Informujemy, że na tej stronie stosujemy pliki cookies (tzw. ciasteczka). Korzystając ze strony wyrażają Państwo zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Jeśli chcą Państwo zmienić tę opcję, należy zmienić ustawienia przeglądarki dotyczące przechowywania i uzyskiwania dostępu do plików cookies w Państwa komputerze. Rozumiem komunikat.

Kliknij tu aby zamknąć powiadomienie.

ARCHIWUM DZIAŁU: W regionie

Chcemy zrobić krok naprzód

dodane 10.12.2015
[Dąbrowa Górnicza] Ma 48 lat, a w trenerskim CV solidne koszykarskie kluby z całej Europy, i nie tylko. Chorwat Drażen Anzulović swoje międzynarodowe doświadczenie, m.in. z krajowej reprezentacji i Euroligi spróbuje wykorzystać w jednym celu: awansować z koszykarzami MKS-u Dąbrowa Górnicza do fazy play-off Tauron Basket Ligi. - Chcemy zrobić kolejny krok naprzód i stać się poważną marką na koszykarskiej mapie Polski - deklaruje nowy szkoleniowiec dąbrowskiej ekipy.   W 2010 roku był pan blisko objęcia reprezentacji Polski koszykarzy, w ostatniej chwili jednak nie przyjął pan oferty. Na przestrzeni lat były też propozycje z polskich klubów. Teraz końcu się udało. Z perspektywy czasu myślę, że może popełniłem błąd, iż nie zostałem wówczas selekcjonerem polskiej kadry. Prezesi i działacze byli ze mną bardzo uczciwi w rozmowach, podpisali już kontrakt. Był jednak jeden problem. Miałem skupić się wyłącznie na reprezentacji, nie mogąc równolegle trenować w klubie. Na tamtym etapie nie chciałem pracować tylko przez trzy-cztery miesiące w roku i nie byłem tym usatysfakcjonowany. To jedyny powód, dla którego rozmowy tak się zakończyły. W przeszłości były oferty ze Śląska Wrocław, rok temu nieoficjalnie był pan łączony z ekipą ze Słupska. Może były też propozycje z innych klubów? Tak, były inne kluby… (śmiech) Nie chcę mówić o konkretnych nazwach, ale miałem spory kontakt z polskimi drużynami. Zawsze jednak czegoś brakowało. Teraz jestem w Polsce i liczę na to, że zrobię coś pozytywnego - zarówno dla mojego klubu, jak i dla polskiej koszykówki. Co ma MKS, czego wcześniej nie było w innych ofertach? Co pana przekonało? Przede wszystkim dobra, uczciwa rozmowa z prezesami. Przedstawili mi ambicje i możliwości klubu, a także gwarancję na wykonanie kroku naprzód. Spodobało mi się to wyzwanie. W mojej karierze zależy mi na tym, żeby coś zbudować. Mamy młody klub i chcemy zrobić kolejny krok, aby stać się poważną marką na polskiej mapie koszykarskiej. Ma pan związki z Polską i Dąbrową. Pana brat Vladimir grał w Anwilu Włocławek, a pana żona zna podobno Magdalenę Śliwę, jedną z kluczowych postaci dla dąbrowskiej siatkówki. Moja żona była reprezentantką kraju w siatkówce i wiele razy grała przeciwko Magdalenie Śliwie. Kiedy usłyszała o moich negocjacjach, mówiła: idź tam, mają tam świetny klub siatkarski, będę przyjeżdżała na mecze! (śmiech) Rzeczywiście jesteśmy sportową rodziną, brat chwalił sobie grę we Włocławku, był zadowolony z tego okresu. Wówczas pracował tu jeden z chorwackich trenerów, Petrović. Wybierał pan spośród kilku ofert czy MKS wstrzelił się we właściwy moment? Tak, miałem propozycje, jedną nawet dwa tygodnie wcześniej. Ale nie porozumieliśmy się z belgijskim klubem z Antwerpii. Moment był więc znakomity, do tego dobra, satysfakcjonująca oferta i nie potrzebowałem już niczego więcej. Po zdobyciu z Cedevitą Zagrzeb Superpucharu Chorwacji i dotarciu do finału Ligi Adriatyckiej w 2012 roku, kolejną pracę podjął pan dopiero w tym roku w Chinach. W międzyczasie miał pan przerwę od koszykówki? Byłem bardzo rozczarowany, gdy rozstano się ze mną w Cedevicie. To był najlepszy sezon w historii klubu, a jednak postawiono na kogoś innego - jak mi wtedy tłumaczono, na „większe nazwisko”. Przerwa? Nie, ja lubię pracować. I może się mylę, ale sądzę, że nadal jestem w stanie robić to na wysokim poziomie. (uśmiech) Nie chciałem trenować klubu bez przyszłości. Agenci obiecywali mi pracę w czołowych klubach Europy, ale nic dla mnie nie zrobili. Minęło kolejnych kilka miesięcy, pojawiła się ciekawa oferta z Chin. Wykonaliśmy tam dobrą robotę, zespół dominuje teraz w lidze. Było to także cenne doświadczenie, a ja lubię poszerzać horyzonty zawodowe. To moja filozofia. Wywalczył pan mistrzowskie tytuły w Chorwacji i Belgii, ma pan doświadczenie z Euroligi i z reprezentacji narodowej jako asystent, w tym podczas igrzysk olimpijskich. Przenosiny do Polski nie są dla pana krokiem wstecz? To bardzo dobre pytanie. (uśmiech) Czasami w karierze warto podjąć wyzwanie. A może właśnie w Dąbrowie zbudujemy klub euroligowy? Jestem bardzo zadowolony z nowego otoczenia, z ambicji klubu i z ludzi, którzy mnie otaczają - uczciwych i profesjonalnych. Wierzę w to, że właściwie wykonamy naszą pracę, żeby wszystkie osoby związane z klubem były zadowolone. Przychodzi pan do drużyny zbudowanej przez innego szkoleniowca. To nie jest komfortowa sytuacja dla trenera. Gdy obejmujesz zespół w trakcie sezonu, przychodzisz „na gotowe” i nie masz wpływu na kompletowanie składu, ale musisz starać się wydobyć z drużyny to, co najlepsze. Dostrzegam tu potencjał i szanuję to, co zrobili wcześniej szkoleniowcy. Jestem przekonany, że będzie nam się dobrze współpracowało. Oczywiście będą zmiany. Zobaczymy w czym możemy być lepsi, gdzie można dać z siebie więcej. Ale nie zdołam niczego wykreować w ciągu dwóch-trzech dni. Już teraz dwóch zawodników mamy poza składem, zmagają się z kontuzjami, zobaczymy jak rozwinie się sytuacja. Musimy po prostu ciężko pracować. Widziałem kilka meczów polskiej ekstraklasy, toczonych w szybkim tempie. Musimy przystosować naszą grę bardziej do stylu europejskiej koszykówki. Potrzebujemy więcej szybkości i energii na boisku. Z reprezentacją Chorwacji zajął pan 6. miejsce na Igrzyskach Olimpijskich w Pekinie i 6. pozycję na EuroBaskecie w Polsce. W MKS-ie 6. lokatę wszyscy na pewno wzięliby w ciemno. (śmiech) Mam nadzieję, lecz może osiągniemy coś więcej, kto wie? Ale na początek oczywiście bylibyśmy zadowoleni. Dam z siebie wszystko, żeby tak się stało, skupiając się w pełni na budowaniu zespołu, nowego systemu i na tym, byśmy osiągali dobre rezultaty. Rozmawiał: Damian Juszczyk foto: Adrianna Antas / MKS Dąbrowa Górnicza

Trenerzy pozostają z MKS-em

dodane 08.12.2015

Chorwacka legenda trenerem MKS-u

dodane 07.12.2015
[Dąbrowa Górnicza] 48-letni Drażen Anzulović został nowym trenerem koszykarzy MKS-u Dąbrowa Górnicza. Chorwat jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci koszykarskich w swoim kraju, jest też doskonale znany w całej Europie. Ma na koncie m.in. tytuły mistrzowskie w Chorwacji i Belgii, doświadczenie w Eurolidze, a w 2010 roku odrzucił ofertę prowadzenia reprezentacji Polski. Drażen Anzulović w latach 80. i 90. występował na chorwackich parkietach w barwach m.in. KK Zagrzeb, Cibony Zagrzeb i Olimpii Osijek. Zasłynął jednak przede wszystkim jako trener. Z Ciboną Zagrzeb wywalczył trzy mistrzostwa Chorwacji, z tym zespołem dotarł również trzykrotnie do TOP16 Euroligi, a raz do finału Ligi Adriatyckiej. W belgijskim Spirou Charleroi dołożył do swoich sukcesów dwa mistrzostwa kraju, Puchar i Superpuchar Belgii. Oprócz tego pracował m.in. KK Cedevicie Zagrzeb (Puchar i Superpuchar Chorwacji, finał Ligi Adriatyckiej - 2012), w litewskim BC Litetuvosie Rytas, ukraińskim BC Donieck oraz rosyjskim PBC Ural Great Perm, a w ostatnim roku w chińskim Xingijang Tigers. W 2010 roku był bliski prowadzenia reprezentacji Polski koszykarzy, lecz ostatecznie odrzucił tę propozycję, pragnąc skupić się na pracy klubowej. Przed laty był kandydatem do objęcia Śląska Wrocław, a jeszcze w ubiegłym roku nieoficjalnie przymierzano go do sterów w Słupsku. Anzulović jako asystent Jasmina Repesy miał udział w awansie reprezentacji Chorwacji do Igrzysk Olimpijskich w Pekinie (porażka w ćwierćfinale z Hiszpanią, późniejszym wicemistrzem olimpijskim) oraz w 6. miejscu kadry swojego kraju na EuroBaskecie 2009 w Polsce. Damian Juszczyk foto: bdasportsinternational.com

Niedosyt z wyprawy nad morze

dodane 07.12.2015
[Dąbrowa Górnicza] Koszykarze MKS-u Dąbrowa Górnicza w drugim wyjazdowym meczu na północy kraju zmierzyli się z AZS-em Koszalin. Spotkanie było niezwykle zaciętym widowiskiem do ostatnich minut, ale gospodarze wydobyli z siebie dodatkowe pokłady energii, uciekając MKS-owi i wygrywając 87:75. Początek pierwszej kwarty był prawdziwą strzelaniną. Na prowadzenie 6:3 wyprowadził MKS Sam Dower - najpierw trafiając z dystansu, a po chwili wykorzystując rzut z faulem. Kolejne dwie akcje to kolejne dwa celne rzuty za trzy. Po stronie AZS-u trafiał superstrzelec Devon Austin, natomiast dla gości rozgrywający Rashaun Broadus. Wiatr w żagle zaczęła jednak łapać drużyna gospodarzy. Przewaga rywala MKS-u urosła do 12 punktów po kontrze Austina (23:11). Dobrych kilka minut przeciwnika nie podcięło skrzydeł podopiecznym trenera Wojciecha Wieczorka. Dwie trójki Sama Dowera oraz ważne punkty Mateusza Dziemby zniwelowały stratę do zaledwie 3 oczek (27:24). Ostatnie słowo w tej odsłonie należało jednak do Igora Wadowskiego z AZS-u, który rzutem z dystansu zakończył kwartę wynikiem 30:24. W drugiej odsłonie wyraźnie spadło tempo gry. Obie ekipy szukały swoich szans w ataku pozycyjnym. Po czterech punktach z rzędu dotąd niewidocznego w tym meczu Patrika Audy, AZS wyszedł na prowadzenie 36:31. Gospodarze zaczęli jednak popełniać błędy i goście z Zagłębia wykorzystując ich zdekoncentrowanie przejęli inicjatywę! Prowadzenie zespołowi z Dąbrowy dał Rashuan Broadus po akcji 2+1 (38:36). Drużyna trenera Davida Dedka okazała się mieć asa w rękawie i zatrzymała rosnące ambicje gości. Punkty Artura Mielczarka i Piotra Dąbrowskiego oraz dobra postawa w końcówce Patrika Audy pozwoliły AZS-owi zakończyć pierwszą połowę z 5-punktową przewagą (45:40). Trzecią kwartę w znakomitym stylu rozpoczął dla Dąbrowy Rashaun Broadus, zdobywając pierwszych sześć punktów i doprowadzając do remisu 46:46. AZS przyparty do muru potrzebował przerwy na żądanie, aby poukładać swoją grę. Efektownym wsadem w kontrze odpowiedział Ra’Shad James. Jednak to nadal MKS dyktował tempo i po rzutach wolnych Mateusza Dziemby goście wyszli na dwupunktowe prowadzenie (50:48). Zaczęła się regularna wymiana ciosów i konkurs strzelecki. Lepiej z tej potyczki wyszli gospodarze, budując 5-punktową przewagę po trójce Artura Mielczarka i trafieniu spod kosza Devona Austina. AZS nie był mimo wszystko w stanie utrzymać tej przewagi i po dwóch trafionych wolnych Marcina Piechowicza, strata dąbrowian przed czwartą kwartą wynosiła tylko jeden punkt! Na początku finałowej odsłony do kolejnego remisu doprowadził Piotr Pamuła, trafiając z półdystansu i wykorzystując rzut wolny po faulu (64:64). Z każdą kolejną minutą spotkanie w Koszalinie nabierało intensywności. Po skutecznym rzucie z półdystansu Rashauna Broadusa na przeszło sześć minut przed końcem, MKS objął 3-punktowe prowadzenie (72:69), co zmusiło trenera gospodarzy do skorzystania z przerwy na żądanie. Zawodnicy AZS-u odpowiedzieli na apel szkoleniowca i na trzy minuty przed syreną po sześciu punktach z rzędu A.J. Waltona to oni byli bliżej zwycięstwa (79:72). Kontrolowali przebieg meczu, do samego końca nie oddając graczom z Dąbrowy ani kawałka parkietu. AZS Koszalin - MKS Dąbrowa Górnicza 87:75 (30:24, 15:16, 17:21, 25:14) AZS: Austin 16, James 15, Auda 14, Walton 14, Mielczarek 8, Witliński 8, Dąbrowski 5, Walker 4, Wadowski 3, Dymała 0, Łukasiak 0. MKS: Broadus 21, Dower 19, Dziemba 10, Pamuła 7, Szymański 7, Zmarlak 6, Zieliński 3, Piechowicz 2, Piszczatowski 0, Szczypiński 0, Williams 0. Michał Kajzerek

Warsztaty Fundacji Godne Życie

dodane 07.12.2015
[Dąbrowa Górnicza] Bezpłatne warsztaty decoupage, filcowania oraz quilingu dla seniorów i dzieci organizuje Fundacja Godne Życie. Podczas zajęć ich uczestnicy poznają znane i mniej znane techniki rzemieślnicze i ludowe. Będzie okazja do samodzielnego wykonania świątecznych stroików .   Przychodzący na zajęcia seniorzy uczą się filcowania na sucho i mokro, quilingu czyli zakręcania papierowych pasków, decoupage, zdobienia bombek, tworzenia stroików świątecznych itp. Używają przy tym różnorodnych materiałów i stosują odpowiednie dla nich techniki. Zajęcia, na które fundacja zaprasza także dzieci, odbywają się w poniedziałki, środy i czwartki w godzinach 11.00 – 14.00 oraz we wtorki od godz. 12.00 do 15.00 w placówce przy ul. Królowej Jadwigi 8. Osoby zainteresowane udziałem dziecka w zajęciach mogą kontaktować się z Fundacją telefonicznie pod numerem 505-582-720 lub osobiście.   Fundacja organizuje także codziennie zajęcia dla dzieci i młodzieży w trzech placówkach na terenie Dąbrowy Górniczej tj. w budynku Warsztatów Terapii Zajęciowej przy ul. Gwardii Ludowej 107, tzw. Szenwaldzie przy ul. Prusa 3 oraz tzw. Zielonym Dworku przy ul. Królowej Jadwigi 8. Zajęcia odbywają się w godz. 16.00 – 20.00. Uczęszczające do świetlic dzieci uczą się gry na gitarze, szycia na maszynie oraz uczestniczą w rozwijających twórcze myślenie zajęciach plastycznych, jak np. malowanie na tkaninie, szkle czy kamieniach. Zapisani do świetlicy mali dąbrowianie mogą także liczyć na pomoc w odrabianiu lekcji, dostęp do internetu oraz codzienny posiłek.   Projekt ma charakter ponadlokalny, dlatego zajęcia dla seniorów odbywają się również w Katowicach. Partnerem Fundacji Godne Życie w realizacji projektu jest Śląska Fundacja Obywatelska Lex Civis z Katowic. Warsztaty finansowane są ze środków Województwa Śląskiego w ramach dofinansowania z Regionalnego Ośrodka Polityki Społecznej.   (s)        

Tak miało być

dodane 04.12.2015
[Dąbrowa Górnicza] Kapitan MKS-u Dąbrowa Górnicza jest w tym sezonie jednym z najmocniejszych ogniw drużyny, imponując równą, wysoką formą, co potwierdził w zwycięskim starciu w Gdyni. Dąbrowskich koszykarzy czeka ekspresowa regeneracja, bo już w niedzielę grają w Koszalinie. - Wiedzieliśmy, że z Asseco nie będzie łatwo, ale zawsze wychodzimy na parkiet z myślą o wygranej. Tym razem byliśmy górą - cieszy się zawodnik. Ależ walczyliście w Gdyni! To właśnie ambicja i determinacja w walce o każdą piłkę przechyliły szalę na waszą korzyść o te decydujące trzy punkty? Od początku nastawialiśmy się na trudne spotkanie i takie też było. Graliśmy dobry mecz w defensywie, a determinacja i ambicja na pewno w tej wygranej pomogły. Zwycięstwo nad Asseco na ich terenie to mimo wszystko sensacja. Właśnie ograliście jedną z najlepszych ekip ligi w tym sezonie! Wygląda na to, że zgodnie z hasłem na te rozgrywki, dla MKS-u chyba faktycznie „Niebo jest granicą” i potraficie wygrać z każdym? Wychodzimy na parkiet z myślą o zwycięstwie, bez względu na to, jakiego mamy przeciwnika. Tym razem byliśmy górą. Po trzech porażkach przyszły dwie wygrane. Teraz jest radość, ale skąd te huśtawki nastrojów? Przyczyną jest wyrównany poziom ligi? Może to jest przyczyną, trudno znaleźć jednoznaczną odpowiedź. Już w niedzielę gracie w Koszalinie z AZS-em. Sił pozostawionych w gdyńskiej hali nie zabraknie za trzy dni? Jest czas na krótki odpoczynek i myślę, że w niedzielę znowu wyjdziemy na parkiet, aby odnieść zwycięstwo. Rozmawiał Damian Juszczyk Foto: Adrianna Antas/MKS Dąbrowa Górnicza

Prezent sprawią sobie sami?

dodane 04.12.2015
[Dąbrowa Górnicza] Czy Święty Mikołaj „odwiedzi” młodych dąbrowian podczas drugoligowego meczu z AZS-em AWF-em Mickiewiczem Romusem II Katowice? MKS II Dąbrowa Górnicza podejmie rywala w sobotę 5 grudnia o godzinie 13.00. Drogą do sukcesu może być raczej ciężka praca na parkiecie niż prezenty od przeciwników czy od samego Świętego.Wstęp wolny. MKS w tym sezonie nie zaznał jeszcze smaku zwycięstwa, lecz obserwowanie gry młodych dąbrowskich adeptów koszykówki może cieszyć oko. Efektowna gra przyczynia się do coraz lepszych wyników. W ostatniej kolejce gospodarze mocno postraszyli „Politechników” z Częstochowy, którzy wyszarpali wygraną najpierw doprowadzając w końcowych sekundach czwartej kwarty do dogrywki, a następnie rozstrzygając ją na swoją korzyść. Tym razem trener Rafał Knap nie może skorzystać z najlepszego strzelca MKS-u II w poprzednich kolejkach Mateusza Szczypińskiego (w dwóch ostatnich spotkaniach 58 punktów), którego świetne występy predysponowały do wyjazdu na starcia drużyny ekstraklasowej. Warto podkreślić, że również inny zawodnik z rocznika 1998 - wychowanek klubu Patryk Piszczatowski udał się w ekstraklasową podróż „nad morze”. Rywal poprzedni mecz przegrał z liderem grupy C - AGH Kraków 66:75. Bardzo dobrze wyglądała gra środkowych katowickiej ekipy, Mateusza Migały i Dawida Kołakowskiego, którzy byli liderami punktowymi, dokładając do tego kilkanaście zbiórek. Po tym spotkaniu „Akademicy” zajmują jedenastą pozycję z jednym zwycięstwem i siedmioma porażkami. W Dąbrowie będą szukali drugiej wygranej, lecz czy świetnie spisujący się w rozgrywkach młodzieżowych miejscowi na to pozwolą? Dominik Gordon

Trafiony, zatopiony!

dodane 04.12.2015
[Dąbrowa Górnicza] Koszykarze MKS-u Dąbrowa Górnicza sprawili sensację! Dąbrowianie po prawdziwej morskiej bitwie zwyciężyli w Gdyni jedną z najlepszych ekip ekstraklasy w tym sezonie - Asseco 65:62! To MKS, a konkretnie Mateusz Dziemba, zdobył pierwsze punkty w Gdyni. I mimo że spotkanie było bardzo zacięte, dąbrowianie grali bez kompleksów przeciwko ekipie z czołówki. To przyjezdni uciekali, a Asseco deptało im po piętach. Po dwóch odważnych wejściach pod kosz Pawła Zmarlaka było już nawet 19:13 (13:19) dla MKS-u, ale trójki Sebastiana Kowalczyka i Przemysława Frasunkiewicza przyniosły wyrównanie na koniec otwierającej odsłony (19:19). Drugą kwartę zespół z Dąbrowy Górniczej rozpoczął nieskutecznie, kilka razy nie będąc w stanie sfinalizować ataku. W pierwszej połowie MKS miał aż 10 strat, przy 5 Asseco. Gdyby nie one, dąbrowianie mogli… wysoko prowadzić. Ale i tak do przerwy wygrywali, m.in. za sprawą Erica Williamsa, który pod koszem rywali był nie do zatrzymania. Zarówno on dwukrotnie, jak i Sam Dower efektownymi wsadami osłabiali morale gdynian. I nawet trzy wolne Anthony’ego Hickeya po syrenie nie pomogły faworytom, było 29:33 dla MKS-u. Po wznowieniu gry Eric Willliams i Mateusz Dziemba powiększyli przewagę do ośmiu punktów (29:37). Ambitni miejscowi próbowali ścigać MKS (po akcji 2+1 Filipa Matczaka było już tylko 38:40), lecz goście błyskawicznie odpowiadali. Po rzucie zza łuku Piotra Pamuły i kontrze wykończonej przez Rashauna Broadusa znowu zrobiło się 38:45. Anthony Hickey ponownie zmniejszył straty, Paweł Zmarlak przepchnął się pod koszem i przed decydującą częścią spotkania dąbrowianie byli lepsi o trzy oczka (46:49). Ostatnia kwarta to już prawdziwa morska bitwa! Anthony Hickey dwoił się i troił w ekipie gospodarzy. Kiedy trafił dwie trójki z rzędu, to nawet rewanż zza łuku Rashauna Broadusa nie zapobiegł utracie prowadzenia (61:60). Do końca pozostawało zaledwie półtorej minuty. Broadus dorzucił dwa wolne, ale Hickey wyrównał jednym celnym (62:62). 23 sekundy… Co tam się działo! Walka toczyła się jak o życie! Broadus dostaje szanse na linii wolnych, trafia raz. W decydującej akcji Sam Dower do spółki z Rashaunem Broadusem powstrzymują Hickeya pod koszem, Broadus faulowany wykorzystuje oba wolne, Hickey i Matczak mylą się za trzy i sensacyjne wyjazdowe zwycięstwo MKS-u Dąbrowa Górnicza nad faworyzowanymi gdynianami staje się faktem! Asseco Gdynia - MKS Dąbrowa Górnicza 62:65 (19:19, 10:14,  17:16, 16:16) Asseco: Hickey 24, Frasunkiewicz 9, Matczak 8, Żołnierewicz 8, Kowalczyk 5, Parzeński 4, Szczotka 4, Kaplanović 0, Morozow 0. MKS: Broadus 13, Dower 13, Williams 12, Pamuła 10, Zmarlak 9, Dziemba 4, Piechowicz 4, Szymański 0.   Damian Juszczyk grafika: Piotr Baran

Najważniejszy moment w karierze

dodane 03.12.2015
[Dąbrowa Górnicza] 17-letni Mateusz Szczypiński w ostatnim domowym meczu koszykarzy MKS-u Dąbrowa Górnicza zadebiutował w barwach dąbrowskiego klubu na parkietach ekstraklasy. - To zdecydowanie najważniejszy moment w mojej karierze, zapamiętam go na zawsze. Teraz przede mną jeszcze więcej ciężkiej pracy i walka o kolejne kamienie milowe w koszykarskim życiorysie - mówi młody zawodnik. Jeden z najważniejszych momentów w karierze za tobą. Co zapamiętasz ze swojego debiutu w ekstraklasie? Zdecydowanie był to najważniejszy moment w mojej karierze koszykarskiej. Myślę, że każdy siedemnastolatek marzy o byciu w składzie drużyny ekstraklasowej, a tym bardziej o debiucie na parkietach najwyższej klasy rozgrywkowej. Nie będę ukrywał, że był to mój cel na ten sezon i cieszę się, że ciężką pracą udało mi się wywalczyć u trenera możliwość trenowania z pierwszym zespołem MKS-u. Na pewno zapamiętam chwilę, w której usłyszałem, że to właśnie ja mam iść zgłosić zmianę i wejść na boisko na ostatnie pół minuty. Kiedy wszedłem na parkiet, koledzy z naszych drugoligowych rezerw zaczęli skandować na trybunach: Mateusz Szczypiński!. Emocje towarzyszące mi w tym momencie były naprawdę ogromnę, aż trudno to opisać. A przed wejściem na boisko był duży stres? Z początku myślałem, że jeśli dostanę możliwość pojawienia się na parkiecie, dla mnie będzie to tylko formalność, jak to bywa przy okazji innych meczów. Ale kiedy w hali zaczęło gromadzić się coraz więcej kibiców, nie było już tak kolorowo. (uśmiech) Gra przy tak licznej widowni to coś wyjątkowego. Każdy na ciebie patrzy i kibicuje ci, żebyś grał najlepiej, jak tylko potrafisz. Moment wejścia na boisko to jeszcze inna historia. Nogi zaczęły mi się trząść, a ręce drżeć. W końcu był to debiut na ekstraklasowych parkietach siedemnastoletniego chłopaka. Na placu gry spędziłeś 25 sekund. Niby niedużo, ale na pewno wielu 17-letnich koszykarzy marzy o choćby takim występie w Tauron Basket Lidze… Dokładnie, to stosunkowo niewiele czasu. Niektórzy mogą spytać, co można zrobić w ciągu tych 25 sekund. Ja wiem, że to dużo czasu - wystarczająco, żeby przeżyć niesamowite emocje i poczuć to, co czują profesjonalni gracze. Myślę, że każdy młody zawodnik, który śledzi koszykarską ekstraklasę marzy o tym, żeby kiedyś znaleźć się na jej parkietach. Miałeś nawet okazję oddać rzut, jednak piłka odbiła się od obręczy i nie wpadła do kosza. Podobno później zastanawiałeś się, czy nie trzeba było od razu spróbować zza łuku, zamiast robić tych kilka kroków w stronę kosza? (śmiech) Tak, miałem okazję oddać rzut, czego kompletnie się nie spodziewałem. Wynik był rozstrzygnięty i myślałem, że akcja będzie odbywała się bez rzutu, na zasadzie podziękowania sobie za mecz przez obie drużyny. Ale nagle zobaczyłem, że trener chce, żeby Rashaun podał piłkę właśnie do mnie. Kiedy trzymałem ją już w rękach, byłem naprawdę zestresowany. Wiedziałem, że jest to akcja specjalnie „pode mnie“, abym miał szansę zdobyć swoje pierwsze punkty. Przez moją głowę przeleciała niezliczona ilość myśli na raz. Rzucić za trzy? A może wejść pod kosz? I wiele innych podobných wariantów. Niestety, czas na zegarze upływał i gdy na niego spojrzałem, pozostawało pięć sekund. Stwierdziłem, że spróbuję penetracji, lecz zawodnicy ekstraklasowi nie dadzą się jednak tak łatwo minąć. Obróciłem się i musiałem oddać rzut z bardzo trudnej pozycji, niestety niecelny. (śmiech) Po meczu, kiedy emocje już opadły, doszedłem do wniosku, że mogłem próbować zza łuku, ale było już za późno. Następnym razem na pewno tak zrobię. (uśmiech) Co dalej? Teraz celem są pierwsze punkty? I pewnie… kolejne minuty w najwyższej klasie rozgrywkowej? Podstawowym celem jest dalsza możliwość trenowania z pierwszym zespołem, podpatrywania bardziej doświadczonych zawodników. Pierwsze punkty z czasem pewnie przyjdą, choć jest to oczywiście swoisty kamień milowy „do zaliczenia”. Co do liczby otrzymywanych minut, może ich przybywać wyłącznie w efekcie mojej dalszej ciężkiej pracy, zaangażowania na treningach i dobrych występów na drugoligowych parkietach. Rozmawiał: Damian Juszczyk Foto: Adrianna Antas/ MKS Dąbrowa Górnicza  
Wróć

Alert

Jesteś świadkiem ważnego wydarzenia?
Urzędnicza bezmyślność dobrowadza Cię do szału?
Wiesz o czymś, co może zainteresować media?

 

Zadzwoń lub napisz do "Wiadomości Zagłębia"
lub przyjdź na dyżur redakcyjny dziennikarzy!

 

zadzwoń: 32 265 00 05

 

napisz: redakcja@wiadomoscizaglebia.pl

KONKURSY

 

 

 

 

 

 

 

Adres redakcji:

"Wiadomości Zagłębia"
ul. Kilińskiego 43

41-200 Sosnowiec

 

tel. 32 265 00 05

e-mail: redakcja@wiadomoscizaglebia.pl