. Na wszystkich, którzy piątkowe popołudnie i wieczór zechcą w godz. 16.00- 21.00 spędzić w okolicach molo, czeka ogrom atrakcji. Imprezę rozpocznie pokaz tańca orientalnego, a zaraz po nim wszyscy chętni będą mogli zatańczyć zumbę. O godz. 17.00 o pogodzie, i nie tylko, opowie znany i lubiany prezenter TVN Tomasz Zubilewicz, a tuż po pogodnym spotkaniu o godz. 18.30 wszystkich najmłodszych organizatorzy zapraszają na spektakl „Opowieści Wagantów” w wykonaniu Teatru Gry i Ludzie. Podczas sierpniowej odsłony „Biblioteki na plaży” nie zabraknie także muzycznego akcentu. O godz. 19.30 plażowy wypoczynek umilać będzie Przemysław Smolarski, uczestnik programów The Voice of Poland oraz Bitwa na głosy. Na zakończenie plażowego szaleństwa o godz. 20.30 będzie można zobaczyć widowiskowy pokaz ognia Violet. „Biblioteka na plaży” to także interesujące wystawy. Tym razem będzie to m.in. ekspozycja pt. „Oblicza Biblioteki” zawierająća fotografie prezentujące m.in. przedstawicieli władz miasta, znanych gości dąbrowskiej książnicy, reprezentantów różnych profesji promujących czytelnictwo i bibliotekę. Kolejna to „Komiksy, które wydarzyły się naprawdę” prezentująca prace Agaty Matraś, bibliotekarki, autorki bloga www.gackolandia.blogspot.com oraz „Memy o czytelnictwie” – temat książek, bibliotek i czytelnictwa przedstawiony w lekkiej formie za pomocą obrazków z zabawnymi podpisami. Na plaży przez cały czas trwania imprezy będzie można skorzystać z „Czytelni pod chmurką”, w której znajdą się książki i prasa oraz wygodne leżaki i parasole chroniące przed słońcem. Tuż obok trwać będą animacje dla dzieci oraz zabawy grami wielkoformatowymi i kołem fortuny. Wydarzenie jest częścią akcji „2015 Rok Promocji Czytelnictwa - Zaczytana Dąbrowa”. Na wszystkie atrakcje jest wstęp wolny. „Biblioteka na Plaży” 14 sierpnia godz. 16.00–21.00 Na scenie: 16.00-16.15 Pokaz tańca orientalnego 16.15-16.45 Zumba dla wszystkich (prowadzenie Fitness Klub Salsa) 16.45-17.00 Wojciech Mszyca, miłośnik rowerów 17.00-18.30 Spotkanie z Tomaszem Zubilewiczem 18.30-19.20 Teatr Gry i Ludzie Opowieści Wagantów 19.30-20.30 Koncert Przemysława Smolarskiego z zespołem 20.30-20.45 Pokaz ognia w wykonaniu teatru Nam-Tara Na plaży: 16.30-18.00:Warsztaty rytmiczne dla dzieci prowadzone przez Otwartą Pracownię Artystyczną OPA 16.00-21.00: Animacje dla dzieci, m.in. Jenga XXL, bierki, klocki przestrzenne, chusta Klanzy, Mollky, gra wielkoformatowa Kolorowa Polska, koło fortuny, „Czytelnia pod chmurką” (boox czytelniczy, regały z prasą i książkami, leżaki, parasole) „Piaskowa książka” (konkurs rzeźby z piasku) Wystawy: „Oblicza Biblioteki” – fotografie prezentujące m.in. przedstawicieli władz miasta, znanych gości dąbrowskiej książnicy, reprezentantów różnych profesji promujących czytelnictwo i bibliotekę „Komiksy, które wydarzyły się naprawdę” – prace Agaty Matraś, bibliotekarki, autorki bloga www.gackolandia.blogspot.com „Memy o czytelnictwie” – temat książek, bibliotek i czytelnictwa przedstawiony w lekkiej formie za pomocą obrazków z zabawnymi podpisami „Rzeźby z książek” – kreatywny recykling współczesnych artystów (s)

Grupa MoCarta odwiedzi nasz region

dodane 10.08.2015
[Dąbrowa Górnicza] „Ale Czad, czyli podróże Grupy MoCarta” to nowy program kwartetu, w którym muzycy zagrają i opowiedzą między innymi o Republice Czeskiej, Chinach, Francji oraz Kostaryce. W Olkuszu i Dąbrowie Górniczej kabaret zaprezentuje największe przeboje muzyki nie tylko klasycznej, lecz również inteligentny żart oraz mnóstwo pozytywnej energii z całego świata, którą postara się zarazić publiczność. Bilety na koncert już są w sprzedaży.   Grupa MoCarta to kwartet smyczkowy o ambicjach kabaretu muzycznego, który powstał w 1995 r. Zespół tworzy czterech absolwentów Akademii Muzycznej w Warszawie i Łodzi: Filip Jaślar – I skrzypce, Michał Sikorski – II skrzypce, Paweł Kowaluk – altówka oraz Bolek Błaszczyk – wiolonczela. Kwartet zdobył wiele nagród, m.in.: Grand Prix XVIII Biesiad Satyry i Humoru „Złota szpilka” 1997, II nagrodę Przeglądów Kabaretów PaKa 1998 i 2000 czy Grand Prix Festiwalu Dobrego Humoru w Trójmieście 2002. Kabaret prowadzi aktywną działalność koncertową, nagrywa płyty oraz występuje w radiu i telewizji. Od kilku lat Grupa MoCarta jest również jednym z najczęściej występujących za granicą polskich zespołów. Muzycy grali w wielu, niekiedy bardzo egzotycznych miejscach, takich jak: znane z handlu narkotykami meksykańskie miasto Ciudad Juarez, miasteczko Wenatchee znajdujące się na końcu świata i Stanów Zjednoczonych, w którym nie stanęła wcześniej stopa polskiego artysty czy małe chińskie miejscowości, te poniżej 15 milionów mieszkańców.   Dzięki możliwości występowania w różnych zakątkach świata, muzycy poznali kulturę wielu narodów i teraz pragną w dowcipny sposób opowiedzieć o niej polskiej publiczności. Grupa MoCarta w Olkuszu i Dąbrowie Górniczej zagra nowe utwory, ale wróci także do kilku swoich największych przebojów. Występy Grupy MoCarta odbędą się 17 października w sobotę. W Olkuszu muzycy wystąpią w Miejskim Ośrodku Kultury przy ul. Fr. Nullo 29 o godz. 16:00, natomiast w Dąbrowie Górniczaej w Pałacu Kultury Zagłębia przy Plac Wolności 1 o godz. godz. 19.00. Dla naszych czytelników Agencja Artystyczna Monolit przekaże jedno podwójne zaproszenie na występ w Olkuszu i jedno podwójne zaproszenie na występ w Dąbrowie Górniczej. Zaproszenia będzie można wygrać w naszym konkursie, który zostanie ogłoszony na początku października. Bilety na koncert Olkuszu będą w cenie 65 zł, w Dąbrowie Górniczej w cenach 50 zł, 60 zł i 70 zł. Można je już nabyć na portalach: ticketpro.pl oraz biletyna.pl. Bilety dostępne są również w sieciach salonów: Empik, Media Markt, Saturn na terenie całego kraju oraz w Miejskim Ośrodku Kultury w Olkuszu, tel. 32 643 11 20 i kasie Pałacu Kultury Zagłębia w Dąbrowie Górniczej (czynna: poniedziałek 12:30 – 19:30, od wtorku do piątku 8:30 – 19:30, sobota i niedziela 16:00 – 19:30, tel. 32 733 88 01) a także online przez stronę internetową Pałacu Kultury Zagłębia. Zamówienia grupowe, powyżej 20 osób, objęte będą 10 proc. rabatem.   Zapytania dotyczące innych informacji związanych z wydarzeniem można kierować do organizatora: Agencja Artystyczna Monolit: + 48 518 522 581, +48 660 860 777, www.monolitart.com.pl, biuro@monolitart.com.pl.   (s)   Foto: Andrzej Świetlik

Marcin Piechowicz, rozgrywający MKS-u Dąbrowa Górnicza

dodane 06.08.2015
[Dąbrowa Górnicza] Najmłodszy koszykarz w obecnym składzie MKS-u Dąbrowa Górnicza, 22-latek. Zdradza w rozmowie z Damianem Juszczykiem, czy jeszcze pytają go o dowód osobisty, opowiada o przedsezonowych treningach z bratem, o tym z jakiego powodu trafił na stół operacyjny, a także dlaczego ojciec chciał zrobić z niego… piłkarza ręcznego. Masz 22 lata i ciągle jesteś jednym z najmłodszych zawodników w drużynie, a do tego młodo wyglądasz. Na co dzień czasem pytają cię jeszcze o dowód osobisty? Zdążyłem się przyzwyczaić, jestem w pierwszej drużynie już kilka sezonów i zawsze byłem najmłodszym zawodnikiem. Ksywa „Młody” towarzyszy mi kolejny sezon, ale to dla mnie nic strasznego. Z tym dowodem to jest różnie, jak ogolę brodę to myślę, że mogliby mnie wziąć za gimnazjalistę. (śmiech) Zanim zostałeś koszykarzem, trenowałeś piłkę nożną, siatkówkę, piłkę ręczną, a nawet judo. Gdybyś nie grał w koszykówkę, byłbyś teraz… judoką? Jako brzdąc miałem bardzo dużo energii i rodzice chcieli ją jakoś rozładować, więc próbowali mnie w różnego rodzaju sportach. Gdybym nie grał w koszykówkę, z pewnością byłbym piłkarzem ręcznym. Jeszcze dwa lata temu tata i znajomy trener chcieli mnie przerobić na szczypiornistę. (śmiech) Twój ojciec był piłkarzem ręcznym, mocno przekonywał ciebie i brata do tej dyscypliny sportu. Jak to się stało, że żaden z was nie dał się przekonać i obaj wybraliście koszykówkę? Gdy byliśmy „młodzi” tata nigdy nie naciskał na mnie, ani na brata, żebyśmy zostali piłkarzami ręcznymi. Oczywiście bywało, że chodziłem z tatą porzucać piłką, postrzelać, ale zdecydowanie poszedłem w ślady brata, który wybrał koszykówkę. Choć czasem zdarza się, że tata wspomina, a co by było, gdybym trenował piłkę ręczną… Ale już się tego nie dowiemy. (śmiech) Braterskie przygotowania do sezonu nadal obowiązują? Taki system się sprawdza? Zdecydowanie, trening z bratem w wakacje to tradycja. Nie wyobrażam sobie, żebyśmy w tym okresie nie porywalizowali. W tym roku było tego trochę mniej ze względu na moje zdrowie, ale udało nam się potrenować. Kilka razy zdążyliśmy nawet zagrać jeden na jednego. (śmiech) Brat zawsze dawał i będzie dawał mi dobre rady, z których regularnie korzystam. Jak starszy brat zrecenzował twój pierwszy sezon w ekstraklasie? A może wcale nie pytałeś go o zdanie? Oczywiście, że rozmawialiśmy na ten temat. Były pochwały, lecz były i minusy. Wiem, co mam poprawić. Mam nadzieję, że uda mi się to zrealizować. Bliscy, cała rodzina, wspierają mnie, ale nie mogą mnie tylko chwalić. (śmiech) Teraz trzeba myśleć już o kolejnych rozgrywkach. Ale wcześniej musiałeś trafić… na stół operacyjny. Co się stało i jak się czujesz? Miałem drobną operację kostki, ale była ona niezbędna, żebym mógł normalnie grać. Jestem już po rehabilitacji, noga jest prawie w stu procentach zdrowa i gotowa do sezonu. Wierzę, że ten problem mam za sobą, a w najbliższych rozgrywkach kontuzje będą mnie omijały szerokim łukiem. Aby wywiad podsumować bardziej optymistycznym wspomnieniem niż zabieg, wróćmy pamięcią do pewnego tajemniczego wsadu. Podobno zdarzył ci się taki, którego… nie pamiętałeś! Jak to możliwe? (śmiech) To była bardzo śmieszna, ale i dziwna sprawa. Mój pierwszy wsad w życiu, który wykonałem w meczu pod wpływem takiej adrenaliny, że „obudziłem się” stojąc w obronie, a wszyscy się na mnie patrzyli i byli w szoku. Szkoda, że nikt tego nie nagrał, bo byłaby to świetna pamiątka i zobaczyłbym, jak to naprawdę wyglądało. (śmiech) Rozmawiał: Damian Juszczyk Foto: Adrianna Antas/MKS Dąbrowa Górnicza

Lekcja na przyszłość – rozmowa z Rafałem Knapem o stażu w kadrze Polski

dodane 04.08.2015
[Dąbrowa Górnicza] Trener Rafał Knap z MKS-u Dąbrowa Górnicza był jednym z dwóch szkoleniowców z całego kraju, uczestniczących w stażu przy reprezentacji Polski koszykarzy. – To wartościowa lekcja na przyszłość. Przywiozłem kilkadziesiąt stron notatek – mówi przedstawiciel dąbrowskiego klubu po dwutygodniowym zgrupowaniu kadry narodowej w Wałbrzychu. Jak wrażenia po stażu trenerskim w reprezentacji Polski? Co „przywozi pan ze sobą” ze zgrupowania kadry? Wrażenia ze wszech miar pozytywne. Ze stażu przywożę ogromną ilość materiału szkoleniowego, którym chcę się podzielić z innymi trenerami MKS-u. Będę starał się także wiele z tych treści wdrożyć w treningi grup młodzieżowych. Jak wyglądał pana dzień podczas zgrupowania i na czym polegały pana obowiązki? Zazwyczaj zaczynaliśmy śniadaniem o 8.30. O 9.00 zawodnicy i trenerzy mieli odprawę wideo, na którą ze zrozumiałych przyczyn stażyści nie byli wpuszczani. O 9.55 rozpoczynał się trening, który trwał około trzech godzin. Później był obiad i czas na odpoczynek, o 16.00 przekąska, a od 17.30 drugi trening. Dzień kończyły o 21.00 kolacja i następujący po niej czas wolny. Moim obowiązkiem, a zarazem przyjemnością, było obserwowanie treningu i notowanie tego, co może przydać się w moim rozwoju zawodowym. Zebrało się sześćdziesiąt stron notatek, w formacie A4. (uśmiech) Organizacyjnie i infrastrukturalnie przedsięwzięcie robi wrażenie? Jak ocenia pan zgrupowanie pod tym kątem? Organizacyjnie to inny świat. Wszystko jest dopięte na ostatni guzik. Każdy wie, co ma robić - zaczynając od fizjoterapeuty, poprzez trenera przygotowania ogólnego, menedżera i asystentów trenera, aż po samego trenera i zawodników. Trening jest rozpisany co do minuty i przyznam szczerze, że w ciągu dwóch tygodni tylko raz lub dwa był niewielki poślizg czasowy. Reprezentacja ma naprawdę komfortowe warunki do pracy i wierzę, że przyniesie to wymierne efekty. A jak układała się współpraca z Mike’iem Taylorem? Udzielił panu jakichś cennych wskazówek? Trener jest bardzo pogodnym i otwartym człowiekiem. Często sam podchodził do nas i z nami rozmawiał. Nie było też problemu z tym, by podejść do niego o każdej porze dnia i zadać mu wiele pytań. Zawsze miał dla nas czas. Uważam, że jest wielkim fachowcem, który ma znakomity kontakt z drużyną. Wiele cennych informacji otrzymałem także od zawodników: Adama Waczyńskiego, Przemka Karnowskiego i Olka Czyża, za co im również jestem bardzo wdzięczny, gdyż poświęcali na to swój prywatny czas. Udało się porozmawiać z selekcjonerem o koszykarzach MKS-u? Zamieniłem dwa bądź trzy słowa. (śmiech) Więcej nie mogę zdradzić. (uśmiech) A może któryś z kadrowiczów podpytywał o MKS..? Zawodnicy bardzo często pytali o MKS - o poprzedni i o następny sezon, o niektóre nazwiska, plany na przyszłość. Pewnie żal było opuszczać reprezentację Polski po wspólnie spędzonych dwóch tygodniach. Mike Taylor nie wspominał nic o powiększeniu sztabu szkoleniowego? Na pewno chcielibyśmy być przy całych przygotowaniach, ale nasze drużyny też zaczynają już pracę i tych obowiązków nie można sobie odpuścić. O powiększeniu sztabu Mike Taylor na razie nie mówił. (uśmiech) Widzi się pan na ławce trenerskiej reprezentacji narodowej, niezależnie od roli, w bliższej lub dalszej przyszłości? Jest to moim celem. Orzełek na piersi to zaszczyt i powód do dumy. Miałem już okazję posmakować mistrzostw Europy z kadrą Polski do lat szesnastu i nie ukrywam, że trenowanie reprezentacji to wciąż jeden z moich priorytetów. Jak, bogatszy o te obserwacje, ocenia pan szanse Polaków na zbliżającym się EuroBaskecie? Po tym co widziałem jestem pewien, że będą co najmniej w najlepszej ósemce mistrzostw. Ogromną przyjemnością było obserwowanie zbioru piętnastu różnych charakterów i osobowości, które maja jeden cel, wzajemnie motywują się i dopingują. Było to dla mnie niesamowite przeżycie i nauka na przyszłość. Gdyby mógł pan ściągnąć każdego z kadrowiczów do Dąbrowy, na kogo padłby wybór? Powinienem tu wymienić wszystkich reprezentantów, ale gdybym miał wybrać pięciu, byliby to Adam Waczyński, Przemek Karnowski, Mateusz Ponitka, Aaron Cel i Adam Hrycaniuk - ludzie z wielka klasą zarówno na boisku, jak i w życiu. Rozmawiał: Damian Juszczyk

Drugi etap72. Tour de Pologne – Pelucchi triumfuje, kraksa w peletonie

dodane 04.08.2015
[Dąbrowa Górnicza] Matteo Pelucchi (IAM Cycling) wygrał drugi etap 72. Tour de Pologne UCI World Tour z Częstochowy do Dąbrowy Górniczej. Liderem wyścigu pozostał Marcel Kittel (Giant - Alpecin). Pod koniec etapu w peletonie doszło do poważnej kraksy. Drugi etap 72. Tour de Pologne rozwijał się zgodnie z dobrze znanym scenariuszem. Tuż po starcie w Częstochowie uciekło pięciu kolarzy. W grupce było dwóch Polaków – Kamil Gradek z Reprezentacji Polski oraz Adrian Kurek z CCC Sprandi Polkowice, a także Marcus Burghardt (BMC Racing), Martinj Keizer (LottoNL-Jumbo), Sander Armee (Lotto-Soudal). Przewaga uciekinierów sięgała dwóch minut, ale nie robiła większego wrażenia na sprinterach, którzy spokojnie jechali w głównej grupie.   Jak nakazuje scenariusz płaskiego etapu, na rundach w Dąbrowie Górniczej peleton wchłonął pracującą przez większość dystansu grupkę i zaczął szykować się do finiszu. Na około 300 metrów przed metą Caleb Ewan (Orica GreenEdge) przy ogromnej prędkości zahaczył o innego kolarza i peleton posypał się jak domino. Wywróciło się ponad 20 kolarzy, a ci, którzy uniknęli kraksy rozpoczęli walkę o etapowe zwycięstwo. Najszybszy okazał się Pelucchi, który wyprzedził Kittela oraz Giacomo Nizzolo (Trek Factory Racing). Pozostali kolarze – ci zatrzymani przez kraksę i ci, którzy w niej ucierpieli – jeszcze przez długi czas powoli dojeżdżali do mety.   Żółtą koszulkę lidera klasyfikacji generalnej Skandia zachował Marcel Kittel. Na prowadzeniu w klasyfikacji górskiej Tauron umocnił się Adrian Kurek, który wygrał dwie górskie premie trzeciej kategorii w Dąbrowie Górniczej i Będzinie. Dzięki dwóm wygranym lotnym premiom Lotto koszulkę najaktywniejszego kolarza zdobył Kamil Gradek. Najlepszym sprinterem pozostaje Kittel, w klasyfikacji premii Lotos dla najlepszego Polaka prowadzi Michał Kwiatkowski (Etixx – Quick Step), a pierwsze miejsce w klasyfikacji drużynowej zajmuje Giant – Alpecin.   Marcel Kittel: – Jako zespół dobrze rozgrywaliśmy końcówkę. Może pod koniec, na półtora kilometra przed metą, mogliśmy być trochę wyżej, ale nie sądzę, aby to był problem. Było nerwowo, stąd ta kraksa. To się wydarzyło obok mnie, dwaj kolarze zetknęli się rowerami i tak to się zaczęło. Tak się czasem zdarza. Musimy iść do przodu i przygotować się do kolejnego etapu. To znów etap sprinterski, mamy żółtą koszulkę, więc chcemy ją obronić. Michał Kwiatkowski: – Na pewno czuję się lepiej niż ci, którzy uczestniczyli w kraksie. Mam nadzieję, że wszyscy będą w pełni sił i staną jutro na starcie, bo to nie wyglądało dobrze. Ja byłem wysoko, ale ręce miałem zaciśnięte na hamulcach od ostatniego zakrętu, bo zdawałem sobie sprawę, że takie rzeczy mogą się zdarzyć. Jechałem czujnie i miałem oczy szeroko otwarte. Adrian Kurek: – Zdecydowałem się atakować na premiach górskich, obie wygrałem. Jeśli chodzi o lotne premie to nie do końca udało się zrealizować nasze założenia. Ale koszulki nie są za darmo, trzeba o nie powalczyć. Postaramy się jedną z nich dowieźć do Krakowa.   Kamil Gradek: – Mieliśmy określoną taktykę – były osoby, które miały zabrać się w odjazd. Cel zrealizowany, bo udało się zdobyć koszulkę. Dziś jeszcze pogoda nie dała się we znaki, ale prognozy mówią o 35 stopniach, a ja nie przepadam za takimi upałami. Dziś odbędzie się trzeci etap 72. Tour de Pologne. Kolarze będą mieli do pokonania 166 kilometrów z Zawiercia do Katowic.   (s)
Wróć

Alert

 

Jesteś świadkiem ważnego wydarzenia?
Urzędnicza bezmyślność dobrowadza Cię do szału?
Wiesz o czymś, co może zainteresować media?

 

Napisz do "Wiadomości Zagłębia": redakcja@wiadomoscizaglebia.pl

KONKURSY

 

 

PRACA

 

 

 

 

Adres redakcji:

"Wiadomości Zagłębia"
ul. Kilińskiego 43

41-200 Sosnowiec

e-mail: redakcja@wiadomoscizaglebia.pl